Ujrzeliśmy Jego gwiazdę na Wschodzie i przybyliśmy złożyć pokłon Panu.

Wideo na dziś

o. Janusz Chwast i Boska.tv przedstawiają «Boskie Słowa»

Z Chrystusem na ziemię przychodzi Światło. W te mroki naszych dziejów, w każdego z nas wstępuje światło Boga.

Mamy dwie gwiazdy tutaj na ziemi, które pomagają nam i wzmacniają naszą wiarę: Słowo Boże i Eucharystia. Jeżeli chcemy zrozumieć swoje życie, jeżeli nie chcemy zatracić się w rozpaczy, bezsensie, pustce, jeżeli nie chcemy, by przygniotły nas cierpienie i trudne wydarzenia w naszym życiu – potrzebujemy światła Słowa, potrzebujemy adorować i przyjmować Najświętszy Sakrament.

Nagrania kazań na 6 stycznia:

 

Komentarze z miesięcznika „W drodze”:
Bezpieczny port

Michał Adamski OP

Iz 60, 1-6 • Ps 72 • Ef 2, 2-6 • Mt 2, 1-12

Dwa lata temu wybrałem się z grupą znajomych w swój pierwszy morski rejs. Pamiętam nocną wachtę na morzu. Jako zupełny żółtodziób, zachwycony i przerażony żywiołem, czekałem na spełnienie się proroctwa oficera wachtowego, który oznajmił mi, że „kiedy się już całkiem ściemni, to się wystarczająco rozjaśni”.

I rzeczywiście. Najgorsza nie była zupełna ciemność, ale półmrok, który mamił wzrok. Dopiero noc wyzwoliła ukrytą moc nocnych świateł: zalewającą niebo drogę mleczną i roje gwiazd, które rozsypane nad naszymi głowami pomagały korygować kurs, z którego fale cierpliwie nas spychały.

Mędrcy też odkryli światło, które najmocniej świeci w mroku. Moi bracia poganie, chyba dla dodania im nieco powagi nazwani magami, żeglowali po piaskach pustyni pod osłoną nocy. Kierowani światłem, które pokazywało im drogę pośród ciemności, opuścili bezpieczny port własnych wierzeń i przekonań. Gwiazda, którą widzieli, zatrzymała się nad miejscem, gdzie był… dom, Dziecko i Matka. A oni uradowali się, upadli na twarz i oddali Dziecku pokłon. I otworzyli skarby, które nieśli przez całą drogę nietknięte i zamknięte. A potem powrócili do swojej ojczyzny, to znaczy do domu, do siebie. Inną już drogą i z pewnością nie tacy sami.

Jest taka noc, która odkrywa światło za dnia zupełnie ukryte. Jest takie rozstanie, które prowadzi do prawdziwego spotkania. Jest taki skarb, który staje się naprawdę cenny, gdy jest ofiarowany, a nie trzymany kurczowo przy sobie.

Jezu, Bezpieczny Porcie wszystkich tułaczy, spragnionych i udręczonych, miotanych falami śmierci; Mocne Schronienie od wiatru i nawałnicy; Światło powstające na Wschodzie, które rozprasza największe ciemności życia. Ukaż nam drogę powrotu do ojczyzny. Odsłoń przed naszymi oczami, utkwionymi w ciemnościach, nasz Dom. Przyjmij skarb, który wciąż głęboko w sobie z lękiem chowamy.

 

Podróż

Szymon Popławski OP

Iz 60, 1-6 • Ps 72 • Ef 2, 2-6 • Mt 2, 1-12

Niepokojący dylemat. Pozostać we własnym świecie? Czy może przekroczyć jego granice? Pojawił się przecież znak, którego nie możemy ignorować. Decyzja musi być dobrze przemyślana. Jeżeli wstąpimy na drogę Trzech Mędrców, doświadczymy tego, co w naszej wierze bywa niezwykle trudne, ale też zarazem najbardziej fascynujące. Jedno jest pewne, nie wrócimy z tej podróży tacy, jacy byliśmy.

Ewangelia pokazuje moment, gdy Trzej Królowie przybywają do Betlejem, ale nie wiemy, jak wyglądał początek ich drogi. Nadszedł jednak ten dzień, kiedy pożegnali bliskich, ostatni raz zajrzeli do swoich mądrych ksiąg i ruszyli przed siebie. Nie sposób poszukiwać Chrystusa i jednocześnie trwać w tym samym miejscu. Różnica między niepoprawnym marzycielem a chrześcijaninem polega na tym, że ten drugi naprawdę postanowił zmienić swoje życie, podczas gdy marzyciel, wędrując pod meandrach swojej wyobraźni, wcale nie zamierza wychylić nosa ze swego egoizmu.

