Z obłoku świetlanego odezwał się głos: „To jest mój Syn umiłowany, Jego słuchajcie”.

Wideo na niedzielę:

 Ojciec Robert Głubisz i Boska.tv przedstawiają «Boskie Słowa»

Przygotuj się na rzeczy ostateczne, przygotuj się na to, by przez śmierć Chrystusa wejść w Jego zmartwychwstanie, w Jego życie. Tylko wtedy, kiedy pozwolisz, żeby Jego łaska cię dotknęła i przemieniła, przekroczysz próg wieczności.
Tylko wtedy, kiedy będziesz świadczył swoim życiem o Jego nauce, o swojej miłości, o swoim przywiązaniu do Niego, staniesz w progu domu Ojca, a tam wyjdzie na spotkanie On, Ten, który oddaje za ciebie życie…

Nagrania kazań na niedzielę:

 

Nawet wtedy ufałem, gdy mówiłem: Jestem w wielkim ucisku
 flickr.com / IntangibleArts
Nawet wtedy ufałem, gdy mówiłem: Jestem w wielkim ucisku

Komentarze z miesięcznika „W drodze”:
Tata

Tomasz Biłka OP

Rdz 22, 1-18 • Ps 116 • Rz 8, 31b-34 • Mk 9, 2-10

Ilekroć w życiu spada na nas jakieś ciężkie doświadczenie: choroba, śmierć kogoś bliskiego, krzywda – tylekroć rodzi się w sercu pokusa, by winą za nasze cierpienie obarczyć Boga, który „tego wszystkiego chciał, o wszystkim wiedział”. Nieufność wobec Niego jest chyba największą raną, jaką pozostawił w nas grzech pierworodny. Ona jest dowodem na to, że ten grzech nie jest czymś wymyślonym czy wmówionym nam, lecz że określa naszą kondycję – tych, którzy utraciwszy białą szatę wybranych, żyją w pohańbieniu. Nasza nieufność wydaje się wprost proporcjonalna do Bożych zapewnień o miłości do nas. Trudno więc ze spokojem czytać o Abrahamie, który prowadzi swego ukochanego syna Izaaka do kraju Moria, by złożyć go w ofierze (dobremu?) Bogu. Ta opowieść staje się dla wielu dowodem nieludzkich wymagań, jakie Bóg stawia człowiekowi. Pytamy, jak w wierszu Noc Wisławy Szymborskiej: „Co takiego zrobił Izaak / proszę księdza katechety? / Może piłką wybił szybę u sąsiada? / Może rozdarł nowe spodnie, / gdy przechodził przez sztachety? / Kradł ołówki? / Płoszył kury? / Podpowiadał?”. I te pytania brzmią jak oskarżenie, sterczą jak palec wytknięty w niebo: Winny jest On, milczący Tata.

Dopiero Jezus pozwala nam zobaczyć pogodne oblicze Ojca, który „nawet własnego Syna nie oszczędził, ale Go za nas wszystkich wydał” (Rz 8,32). Dostrzegamy, że ofiara Izaaka jest też ofiarą Abrahama, że wraz z synem ojciec składa w ofierze samego siebie. W Jezusie zaś Bóg Ojciec staje się naszym do końca kochającym Tatą.

Nie wszystko rozumiem, może nawet niewiele z drogi, którą prowadzi mnie Pan, ale na górze Przemienienia dostrzegam miłość Jezusa do Ojca i miłość Ojca do Jezusa. To objawienie nie jest tylko ukazaniem prawdy o Jezusowym bóstwie, lecz wprowadza nas w głębię miłości, jaką Ojciec miłuje swego Syna, jaką miłuje nas, skoro prowadzi nas tą samą drogą: „To jest mój Syn umiłowany, Jego słuchajcie!” (Mk 9, 7). We Krwi Baranka na powrót bieleją nasze synowskie szaty. Odtąd zaczął Pan Bóg pomalutku dzień po dniu przeprowadzkę z nieufności do bliskości.

 

Jezus zaprowadził ich samych osobno na górę wysoką
Jezus zaprowadził ich samych osobno na górę wysoką

Bóg moim wrogiem?

Adam Szustak OP

Rdz 22, 1-18 • Ps 116 • Rz 8, 31b-34 • Mk 9, 2-10

W podążaniu za Panem Bogiem, w szukaniu drogi do Niego, zdarza się często, że Ten, za którym idziemy, od którego oczekujemy wsparcia i pomocy, zaczyna przedstawiać się nam jako nasz wróg. Obraz taki może przybrać bardzo różne odcienie, ta wrogość może przyjąć różnoraką intensywność. Może nie jest to zazwyczaj stereotypowy starotestamentalny obraz gniewnego Boga, który płonąc zemstą, karze naród wybrany, ale często w wymaganiach, które Bóg przed nami stawia, w niepowodzeniach, które nas spotykają, a szczególnie pewnie w karach, które grożą za popełnione grzechy, z piekłem jako kulminacją, Bóg staje się nagle naszym przeciwnikiem, nieprzyjacielem, który czyha na upadki i potknięcia, aby je z upodobaniem wytknąć i naznaczyć piętnem naszej przegranej. I choć wierzymy w Boga, który jest miłością, czasem trudno oprzeć się wrażeniu, że jakaś dziwna ta miłość, twarda jakby i niedostępna.

