Chrystus został ogłoszony narodom, znalazł wiarę w świecie, Jemu chwała na wieki.

Wideo na niedzielę:

bp Grzegorz Ryś i Boska.tv przedstawiają «Boskie Słowa»

Oczywiście, że Jezus jest wszędzie. Ale my mamy niestety „zdolność” niedostrzegania Go, nawet będąc obok Niego, nawet żyjąc, oddychając, poruszając się w Nim, nie zauważamy Go i będąc obok Niego – jesteśmy tak naprawdę sami i Jego też czynimy samotnym.

Nagrania kazań na niedzielę:

 

Komentarze z miesięcznika „W drodze”:
Chrystus Święta Cisza

Tomasz Biłka OP

Syr 24, 1-12 • Ps 147 • Ef 1, 3-18 • J 1, 1-18

Dobrze pamiętam pewne zimowe przedpołudnie dawno temu. Siedząc z kubkiem kawy, spoglądałem przez okno chaty gdzieś w Bieszczadach. Nic, na czym można by zawiesić wzrok, pusty biały pejzaż. Długi czas trwałem w tym zapatrzeniu, w ciszy, która mnie otaczała. Nie modliłem się, bo nie umiałem się wtedy modlić. Byłem obecny (po raz pierwszy od dawna), otwarty, czuły. Myślę, że Mądrość, która okryła ziemię niby mgła – jak czytamy u Syracha – przygotowywała mnie wtedy na Spotkanie.

W klasztorach często możemy zobaczyć obraz zakonnika trzymającego palec na ustach i tak nawołującego nas do zachowania ciszy – silentium. Jedna z ikon przedstawia z kolei Chrystusa jako Świętą Ciszę. Całkowicie otwarty na dar Ojca, sam z siebie jest Milczeniem. Słowo (Logos) od początku jest Słowem Ojca, jest „u Boga” – jak powie Jan w Prologu. Podobnie będąc Przejrzystością, jest On Obrazem niewidzialnego Boga. Nasze synostwo być może najpełniej wyraża się właśnie w milczącym nasłuchiwaniu Słowa i tęsknym wypatrywaniu Oblicza.

Czy jednak wierzymy, że możemy Boga poznać? Wiara na oślep, bezrozumna, jest przez nas często wyśmiewana. Z kolei coraz częściej wydaje się nam, że nasze myślenie i mówienie o Bogu może być tylko przeczeniem. Bóg nie jest taki, nie jest owaki, zawsze większy, całkiem inny, w końcu tylko obcy. Obie te pokusy: fideizmu i agnostycyzmu, łączy brak wiary w możliwości poznawcze ludzkiego rozumu. Podejrzewam od dawna, że ta „najwyższa pokora względem Boga” – jak powiedział Benedykt XVI o teologii negatywnej – jest w dzisiejszych czasach po prostu niewiarą, że Bóg może przemówić do człowieka „po ludzku”, że JEST nam bliski. A przecież w Chrystusie Ojciec wypowiedział się w pełni. Wypowiedział się w naszym ludzkim języku, gdy wydał Go nam w ludzkim ciele. Nie znamy Boga, bo nie przyjęliśmy JEZUSA.

Wydobyci z ciemności i naznaczeni przedziwnym blaskiem przychodzimy na świat, by poznać Boskiego Filantropa i oddać Mu chwałę. Pozwólmy więc, aby Ojciec obficie wylał na nas swą łaskę „w postaci wszelkiej mądrości i zrozumienia” (Ef 1, 8). Prośmy o dar spotkania i komunii.

 

Nie na skróty

Stanisław Nowak OP

Syr 24, 1-12 • Ps 147 • Ef 1, 3-18 • J 1, 1-18

Chrześcijaństwo ma już dwa tysiące lat i piękną Tradycję. Co jakiś czas pojawia się jednak pokusa, by pójść na skróty i w sposób nieangażujący teleportować się jednoosobową windą do stanu wiecznej szczęśliwości. Tego typu techniki religijne nie tylko doprowadzają do automatyzacji wiary, ale potrafią odbierać jej także smak i życie.

Można łatwo zaserwować sobie cotygodniowy spacer do najbliższego kościoła na umówioną godzinę jak do urzędu skarbowego, usiąść na miejscu jak w kinie, pooglądać i wyjść, nie zauważywszy, że ktoś jeszcze był na sali prócz mnie. Można otoczyć się SMS-ami z tekstem Pisma Świętego i przeżyć rekolekcje w internecie. Cała ta maszyna zaczyna jednak trzeszczeć, kiedy mimo spełnienia wszystkich warunków, nie pojawia się ani doświadczenie Boga, ani upragniony dobrobyt duchowy. Dlaczego? Bo Kościół nie jest relacją wirtualną.

