Jezus głosił Ewangelię o królestwie i leczył wszelkie choroby wśród ludu.

flick.com / abrinsky

Wideo na niedzielę:

Ojciec Janusz Chwast i Boska.tv przedstawiają «Boskie Słowa»

To jest prawdziwy nasz trąd: złe myśli, pycha, próżność, nieczystość, wyuzdanie, które się często kotłują w naszym wnętrzu i wychodzą na zewnątrz. To jest trąd. Złe myśli, które się lęgną w naszym sercu na temat innych ludzi, na temat siebie, na temat rzeczywistości, na temat Boga – przecież to nas izoluje. Często tak wiele złych myśli w nas jest, że jesteśmy absolutnie zamknięci w sobie, w swoim świecie.
Pan Jezus chce uwalniać nasze serce ze wszystkiego, co czyni nas nieczystymi. Tylko On to może zrobić.

Nagrania kazań na niedzielę:

 

Będzie mieszkał w odosobnieniu, jego mieszkanie będzie poza obozem
flickr.com / Ping Li
Będzie mieszkał w odosobnieniu, jego mieszkanie będzie poza obozem

Komentarze z miesięcznika „W drodze”:
Trędowaty

Łukasz Popko OP

Kpł 13, 1-2. 45-46 • Ps 32 • 1 Kor 10, 31 – 11, 1 • Mk 1, 40-45

Kiedy Mojżesz pojawia się przed faraonem, jednym ze znaków, że został posłany przez Boga, jest to, że jego ręka może na zawołanie stać się trędowata i już po chwili odzyskać zdrowie (Wj 4, 6). Kiedy Miriam krytykuje Mojżesza i uważa się za prorokinię na równi z nim, Pan karze ją trądem, z którego za wstawiennictwem Mojżesza po siedmiu dniach zostaje oczyszczona (Lb 12). Król Ozjasz, kiedy stał się potężny i odniósł wiele zwycięstw, zrobił się tak pyszny, że mimo przestróg kapłanów wszedł do świątyni, żeby samemu złożyć ofiarę kadzielną. Pan dotknął go trądem na resztę jego dni (2 Krn 26, 16–23). Wreszcie czytamy o trądzie Naamana Syryjczyka, który z wyroku Bożego przechodzi na chciwego Izraelitę Gehaziego „i na jego potomków na zawsze” (2 Krl 5, 27).

To Pan daje śmierć i życie. Anonimowy trędowaty, który pojawia się przed Jezusem, jest „potomkiem” Gehaziego. Jestem nim ja – ja, pyszałek, ja, zazdrośnik, ja, żyjący na osobności, poza obozem. Ja, każdy człowiek potrzebujący zbawienia, dotknięty trądem, jak Kain znamieniem. Kiedy zginam przed Jezusem kolana, wyznając wiarę w Jego wszechmoc, ręka Pańska, która dotknęła Egipt zarazą, dotyka mnie życiem. Pan surowo mi przykazuje opuścić moją pustynię, wyrzuca mnie ku ludziom. Każe iść do kapłanów i pokornie być posłusznym Prawu.

Ja, były trędowaty, nieopamiętanie rzucam się ku ludziom, żeby im głosić, i wydaje się, że Jezus zamienił się ze mną miejscami. Pan został, jak trędowaty poza miastem. Społeczeństwo Go wyklnie, a kapłani skażą na śmierć. On będzie nieczysty, jak ktoś, przed kim twarz się zakrywa. Zamieni się ze mną, grzesznikiem, na krzyżu, kiedy to On zostanie wyrzucony za miasto. Da mi swoje życie, weźmie moją śmierć.

Jak ja, były trędowaty, mógłbym się śmiać z trędowatych? Ja, ledwo co przyjęty, unikać wyrzutków? Ja, który otarłem się o śmierć, skazywać innych na śmierć? Niedawny ostatni, teraz ścigać się o pierwsze miejsce? Moje życie nie należy do mnie, bo swoje już dawno straciłem. Nie mam więc własnych interesów, tylko te mojego Pana, Tego, który na pustynnych miejscach czeka na innych trędowatych…

 

Wyciągnął rękę i dotknął go
flickr.com / .Camilo
Wyciągnął rękę i dotknął go

Dotyk

Tomasz Grabowski OP

Kpł 13, 1-2. 45-46 • Ps 32 • 1 Kor 10, 31 – 11, 1 • Mk 1, 40-45

Trąd w Biblii nie jest jedynie nieznośną chorobą. To „rytualna definicja”, na mocy której grzech był przyczyną tej szkaradnej choroby, a chorego wyłączano ze wspólnoty żywych. Od tej pory błąkał się po pustkowiach. Nierzadko mieszkał w pieczarach, pod ziemią, jak umarły. Grzech był przyczyną trądu i dlatego nieszczęśnik stawał się nie tylko chory, ale co ważniejsze – nieczysty. Od tej pory etykieta „trędowaty” wyczerpywała to, kim był skażony człowiek.

