Jezus wziął na siebie nasze słabości i nosił nasze choroby.

src. fortepan.hu / angyalfoldi helytorteneti gyujtemeny

Wideo na niedzielę:

Ojciec Paweł Gużyński i Boska.tv przedstawiają «Boskie Słowa»

Jezus przychodzi uzdrowić. Koniecznie trzeba zapytać o ciemniejszą stronę księżyca, o tych nieuzdrowionych. Jeśli Ewangelia jest żywa, jeśli Jezus żyje i nie traci swej mocy, to trzeba koniecznie zapytać o tych wszystkich, którym Jezus ręki nie podał, bo wielu żywiło płonną nadzieję, kiedy chorowali, prosili i to uzdrowienie nie nastąpiło. Takie sytuacje często stają się powodem zarzutu stawianego Bogu, powątpiewania o Nim.


Ojciec Jacek Szymczak w cyklu „Moja niedziela”

Każdy fragment dzisiejszych czytań to spotkanie z tym, co słabe, trudne, co nie daje sobie rady.

Nagrania kazań na niedzielę:

 

A gdy Go znaleźli, powiedzieli Mu: Wszyscy Cię szukają
unplash.com
A gdy Go znaleźli, powiedzieli Mu: „Wszyscy Cię szukają”

Komentarze z miesięcznika „W drodze”:
Odczarowany wieczór

Wojciech Jędrzejewski OP

Hi 7, 1-4. 6-7 • Ps 147A • 1 Kor 9, 16-19. 22-23 • Mk 1, 29-39

Hiob wylewa swoją skargę przed Bogiem. „Moim udziałem są miesiące rozczarowań” (Hi 7, 3). Nie jedno wydarzenie, nie moment, nie epizod – miesiące…

To być może najgłębsza ciemność, jaka może pochłonąć ludzką duszę. Rozczarowanie sobą, innymi, Bogiem. Ponad miarę. Ogromna pokusa, by patrzeć na swoje życie jak na zmierzch. Nic już nie może rozjaśnić horyzontu. Wieczny wieczór, schyłek istnienia.

Co jest przyczyną mojego schyłkowego stanu? Gdzie najbardziej ogarnia mnie poczucie, że „dni dobiegają końca, nie niosąc żadnej nadziei” (Hi 7, 6)?

I jak można się modlić rozczarowaniem? Jak wznieść ręce, które przecież opadły w poczuciu beznadziei? Możemy jedynie pozwolić się zanieść innym przed oblicze Jezusa. Bez liczenia własnych zasług i krzywd. Tylko zgodzić się na pomoc innych, których ufność nie zagasła. Ci ludzie znajdują się przecież nieopodal!

„Pod wieczór życia stanę przed Tobą z pustymi rękoma, bo nie proszę Cię, Panie, byś liczył moje uczynki” (św. Teresa od Dzieciątka Jezus). W ten sposób rozczarowanie sobą może się zamienić w dramatyczną ufność, która nie polega na naiwnym oczarowaniu własnym duchowym postępem.

„Z nastaniem wieczora, gdy słońce już zaszło, przynosili do Niego wszystkich chorych i opętanych” (Mk 1, 32). Oto pierwszy wieczór publicznej działalności Jezusa, który pokazuje św. Marek. Zmierzch wypełniony światłem, które nie chce nas na nowo oczarowywać, lecz uzdrawiać. Całe miasto zebrało się u drzwi podnoszącej ludzką biedę łaski. Czyż nie jest to znakomity obraz Kościoła? Święte miasto złamanych na duchu, w którym Bóg opatruje im rany (Ps 147).

Głoszenie takiej Ewangelii – prawdy o uzdrawianej nadziei – nie jest kaznodziejską modą lub czymś opcjonalnym. To „nałożony na nas obowiązek” (1 Kor 9,16). Biada nam, gdybyśmy go nie podejmowali. Nie wolno mówić o mrokach świata bez przynoszenia w krąg światła tych, którzy mieszkają w ciemności.

 

Czyż nie do bojowania podobny byt człowieka?
flickr.com / Nate Edwards
Czyż nie do bojowania podobny byt człowieka?

Już zaświtało

Paweł Trzopek OP

Hi 7, 1-4. 6-7 • Ps 147A • 1 Kor 9, 16-19. 22-23 • Mk 1, 29-39

Biedny Hiob. Jego doświadczenie jest doświadczeniem wielu z nas. „Czas leci jak tkackie czółenko i przemija bez nadziei”. Czas przepływa przez palce i tak trudno uwierzyć, że życie ma sens. „Zyskałem miesiące męczarni, przeznaczono mi noce udręki”.

Świat biegnie w zwariowanym tempie. Nie czeka. A ty z telefonem przy uchu, podłączony do internetu, usiłujesz nie wypaść z rytmu. Masz pełno „kontaktów”, „znajomych” – „lecz noc wiecznością się staje i boleść mną targa do zmroku”.

Byłeś kiedyś w takim stanie? Dziś pewnie można by go nazwać depresją.

