Tak Bóg umiłował świat, że dał swojego Syna Jednorodzonego; każdy, kto w Niego wierzy, ma życie wieczne.

fot. flickr.com / .robbie

Wideo na niedzielę:

 Ojciec Paweł Gużyński i Boska.tv przedstawiają «Boskie Słowa»

Co jest w człowieku takiego, co sprawia, że tam, gdzie są ludzie, tam są śmieci? Tam, gdzie ludzie w świątyni, tam też są śmieci. Świątynia, która jest wewnątrz człowieka – Jezus ją w trzy dni odbudował: umarł i zmartwychwstał. Zatem oczyszczenie świątyni to udział w męce, śmierci i zmartwychwstaniu Pana Jezusa. Tak się burzy świątynię i ją buduje – burzy się przez śmierć, buduje przez zmartwychwstanie. I przez ten proces każdy z nas powinien przejść, właściwie przechodzić permanentnie.
Wielki Post to czas, kiedy mamy zburzyć świątynię i postawić ją na nowo, wszystkie śmieci usunąć. A jesteśmy permanentnymi śmieciarzami… Wielka odwaga polega na tym, aby po 20, 30, 40 latach życia zburzyć świątynię do cna i postawić ją całkowicie na nowo.

Nagrania kazań na niedzielę:

 

W owych dniach mówił Bóg wszystkie te słowa
fot. flickr.com / #jbtaylor
W owych dniach mówił Bóg wszystkie te słowa

Komentarze z miesięcznika „W drodze”:
Oblubieniec i wojownik

Wojciech Jędrzejewski OP

Wj 20, 1-17 • Ps 19 • 1 Kor 1, 22-25 • J 2, 13-25

Chcesz wiedzieć, co Bóg pragnie z Tobą uczynić, gdy otworzysz ucho i serce na Jego słowo? Wystarczy, że podniesiesz oczy i spojrzysz rano w niebo. Widzisz tam, na horyzoncie, wzbierający jasnością punkt? To dom wschodzącego Słowa! Tam właśnie wzbiera jego miłosna i waleczna energia – szykuje się do biegu! Za chwilę ruszy w całodzienny maraton, dedykowany każdemu, kto cierpi na niedobór życiodajnej energii.

Tak można by sparafrazować Psalm 19, który spaja czytanie z Księgi Wyjścia i Ewangelię o oczyszczeniu świątyni.

Skąd wojownik – Słowo – słońce – ma tę energię, by biec niestrudzenie przez cały dzień, aż po najdalsze granice świata, niosąc tam wolność, nadzieję i radość? Psalmista odpowiada: A co się dziwisz? Przecież właśnie wychodzi od ukochanej małżonki – z komnaty wzajemnej miłości. Przywitali dzień namiętnym zespoleniem, które sprawiło, że oblubieniec, wyłaniając się z komnaty, uśmiecha się, promieniejąc siłą i gotowością podjęcia się nawet najbardziej wyczerpującej misji. Co tam całodzienny bieg i walka z wrogami, jeśli masz w sobie tyle miłosnego żaru!

Przykazania dane z płonącej ogniem góry – kryją w sobie żar pragnienia, które dzielą nawzajem Ojciec – Słowo – Duch. Jest to pragnienie mojej i twojej świętości – pełni życia, które chce się udzielać i zataczać krąg aż po najbardziej mroczny jeszcze horyzont istnienia.

Jak niesamowicie ta żarliwość płonie w Jezusie, gdy przepędza On kupczących ze świątyni! Gdy szemrany kantor wymiany walut z naszych na niebiańskie zostaje na powrót zbudowany jako dom spotkania i rozmowy. Staje się komnatą najintymniejszej więzi. Możemy być pewni, że niewyczerpana Miłość nigdy nie zatrzyma się w swoim maratonie nadziei dla grzeszników! Słowo będzie nas rozgrzewać, ożywiać i oczyszczać. Będzie walczyć o nas, rzucając wyzwanie oziębłości, rutynie i zwątpieniu.

Nie przypadkiem Psalm 19 jest śpiewany podczas liturgii świąt i uroczystości związanych z apostołami. To ci, którzy napełnieni żarem Słowa – podjęli bieg aż po krańce ludzkiej biedy – aby głosić Chrystusa ukrzyżowanego. Tego, który „jest mocą i mądrością Bożą” (1 Kor 1, 21).

 

To, co jest głupstwem u Boga, przewyższa mądrością ludzi
To, co jest głupstwem u Boga, przewyższa mądrością ludzi

Punkt widzenia

Tomasz Grabowski OP

Wj 20, 1-17 • Ps 19 • 1 Kor 1, 22-25 • J 2, 13-25

Słuchając ewangelii o oczyszczeniu świątyni, można popełnić szereg błędów.

Można na przykład zrozumieć to wydarzenie na wzór handlarzy i tych, którzy czerpali zysk z wypracowanego przez nich utargu – ludzi oburzonych ze względu na nieuzasadnioną przerwę w prowadzeniu interesu. Robią to w końcu rzadko, tylko przed wielkimi świętami, gdy ich usługi są cenione i potrzebne. Oto szalony kaznodzieja wywraca im sprzęty i rozgania zwierzęta. Wbrew pozorom to nie jest postawa abstrakcyjna, taka, która by chrześcijan nie dotyczyła. Lubimy „czerpać zysk” z Jezusa, który jest delikatny, pokorny, cichy, przyjmuje grzeszników i celników bez żadnego „ale”. Lokowanie swych uczuć i wiary w obrazie Jezusa pozbawionego surowości uspokaja. Może się jednak okazać, że to „lokata” krótkoterminowa.

