Nie samym chlebem żyje człowiek, lecz każdym słowem, które pochodzi z ust Bożych.

Wideo na niedzielę:

 Biskup Grzegorz Ryś i Boska.tv przedstawiają «Boskie Słowa»

Duch wygnał Jezusa na pustynię. To jest bardzo mocne słowo. To nie jest tak, że Jezusowi jest pozostawiona dowolność – jest wyganiany przez Ducha na pustynię i to natychmiast po chrzcie w Jordanie.
Bądźmy wdzięczni Panu Bogu za to Słowo. Im bardziej czujemy opór wobec tego postu, który się zaczyna i wydaje nam się, że to nie jest czas, bo mamy tyle rzeczy do zrobienia ważnych i szlachetnych, to spróbujmy zderzyć się z tą Ewangelią i z tą zdolnością Ducha Świętego, który może nas wypędzić z samego środka tej naszej aktywności zwariowanej na pustynię – w milczenie, w medytację, w doświadczenie spotkania z Bogiem – i takie doświadczenie, które zaowocuje w naszym życiu i życiu naszych bliskich. Niech z tego doświadczenia się zrodzi dopiero sensowna aktywność.

Nagrania kazań na niedzielę:

 

Zawieram przymierze z wami i z waszym potomstwem, które po was będzie
 Zawieram przymierze z wami i z waszym potomstwem, które po was będzie

Komentarze z miesięcznika „W drodze”:
Zapomniane przymierze: łuk na obłokach

Jan Andrzej Kłoczowski OP

Rdz 9, 8-15 • Ps 25 • 1 P 3, 18-22 • Mk 1, 12-15

Człowiek realizuje pełnię swego człowieczeństwa wtedy, gdy żyje w przymierzu z Bogiem. Tak było „na początku”, czyli taki był zamiar Stwórcy. Jednak człowiek postanowił być jak Bóg i decydować o tym, co jest dobre, a co złe. Konsekwencje tego były ogromne – wygnanie z raju oznaczało zerwanie przymierza z Bogiem, a w konsekwencji zerwanie przymierza z drugim człowiekiem. Karty Księgi Rodzaju opisujące postępującą deprawację wygnanych z raju napełniają lękiem – do jakich niegodziwości zdolny jest człowiek, stworzony przecież na obraz i podobieństwo samego Boga. Padają wreszcie najbardziej przerażające słowa w Biblii: „Kiedy zaś Pan widział, że wielka jest niegodziwość ludzi na ziemi i że usposobienie ich jest wciąż złe, żałował, że stworzył ludzi na ziemi, i zasmucił się (…)” (Rdz 6, 5-6). Był jednak jeden człowiek sprawiedliwy, którego Pan miłował – to Noe. Na boskie polecenie zbudował arkę, w której zagościły zwierzęta po parze z każdego gatunku, a także rodzina Noego. I ci ocaleli z zagłady potopu, a Noe stał się nowym Adamem, naszym nowym praojcem. Człowiek ma odtąd szanować życie każdego stworzenia, a Bóg na znak przymierza kładzie łuk na obłokach i tęcza będzie teraz znakiem nadziei.

Wiemy, że Bóg w swoim miłosierdziu nie poprzestał na tym pierwszym od wygnania przymierzu. Czytamy o kolejnych, zawieranych z Jego przyjaciółmi i ich potomstwem: Abrahamem, Mojżeszem. I przyszedł Ten, który ogłosił, że czas się wypełnił i oto przybliżyło się Królestwo. Ale to pierwsze przymierze zawarte z Noem nie zostało unieważnione, ono obejmuje wszystkich ludzi, także i tych, którzy nie poznali Boga Abrahamowego przymierza ani Dobrej Nowiny Jezusa. Bóg nie wypowiada swych słów na wiatr. Zawiesił na obłokach tęczę, aby była znakiem nadziei dla tych, którzy utracili już wszelką nadzieję albo tę nadzieję powierzyli błędnie dziełom swojej wyobraźni czy myśli. I nawet gdy błądzą, szukając, to samo szukanie płynie z tego, że tęczowy łuk nadziei nie jest rozpięty tylko na obłokach, jest bliżej: wpisany głęboko w serce każdego człowieka.

 

Woda ratuje was we chrzcie dzięki zmartwychwstaniu Jezusa Chrystusa
Woda ratuje was we chrzcie dzięki zmartwychwstaniu Jezusa Chrystusa

Pielgrzymka przez życie

Michał Pac OP

Rdz 9, 8-15 • Ps 25 • 1 P 3, 18-22 • Mk 1, 12-15

Nie doświadczyłem pustyni. Nie byłem nawet na Pustyni Błędowskiej. Podejrzewam jednak – pamiętając o Księdze Wyjścia – że pustynia ma coś wspólnego z pielgrzymką. A na pielgrzymce parę razy zdarzyło mi się być…

W codziennym życiu zazwyczaj Panu Bogu poświęcamy jedynie dłuższe lub krótsze chwile. Podczas pielgrzymki całe nasze życie, 24 godziny na dobę, jest dla Pana Boga. Dla Niego jest nasza modlitwa, a także nasz wysiłek, zmęczenie, odciski na stopach. W czasie pielgrzymki nasza codzienność jest przeżywana w Bożej obecności i tego między innymi możemy się tam nauczyć, próbując tak żyć już po powrocie do domu. Pielgrzymka uczy nas również stawiania sobie wymagań i zmagania się z trudnościami. Ma to wymiar ofiary, ale również jest czymś, co się przydaje potem w codziennym wzrastaniu w wierze i ludzkiej dojrzałości.