O tym właśnie do końca świata będzie nam przypominał Prolog Ewangelii św. Jana, czytany dziś podczas liturgii. Bóg posyła swoje Słowo i tłumaczy nam, kim Ono jest. Przedwieczny Logos wszędzie, gdzie się pojawia, zawiązuje relacje. Na początku jest u Boga – w zażyłości tak wielkiej jak ta, kiedy matka nosi dziecko w swoim łonie. Następnie jest w tajemniczym związku z całym stworzeniem, które przez Słowo się stało i jest nabrzmiałe Jego niemą obecnością. Wreszcie w Jezusie Chrystusie wchodzi w bliskość z człowiekiem, w relację przekraczającą po wielekroć nasze oczekiwania. W tej bliskości Bóg jako człowiek dokonuje zbawienia: napełnia człowieka od środka swoim Życiem i swoim Światłem (zob. Ps 36,10 oraz 27,1). W ten sposób Słowo prowadzi człowieka do tego, by stał się pełnią miłości – Niebem.

I tak jak Janowy Prolog jest kluczem do każdego fragmentu napisanej przez niego Ewangelii, tak też możemy te słowa przyłożyć do najmniejszej części naszego życia, aby zostało napełnione Bożym Życiem i Światłem. Słowo Przedwieczne wciąż działa między nami i w nas, zawiązuje i ożywia swój Kościół.

 

Mañana. Dobrze, że jest jutro?

Jarosław Głodek OP

Syr 24, 1-12 • Ps 147 • Ef 1, 3-18 • J 1, 1-18

Dzięki Bogu, że mamy cztery Ewangelie. To tak, jak byśmy czytali o tym samym wydarzeniu w różnych gazetach. Ewangelista Mateusz mówi o Jezusie z perspektywy spełniających się nadziei narodu wybranego: Jezus jest jego Mesjaszem. Dla Łukasza Jezus to Nowy Adam, człowiek z krwi i kości, który był dzieckiem, miał rodzinę i dom. Dla Marka liczą się fakty, to, co Jezus zdziałał i co naprawdę się stało przez ostatnie trzy lata Jego życia. I wreszcie mamy Ewangelię św. Jana, jak tajemną księgę pośród codziennych wiadomości. „Na początku było Słowo”, tak zaczyna się najbardziej „kosmiczna” z Ewangelii. Perspektywa wybrania narodu, perspektywa stworzenia człowieka, perspektywa konkretnego wydarzenia nabiera pełnego światła w spojrzeniu ewangelisty Jana, który podsumowuje historię świata stwierdzeniem, że ów świat ma sens! Że miał go od początku! I że ów sens odsłania się nam w historii, ale i w pojedynczym życiu każdego człowieka!

Stwierdzenie, że coś nie ma sensu, jest jedną z najczęściej używanych form oburzenia i dezaprobaty. Domagamy się sensu. Ale jakiego? Domagamy się sensu „dla nas”, już, tu i teraz. Można powiedzieć, że żyjemy w nieustannej tyranii sensu! Tymczasem taka uzurpacja jest wrogiem życia duchowego, bo sens jest nam dany, darowany, ukazany, a nie wydarty Bogu i światu. Zasypiać głęboką nocą, uznając, że nie rozumiem wydarzeń tego świata i wydarzeń mojego życia, to wielki akt wiary. Wiary w jutro. Wiary, że historia się nie kończy, a Pan Bóg rano zmartwychwstanie i dokończy dzieła.

W tym znaczeniu odkrywam na nowo piękno hiszpańskiego słowa mañana, jutro rano. Mañana to obrona przed uzurpacją naszego umysłu – że muszę wszystko zrozumieć i skończyć dzisiaj, teraz. Mañana, czyli jutro też jest dzień. Świat jest Boży i Bóg dokończy objawiać sens codziennych zdarzeń.

Tych, którzy obawiają się propagowania gnuśności, odwlekania i innych niechrześcijańskich zgoła przywar, uspokajam, że mañana to modlitwa wieczorna, nie mówimy mañana rano, kiedy cały dzień w naszych rękach, ale mówimy mañana wieczorem, uznając, że ja nie jestem Bogiem, że świat się jeszcze nie skończył, że jutro Bóg w nowy sposób ukaże, jak małe sensy mieszkają w sensach większych, a większe w tym jedynym Boskim Logosie.

Mañana to prośba o cierpliwość w odkrywaniu sensu świata i sensu mojego życia.