Mędrcy ze Wschodu, zanim dotarli do celu, spotkali się z Herodem. Dla nas jest to wyraźna przestroga, by liczyć się z trudnościami, które będą się pojawiać w naszej wierze. Wątpliwości, znużenie czy grzech, prędzej czy później zastąpią nam drogę. Jednak problemy związane z poszukiwaniem Chrystusa nie są powodem, by ogłosić kapitulację i ze spuszczoną głową wrócić do domu. Być może, tak jak w wypadku Mędrców, konfrontacja ze złem będzie ostatnim przystankiem przed odnalezieniem Boga.

W końcu Wędrowcy odnajdują Jezusa, ale trudno sobie wyobrazić ich zdumienie, gdy widzą przed sobą zwyczajne niemowlę w nędznej grocie. Bóg objawia się w sposób absolutnie zaskakujący. Jeżeli nie chcemy minąć się z Panem, warto być gotowym na niespodziankę. Chrystus objawi się w naszym życiu, ale zrobi to w sposób, który sam uzna za właściwy.

Trzej Królowie dotarli na miejsce, ponieważ prowadził ich niezawodny znak – gwiazda. Tym znakiem dla nas jest słowo Boga i sakramenty. Bez względu na to, jak długo będziemy iść i z jakimi przeciwnościami przyjdzie nam się mierzyć w życiu, gwiazda pozwoli nam dotrzeć do upragnionego celu. I jedno jest pewne, nie wrócimy z tej podróży tacy, jak dawniej.

 

Notatki z podróży służbowej

Wojciech Prus OP

Iz 60, 1-6 • Ps 72 • Ef 2, 2-6 • Mt 2, 1-12

Trzej królowie, ludzie z daleka, kojarzą się z podróżą w poszukiwaniu mądrości, z przygodą i prezentami. Dobrze jest o nich rozmyślać w podróży służbowej, w pociągu z Poznania do Warszawy. To jest pociąg do pracy, wielu pasażerów pisze na komputerach, czyta poranne gazety, prowadzi biznesowe rozmowy, telefonuje, inni uzupełniają braki snu.

W okresie jesiennozimowym wielu podróżnych jest zakatarzonych i bladych, mają zaczerwienione oczy, kichają i kaszlą. Jakim trudem musiało być dla nich wstawanie o świcie, wyjście z domu w zimny poranek? Muszą nosić w sobie marzenie, by jak najszybciej skończyć podróż i wrócić do siebie. A może w wielu kołacze się pytanie, czy to wszystko ma sens, niejeden pewnie czuje bezradność wobec obowiązku, którego nie można przekazać, nawet gdy dopada człowieka grypa. Trudna jest wtedy podróż.

Jedziemy razem przez te kilka chwil i zastanawiam się, który z nas przypomina Trzech Mędrców. W ich drodze musiało być wiele podobnych spotkań – ciekawe, czy domyślano się, dokąd jadą, co i dla kogo wiozą w bagażach. Czy było w nich coś szczególnego?

W podróży mam swoje rytuały. Lubię pójść do Warsu i na śniadanie zjeść parówki, popijając kawą. W tym pociągu, który świtem wyjeżdża z Wrocławia, a potem zabiera elegancko ubrany tłum w Poznaniu, spotykam często tego samego kelnera. Już jakiś czas temu zauważyłem, że różni się od swoich kolegów i koleżanek. I teraz, kiedy po śniadaniu, jak wielu innych piszę na laptopie, chyba domyślam się jego tajemnicy. Ten człowiek ma w sobie jasność i życzliwość. Bardzo często się uśmiecha. Chociaż wiele osób oczekuje na jedzenie, nie słyszałem go nigdy zdenerwowanego. Widać, że dobrze mu ze swoją pracą i tę sympatię rozsiewa wokół siebie. Lubię jego szybkie ruchy, sprawność, z jaką ogarnia cały wagon, gdzie nigdy nie czułem się zostawiony albo zapomniany, bo nie kazał na siebie długo czekać.

Znalazłem w nim czwartego mędrca. Właściwie się nie znamy, a przyniósł mi prezent – naprowadził na trop biblijnych rozważań. Nie zauważałem wcześniej, że Mędrcy ze wschodu musieli w drodze spotykać innych ludzi. Gwiazda, która ich prowadziła, odbijała się blaskiem w ich twarzach, bo poszukiwacze Bożej mądrości, rozsiewają wokół siebie światło, dodając otuchy innym podróżującym.

Dobrze byłoby żyć podobnie jak oni i czcić w ten sposób Boga w każdym człowieku, obdarzając Go najpiękniejszym z prezentów – darem życzliwości i uwagi.

 

fot. flickr.com / MLazarevski