Być może dlatego, że mamy problem z własnym gniewem i nie rozumiemy, że gniew nie wyklucza, a raczej zakłada bliską relację.

Dla niektórych teologów protestanckich na początku tego religijnego ruchu stało się swego rodzaju dogmatem przekonanie, że Pismo Święte jest zawsze jasne i proste w swoim przekazie. Można zrozumieć tę deklarację, skoro odrzucili zasadniczo wszystko poza Pismem Świętym. Zauważmy, że sama potrzeba jej sformułowania sugeruje, że wcale tak nie jest.

Jeśli ktokolwiek Pismo studiował, wie że nie brak w nim tekstów trudnych. Najbardziej oczywistą sytuacją zadającą kłam uproszczonej i mechanicznej wizji Pisma świętego jest fakt istnienia znaczących różnic w manuskryptach. Dla katolika istnienie dwu form natchnionego Pisma zasadniczo nie sprawia kłopotu, podobnie jak nie jest nim istnienie ewangelii w czterech wersjach.

Spójrzmy na fragment mówiący o oczyszczeniu trędowatego w Ewangelii św. Marka 1:40-45. Trędowaty zbliża się do Jezusa i prosi – w niektórych manuskryptach dodaje się, że ‘na kolanach’ – o oczyszczenie. Jezus spełnia jego prośbę, ale reakcja Pana jest zaskakująca.

Podam najpierw dość uładzone tłumaczenie z Biblii Tysiąclecia:

Zdjęty litością, wyciągnął rękę, dotknął go i rzekł do niego: «Chcę, bądź oczyszczony!». (1:41)

I potem dziwnie brzmiące zdanie:

Jezus surowo mu przykazał i zaraz go odprawił (1:43)

W wielu innych językach współczesnych ten ostatni werset oddaje się w podobnie oględny sposób. Tymczasem brzmi on raczej tak:

Jezus rozgniewał się z jego powodu i natychmiast go wyrzucił.

Podobnie tłumaczyła to Wulgata (et comminatus ei statim eiecit illum) i Biblia Gdańska: „A srodze mu przygroziwszy Jezus, zaraz go odprawił”. Żeby było ciekawiej w ważnych starożytnych manuskryptach w wersecie 41 zamiast „zdjęty litością” napisane jest jasno i klarownie „rozgniewawszy się”!

Nie są to wymysły biblistów. W samych starożytnych tekstach mamy po prostu dwa różne obrazy Jezusa: w jednym jest gniew, a w drugim go nie ma. Wydaje się, że pierwotny tekst jest ten, który mówi o gniewie i dlatego jest trudniejszy.

Jak rozumieć gniew Jezusa tak wydawałoby się niespójny z uzdrowieniem? Kiedy w Piśmie Świętym pojawiają się jakby niespójności, to tak jakby opowieść pękała w szwach, bo nie może pomieścić tajemnicy, która przez nią prześwituje. W zrozumieniu tej sceny poprowadzi nas następne zdanie: „wyciągnął rękę i dotknął go”. Pamiętacie może zdanie, które pojawia się jak refren w Księdze Wyjścia, kiedy Pan zapowiada Egiptowi że wyprowadzi swój lud „wyciągniętą prawicą” (np. 3:20)? Mówi nawet, że ‘wyciągniętą ręką dotknie” Egipt zarazą (Wyj 9:15)! W Psalmie 138:7 czytamy:

Gdy chodzę wśród utrapienia, Ty zapewniasz mi życie, wbrew gniewowi mych wrogów;

wyciągasz swą rękę (dosł. ‘posyłasz swą prawicę’), Twoja prawica mnie wybawia.

Czyż wyciągnięta ręka Jezusa nie jest „ręką posłaną” przez Pana? Śpiewamy kolędy o „Jezuniu”, ale liturgia Bożego Narodzenia, żeby oddać tajemnicę Wcielenia cytuje również ten fragment Księgi Mądrości, która mówi o śmierci pierworodnych w Egipcie:

Gdy głęboka cisza zalegała wszystko, a noc w swoim biegu dosięgała połowy,

wszechmocne Twe słowo z nieba, z królewskiej stolicy,

jak miecz ostry niosąc Twój nieodwołalny rozkaz,

jak srogi wojownik runęło pośrodku zatraconej ziemi.

(Księga Mądrości 18:14-15)

Jezus jest wszechmocnym słowem, które decyduje o życiu i śmierci. Jest Prawicą posłaną przez Pana, która ma moc wyprowadzić lud i dotknąć przeciwnika.

W naszej ograniczonej współczesnej mentalności mamy trudność zrozumieć, że gniew Boga i zbawienie Boga to to samo wydarzenie. To jak dwie strony tego samego medalu. Podobnie jak nie rozumiemy, że Bóg jest miłosierny, ponieważ jest sprawiedliwy. Mamy problem, żeby przyjąć i zrozumieć, że zagniewany Bóg, to nadal Bóg zbawiający. Być może jest tak dlatego, że mamy problem z własnym gniewem i nie rozumiemy, że gniew nie wyklucza, a raczej zakłada bliską relację.

Tu chodzi o coś dużo więcej niż wątpliwej jakości rekonstrukcje psychiki Jezusa. Zagniewany Jezus wyciąga prawicę, żeby dotknąć tym razem życiem, a nie zarazą. To ta sama ręka i słowo, które dotknęło Egipt.

Jakkolwiek będziemy rozważać gniew, który się pojawia w tej scenie, dwie rzeczy są tu pewne. Po pierwsze jest to gniew, który zbawia. Po drugie, nawet w „ciemnych” miejscach Pisma, kryje się światło.

fot. flickr.com / Feans