W tym świetle perykopa Mk 1, 40–45 jest szczególnie poruszająca. Jezus nie odrzuca rytualnych znaczeń Prawa, ale je wypełnia. Na szczerą prośbę trędowatego: „Jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić”, zawarte w niej wyznanie wiary i pełne oddanie się pod osąd Jezusa, Nauczyciel odpowiada równie szczerym współczuciem („Zdjęty litością”), okazaniem mocy („Chcę, bądź oczyszczony!”) i dokonaniem sądu („dotknął go”). Pan nie waha się wyciągnąć ręki do nieczystego i dotknąć go. Z chwilą, gdy trędowaty oddaje się w Jego moc, Sędzia okazuje łagodność, litość i miłosierdzie. Przywraca zhańbionego do społeczności.

Według Prawa dotknięcie trędowatego oznaczało dla Chrystusa, że do wieczora On sam pozostanie nieczysty. Czyżby? Zdaje się, że Chrystus Pan tym razem przez gest powtarza wyzwanie rzucone Żydom: „Zburzcie tę świątynię, a w trzy dni ją odbuduję”. Dotyka trędowatego, ponieważ doskonale zdaje sobie sprawę z tego, kim jest.

Wyciąga rękę jak kapłan, który poprzez ten gest utożsamiał się ze zwierzęciem, zanim zostało zarżnięte na ofiarę. Wyciągnięta dłoń oznaczała, że ten, kto składa ofiarę, staje się z nią jedno. Podnosi dłoń jak król, który wstrzymuje wyrok, okazuje łaskę, rozstrzyga spór. Mocą danej mu władzy wyznacza granice i rozdaje dziedzictwo. Wskazuje tych, którzy do niego należą. W końcu, jak prorok unosi ramię, by Boża moc zstąpiła na ziemię czy to w postaci ognia, wichru rozdzielającego wody, czy błogosławieństwa. Zawsze po to, by przywrócić przestrzeń Boskiej obecności w świecie.

Chrystus jako kapłan, król i prorok dotyka trędowatego: utożsamia się z nim, czyni go swoim dziedzicem, uzdrawia mocą Bożego daru. Przywraca go do społeczności żywych. Sam natomiast przyjmuje hańbę, którą tamten dźwigał – Krzyż, przez który ostatecznie wszystkich nieczystych uwolni od trądu.

 

Bądźcie naśladowcami moimi, tak jak ja jestem naśladowcą Chrystusa
flickr.com / Paul Townsend
Bądźcie naśladowcami moimi, tak jak ja jestem naśladowcą Chrystusa

Najtrudniejsza modlitwa

Marek Kosacz OP

Kpł 13, 1-2. 45-46 • Ps 32 • 1 Kor 10, 31 – 11, 1 • Mk 1, 40-45

Bywają takie dni, kiedy dopadają mnie różne smutki i kłopoty. Co wtedy się dzieje? Nos na kwintę. Rozdrażnienie. Wszystko działa na nerwy.

Moje problemy znikają, gdy idę do szpitala namaścić chorego człowieka albo gdy co miesiąc odwiedzam chorych parafian z komunią świętą. Wracam do domu i mówię sobie: „Stary, ciesz się tym, co masz. Dziękuj Bogu za to, że chodzisz, pracujesz, że nic cię nie boli”. Czuję, że pokornieję w kontakcie z chorym człowiekiem. Nabieram szacunku dla jego bólu i strachu, które przeżywa często w osamotnieniu. I modlę się, aby Bóg udzielił mu zdrowia lub chociaż cierpliwości w znoszeniu choroby.

Dlaczego o tym mówię? Ponieważ mam szacunek dla bólu i strachu chorego człowieka z dzisiejszej Ewangelii. Los okazał się dla niego okrutny. W momencie ukazania się objawów choroby stracił prawo do życia w społeczności. Człowiek dotknięty przez trąd umiera w męczarniach. Najpierw traci imię – musi opuścić ludzi. Potem traci twarz zniekształconą zmianami chorobowymi, potem kończyny. Śmierć na raty. To najgorszy model.

Dziwi mnie natomiast, że przychodząc do Jezusa, chory nie prosi Go o oczyszczenie, o zdrowie. Tak byłoby przecież najprościej. Mówi: „Jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić”. To wyznanie wiary w moc Jezusa. Wyznaje wiarę i czeka na znak od Mistrza. Jest to obraz najtrudniejszej modlitwy na świecie — wyznać wiarę i oczekiwać. Nie prosić, nie skomleć, nie zatapiać się w słowach prośby. Mam ogromny szacunek dla człowieka, który w taki sposób się modli. Podobnie czyni jeden z moich podopiecznych. Wierzy i czeka. Czeka na śmierć, nie na cud uzdrowienia.

Człowiek z Ewangelii otrzymał dar zdrowia. Jezus dotknął go. „Natychmiast trąd go opuścił i został oczyszczony”. Potem dzieli się radością z innymi ludźmi. Człowiek, który doświadczył łaski uzdrowienia i oczyszczenia, wykorzystuje to, czego nauczył się w czasie choroby. Do tej pory musiał głośno ostrzegać ludzi przed sobą i przed chorobą. Teraz równie głośno i z zapałem opowiada wszystkim o łasce, której doznał.

Porozmawiajcie z najbliższymi o tym, czego nauczyły was dni choroby czy samotności. Pomódlcie się także tą trudną modlitwą – modlitwą wiary i oczekiwania. Oczekiwania na Boże działanie. Jakiekolwiek by ono było.