Kiedy spotyka nas takie doświadczenie, kiedy Bóg staje przed nami, nie jako przyjaciel, ale jako wróg, warto sięgnąć do czytań, które Kościół nam daje. Warto stanąć na wysokiej górze, pośród nocy, nie odrzucając swojego lęku i strachu – tak samo jak apostołowie – i spojrzeć na Jezusa. Spojrzeć na Baranka, który stoi uwięziony wśród splątanych krzaków krzyża, którego szata jaśnieje bielą miłowania do końca i posłuchać słów św. Pawła: czy Bóg, który wydał się za nas, mógłby być naszym wrogiem? Czy Bóg, który stając się człowiekiem, zgodził się na śmierć, mógłby być naszym oskarżycielem? Czy Bóg, który nie cofnął się przed niczym, który poszedł w miłości do końca, aby wybawiać nas od grzechu, mógłby nas potępić? Dla Pawła odpowiedź jest zbyt oczywista, aby trzeba było ją wypowiadać.

Jeśli spotykasz czasem swojego Boga jako wroga i wydaje się, że walczy On przeciwko Tobie, przyjdź na górę ołtarza, na której sprawuje się Eucharystia. Przyjdź i zobaczysz tam tego samego Baranka uwięzionego w krzakach hostii, której biel, jak na górze Tabor, jaśnieje miłością, która dalej już posunąć się nie może, bo wszystko już przekroczyła. Przyjdź i postaw tutaj swój namiot, bo tylko na tej górze, w jej blasku będziesz trwał przy niezawodnym Przyjacielu. Wtedy usłyszysz słowa, które Ojciec wypowie o swoim Synu: „To jest mój Syn umiłowany”. Te słowa są też słowami o Tobie.

 

Jeżeli Bóg z nami, któż przeciwko nam?
Jeżeli Bóg z nami, któż przeciwko nam?

Któż?

Artur Modzelewski OP

Rdz 22, 1-18 • Ps 116 • Rz 8, 31b-34 • Mk 9, 2-10

Gdy św. Jan Ewangelista mówi: „Popatrzcie, jaką miłością obdarzył nas Ojciec” (1 J 3, 1), to mam wrażenie, że odnosi się do rzeczy oczywistej, wręcz namacalnej, czegoś, na co wystarczy spojrzeć, aby się przekonać, że jest właśnie tak, jak mówią słowa. Wystarczy jedynie spojrzenie miłości. Nie jest to wnioskowanie, a tym bardziej dowodzenie. „Jeżeli Bóg z nami, któż przeciwko nam?”. Jeżeli ktoś tego nie widzi, tym bardziej nie będzie mógł zrozumieć. Jeśli spróbuje zrozumieć i nie pozwoli, aby oczywistość tego faktu przemówiła z mocą nieporównanie większą niż moc argumentów, wkroczy na niebezpieczną ścieżkę wątpienia i próżnego dociekania.

Jeżeli człowiek zaczyna wątpić w to, czego gwarantem uczynił się sam Bóg, nie oszczędzając dla naszego zbawienia nawet swojego Syna, ale wydając Go za nas wszystkich, to trzeba zadać sobie pytanie: na czym będzie się opierała wiarygodność innych, zwyczajnych, ale przez to przecież nie mniej ważnych, spraw ludzkich? Cóż będą znaczyły ludzkie zapewnienia o Jego miłości i wierności; przekonywanie, że tak będzie, że tak być musi. Co z ich poczuciem wolności, w którym ludzie chcą, aby poważnie traktowano ich deklaracje?

A w rzeczach bardziej świętych? Kaznodzieja może się uciekać do słów honoru, że Bóg jest taki właśnie, jak jest napisane. Nawet jakość dobrego życia jako świadectwo dołączone do słów przepowiadającego nie na wiele się zda. W tym wypadku i każdym innym, Bóg daje o sobie świadectwo sam i samotnie, niezależnie od trafnych słów i dobrych czynów.

Co w takim razie ze świętymi, którzy zaświadczają, że Bóg jest właśnie i dokładnie Bogiem, niczym mniej i niczym więcej? Oni zaświadczają o świadectwie, które Bóg dał sam o sobie w Jezusie Chrystusie. Jego świadkami byli Abraham, Mojżesz i Eliasz – wspaniali nauczyciele wiary. Spotkanie na górze Tabor nie jest jednak objawieniem prawdy o tym, że Jezus dopełnić miał świadectwa, którego o Bogu nie mogli złożyć mężowie Starego Przymierza. To, co się wydarzyło na górze Tabor, jest objawieniem prawdy, że świadectwo prawa i proroków, wraz z wszystkimi świętymi, którzy przyjdą potem, było i będzie wskazaniem na to, czego w niewyobrażalnej samotności dokonał Syn Boży na krzyżu.

Zstępując z góry Tabor, Jezus wchodzi w samotność, która zawiedzie Go na Golgotę. Schodzą wprawdzie razem, Jezus wraz z Piotrem, Jakubem i Janem, jednak tam, dokąd zmierza Jezus, oni nie mogą Mu towarzyszyć. Jezus z góry zstępuje samotnie.