Inni mogą przyjąć interpretację pobożnych bywalców świątyni, którzy korzystają z usług handlarzy. Choć ci ostatni to zdziercy, a ich ceny wzbijają się wyżej niż modlitwy pielgrzymów, to jednak zakup u jednego z nich gwarantuje, że zwierzę nie będzie odrzucone przez kapłana składającego ofiarę. Pogodzeni ze stanem rzeczy Żydzi czują respekt przed Jezusem. Wstrząsnął nie tylko targowiskiem, ale również ich sumieniami. Dlatego nie oburzają się na samo wyrzucenie przekupniów i bankierów. Drażni ich jednak uzurpacja władzy, której Chrystus się dopuszcza. Nie wystarcza racja, żądają znaku. Czy jest to odległe od doświadczenia chrześcijan świadomych grzechów, z którymi się pogodzili? Czy nie reagują z oburzeniem na wulgarne w swej prostocie nauczanie Kościoła? Czy tak wiele żądam, gdy oczekuję, że ten, który burzy mi ustalony porządek spraw i postępowania, wykaże się czymś więcej niż biczem i siłą?

Przyjrzyjmy się teraz Chrystusowi. Działa rozważnie – nie niszczy klatek z gołębiami, ale domaga się, by je wyniesiono. Gniew Go nie zaślepia, bo kieruje się gorliwością o coś większego niż zadośćuczynienie swoim emocjom. Po podróży do świątyni, w miejscu, w którym ma powierzyć się obecności Boga, napotyka zgiełk, ryk bydła i krzyk handlarzy. Chce spotkać cichą obecność Ojca – Szekinah, a staje wobec jej profanacji. W takim zderzeniu swoje własne ciało rozpoznaje i nazywa świątynią. To, co robi, obok fundamentalnego znaczenia – przywrócenia Dziedzińcowi Pogan roli przestrzeni modlitwy pogan – jest, podobnie jak w Kanie, objawieniem chwały uczniom. Oni mogą zrozumieć, że Jezus, który przywraca porządek ustawiony przez Jahwe, jest tym, który Go zna i działa tak, jak Mu powiedział.

 

Zburzcie tę świątynię, a Ja w trzech dniach wzniosę ją na nowo
Zburzcie tę świątynię, a Ja w trzech dniach wzniosę ją na nowo

Zadziwiająca obecność

Zbigniew Krysiewicz OP

Wj 20, 1-17 • Ps 19 • 1 Kor 1, 22-25 • J 2, 13-25

Brak znaku powoduje, że umysł z największym trudem znosi pustkę. Rozum potrzebuje poznania Boga, ale dostępne mu środki sprawiają, że może pozostać tylko w sferze pojęć i znaków. Posiadając narzędzia umożliwiające nadawanie imion i wprowadzanie kategorii, może określić dostępne doświadczenie w relacji do innych doświadczeń; może abstrahować i tworzyć zależności między utworzonymi pojęciami. Zawsze jednak wraca do doświadczenia. Do znaku.

Czerpiąc z religii pociechę, można pozostać tylko na poziomie kompensowania; umysł, poszukując oparcia, zatrzyma się w dziedzinie już dla niego niedostępnej. Następuje tutaj nadużycie. Rozum przyjmuje jako własne twierdzenia dotyczące rzeczywistości wiary, wobec której nie może się wypowiadać. Może m.in. zatrzymać się na doświadczeniu bliskości Boga i określić je jako obecne, bądź wyrazić jego brak. Opisując brak jako nieobecność, pozostaje uczciwy w granicach dostępnych mu środków. W przypadku czerpania pociechy z religii uzurpuje sobie prawo do nazywania rzeczywistości, której nie zna.

Pocieszenie przyniesione przez religię zaspokaja potrzebę odpowiedzi, której rozum w odniesieniu do wiary nie może udzielić. Dostępnymi mu instrumentami będą znak, twierdzenia, prawdy podane do wierzenia, działalność, kult, ofiara, religia. Nigdy jednak wiara. Ona pozostaje łaską.

Istnieje jednak czasem nadprzyrodzona ingerencja, która powoduje oczyszczenie wiary: „Jezus sporządziwszy sobie bicz ze sznurków, powypędzał wszystkich ze świątyni, także baranki i woły, porozrzucał monety bankierów, a stoły powywracał”. Wszystkie przedmioty zniszczone w świątyni służyły wypełnianiu przepisów Prawa.

W Liście do Koryntian czytamy: „Tak więc, gdy Żydzi żądają znaków, a Grecy szukają mądrości, my głosimy Chrystusa ukrzyżowanego, który jest zgorszeniem dla Żydów, a głupstwem dla pogan, dla tych zaś, którzy są powołani, tak spośród Żydów, jak i spośród Greków, Chrystusem, mocą Bożą i mądrością Bożą” (1 Kor 1, 22–24).

Bóg jest obecnością Osoby. Jest obecnością, którą smakuje się w wierze będącej darem nadprzyrodzonym; stany pośrednie mogą prowadzić do bałwochwalstwa. W tym sensie ateista niedoświadczający bliskości Boga jest bliższy prawdzie niż uzurpujący tę bliskość wierzący. Obu dana jest niewyrażalna łaska obcowania z Bogiem w zadziwiającej obecności, która przekracza wszelkie ograniczenia zarówno rozumu, jak i kultu, i stanowi potwierdzenie Jego niezachwianej wierności i tej niewzruszonej nadziei, która ocala człowieka.