Nie każdy z nas może wyjść na pustynię lub pójść na pielgrzymkę. Dlatego też Kościół daje nam w liturgii okres wielkiego postu, abyśmy spróbowali, trwając w codzienności, przeżyć czas pustyni, czas pielgrzymki. Będzie to oczywiście trudniejsze, bo sprawy domowe i zawodowe nie sprzyjają pozostawaniu na duchowej pustyni. Ale z całą pewnością możemy spróbować powalczyć o więcej czasu dla Pana Boga, np. przez uczestnictwo w drodze krzyżowej lub gorzkich żalach. Możemy postanowić, że będziemy uczestniczyć w Eucharystii częściej niż tylko w niedziele, możemy zatroszczyć się, by znaleźć więcej czasu na codzienną modlitwę lub czytanie Pisma Świętego.

Warto również podejmować wielkopostne umartwienia, pamiętając jednak, że – jak napisała chyba św. Teresa od Jezusa – cenniejsze od wymyślanych przez nas umartwień jest przyjmowanie w duchu umartwienia trudności, które przynosi nam codzienne życie. Umartwienia wielkopostne mają nas tego uczyć.

Każda pielgrzymka prowadzi do jakiegoś celu, np. na Jasną Górę albo do Santiago de Compostela (obie bardzo polecam). Pielgrzymka przez wielki post prowadzi do uroczystości Zmartwychwstania Pańskiego. Każda z nich jest metaforą życia, w którym celem jest spotkanie z samym Bogiem w Królestwie Niebieskim.

W pierwszym czytaniu słyszymy, że na pielgrzymowanie przez życie otrzymujemy od Pana Boga znak tęczy, która mówi o Jego przymierzu z nami. Przypomina mi się ten fragment zawsze, ilekroć dostrzegam na niebie tęczę – ten znak Bożej miłości. Dodaje mi to sił w codziennym pielgrzymowaniu. I zawsze uśmiechem odpowiadam na ten uśmiech Pana Boga.

 

Dobry jest Pan i prawy, dlatego wskazuje drogę grzesznikom
fot. K. Nowak
Dobry jest Pan i prawy, dlatego wskazuje drogę grzesznikom

Podaj rękę

Roman Schulz OP

Rdz 9, 8-15 • Ps 25 • 1 P 3, 18-22 • Mk 1, 12-15

W Laskach niedaleko Warszawy uczy się około 300 niewidomych dzieci. Byłem u nich niedawno na Mszy św. Najpierw diakon przyprowadził do ołtarza trzech małych, niewidzących ministrantów – szli jak niewidomi ze znanego obrazu Bruegla, z tą jednak różnicą, że na obrazie ślepy prowadzi ślepych i wszyscy wpadają w dół. W Laskach niewidomi chłopcy dają się prowadzić diakonowi do miejsca, w którym dokonuje się cud zstąpienia Pana Jezusa z nieba na ołtarz, a następnie z ołtarza do ich serc. Dzieci podchodziły do specjalnie przygotowanego dla nich pulpitu, trzymając w ręku teksty zapisane Braille’em. Przesuwały paluszkami po kartce papieru, na której były wytłoczone natchnione przez Boga słowa. To był – oprócz całego trudu związanego z niewidzeniem – ich dodatkowy, dziecięcy wkład do ofiary Pana Jezusa.

Moment przyjścia Jezusa na ołtarz zwiastowany był dźwiękiem sygnaturki, małego dzwonu, umieszczonego w wieży kaplicy. W chwili, gdy kapłan ukazywał konsekrowany Chleb – Ciało Chrystusa, siostra franciszkanka wraz z dziećmi delikatnie pociągała za sznur dzwonu. Było widać, że dzieciaki koncentrują na Panu Jezusie, którego nie widzą, całą uwagę.

Na zakończenie Mszy św. zagrzmiała pieśń Z dawna Polski tyś Królową, Maryjo! Słowa: „ociemniałym podaj rękę, niewytrwałym skracaj mękę” brzmiały w ustach niewidomych wyjątkowo przejmująco. Te dzieci naprawdę potrzebują podania ręki i dają się za rękę prowadzić. Choć uczą się samodzielności, wiedzą, że będą w życiu w dużym stopniu zależne od innych osób.

Pan Jezus w dzisiejszej Ewangelii mówi: „Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię”. Czy daję się Panu Jezusowi prowadzić za rękę przez życie? Czy mam w sobie dziecięcą ufność, poczucie całkowitej zależności od Stwórcy? Nie mogę być wierny, jeśli nie wezmę do ręki lampy z Jego światłem. Moje sumienie pobiegnie wtedy za błyskotliwymi światełkami, które nie prowadzą przez krzyż – do nieba, lecz odwodzą od Prawdy i drogi Ewangelii, sprowadzają na manowce fałszu. Dzieci niewidome są szczęśliwe, ponieważ potrafiły zawierzyć siebie Bogu i ludziom. Prawda o nich samych, o ich ułomności i o ich zależności wyzwala je do stanięcia w prawdzie przed Panem. Niech świadomość niewidomych dzieci, które potrzebują pomocy, wraz z ich piękną intuicją, udzieli się także nam – dajmy się prowadzić przez życie Bogu.