Słowo Boże dzisiejszej niedzieli przekazuje nam Dobrą Nowinę, która może nas uleczyć z Hiobowej boleści. To „Jezus wziął na siebie nasze słabości i nosił nasze choroby”. Moc Jego Ewangelii jest większa niż nasza niemoc. Światło, które On przynosi, rozprasza ciemność. Warto zwrócić uwagę, że uzdrowienia, których dokonuje Jezus, dzieją się w ciemności, po zmroku: „Z nastaniem wieczora, gdy słońce zaszło, przynosili do Niego wszystkich chorych i opętanych; i całe miasto było zebrane u drzwi. Uzdrowił wielu dotkniętych rozmaitymi chorobami i wiele złych duchów wyrzucił, lecz nie pozwalał złym duchom mówić, ponieważ wiedziały, kim On jest”.

Jezus przychodzi po to, żeby głosić Dobrą Nowinę. To wieść o wolności, o wyzwoleniu, o nadziei, o uzdrowieniu. Sama Ewangelia ma w sobie moc. Kiedy jej doświadczysz, powiesz razem z Apostołem Pawłem: „Świadom jestem ciążącego na mnie obowiązku. Biada mi, gdybym nie głosił Ewangelii”. Ta Dobra Nowina może zmienić Hioba w Pawła.

Rzecze Hiob: „Położę się, mówiąc do siebie: »Kiedyż zaświta i wstanę?«”. Już zaświtało. Już wzeszło prawdziwe Światło – Jezus Chrystus, który wziął na siebie i uleczył całą marność naszego ludzkiego bojowania.

Jezus ma wedle zapowiedzi proroka „ogłosić Prawo z mocą (…) utrwalić je na ziemi”. A zatem, przynosząc nowe Prawo, Jezus nie tylko je ogłasza; także da nam moc do wypełniania go, jeśli tylko będzie nam na tym zależało.

 

Biada mi, gdybym nie głosił Ewangelii!
flickr.com / Juan Felipe Rubio
Biada mi, gdybym nie głosił Ewangelii!

Wszystkim dla wszystkich

Wojciech Delik OP

Hi 7, 1-4. 6-7 • Ps 147A • 1 Kor 9, 16-19. 22-23 • Mk 1, 29-39

„Stałem się wszystkim dla wszystkich, żeby ocalić przynajmniej niektórych”. Te słowa świętego Pawła wskazują, ile trzeba zainwestować w powołanie, w dzieło powierzone każdemu z nas przez Boga, w przyjaźń z Nim, a także czego oczekiwać od tej inwestycji.

„Stałem się wszystkim dla wszystkich”. To znaczy: wszystkiego się wyrzekłem, zapomniałem o sobie i zrobiłem wszystko, co było niezbędne, a nawet więcej. Apostoł stwierdza wręcz: „stałem się niewolnikiem wszystkich”.

I po co to wszystko? Po to, by licznych pozyskać. Paweł jest jednak realistą i dodaje: „żeby ocalić przynajmniej niektórych”. Czy nie przegrał więc? Według sposobu myślenia tego świata, niewątpliwie tak. Nie mógł jednak postąpić inaczej, gdyż był wiernym uczniem Jezusa.

Pan zaś w dzisiejszej Ewangelii ukazuje nam tę samą logikę w odniesieniu do misji powierzonej Mu przez Ojca. Czytamy, że Jezus uzdrowił wielu. Wielu także tu nie znaczy wszystkich, ale było się z czego cieszyć. Zbawiciel nie zatrzymuje się jednak tam, gdzie mógłby oglądać owoce głoszenia. Odnaleziony przez apostołów mówi: „Pójdźmy gdzie indziej, do sąsiednich miejscowości, abym i tam mógł nauczać, bo na to wyszedłem”. Można zauważyć, że dzięki temu jeszcze więcej osób będzie mogło usłyszeć Ewangelię, jeszcze więcej zostanie uzdrowionych. Ważniejsze jednak są słowa: „na to wyszedłem”. Skąd? Od Ojca.

Dla ucznia Chrystusa liczy się powierzone przez Boga zadanie i pełne zaangażowanie w jego wypełnienie. „Biada mi, gdybym nie głosił Ewangelii” – mówi święty Paweł. Nie mówi: „biada mi, gdyby ludzie mnie nie słuchali”. Nie mówi też tego, co wielu z nas tak często lubi powtarzać: „biada mi, bo nikt mnie nie lubi i nikomu nie jestem potrzebny”.

Wypełnienie woli Boga nie musi być łatwe. Pozwoli nam jednak naprawdę się z Nim zaprzyjaźnić. Chrześcijanie nigdy nie wyrzucili do kosza Księgi Hioba. „Czyż nie do bojowania podobny byt człowieka? Czy nie pędzi on dni jak najemnik? Jak niewolnik, co wzdycha do cienia, jak robotnik, co czeka zapłaty”. Być może przyjdą chwile, kiedy trudno będzie znaleźć słowa lepiej wyrażające nasze uczucia. Właśnie wtedy będzie mogła rozkwitnąć nasza ufność do Tego, który „leczy złamanych na duchu i przewiązuje ich rany”. Kiedy to zrozumiemy, będziemy mogli naprawdę chwalić Pana. Nasza modlitwa nie urwie się nagle przy pierwszej pokusie, niepowodzeniu, upadku.

Ojciec wie wszystko. Ja nie muszę. Ja ufam i wielbię. Trudno zaprzyjaźnić się z Chrystusem człowiekowi, który pragnie samych sukcesów.