Sercami waszymi niech rządzi Chrystusowy pokój, słowo Chrystusa niech w was przebywa z całym swym bogactwem.

Wideo na niedzielę:

bp Grzegorz Ryś i Boska.tv przedstawiają «Boskie Słowa»

Maryja i Józef składają ofiarę z siebie samych – nie z Jezusa.

Bycie ojcem, bycie matką jest też ofiarą. Człowiek, który się zdecydował na rodzicielstwo, musi składać ofiarę, to wymaga pewnej ascezy, rezygnacji. Ta ofiara, do której są wzywani rodzice, to ofiara z ubóstwa – szczególnie czasu, który trzeba dać dziecku. My dziś nie mamy czasu, jesteśmy w biegu, w pędzie, czas jest absolutnie deficytowy…

Najważniejsze, żeby uwierzyć, że to jest Ewangelia, Dobra Nowina. Człowiek, który składa taką ofiarę, składa ją Bogu. Człowiek tak się spełnia, tak się realizuje, bo nie może zrealizować się inaczej jak tylko przez dar z siebie.

Nagrania kazań na niedzielę:

 

Sercami waszymi niech rządzi pokój Chrystusowy
Sercami waszymi niech rządzi pokój Chrystusowy

Komentarze z miesięcznika „W drodze”:
Landszaft czy ikona

Paweł Gużyński OP

Syr 3, 2-6. 12-14 • Ps 128 • Kol 3, 12-21 • Łk 2, 22-40

Jezus, Maryja i Józef jako herosi życia rodzinnego. Oto oczywisty wzór do naśladowania i żelazny temat kazania na niedzielę Świętej Rodziny, szczególnie jeśli po niespełna trzech miesiącach od zakończenia pierwszej odsłony synodu biskupów, poświęconego problematyce rodzinnej, nie zapomnieliśmy o tym wydarzeniu. Grzmijmy zatem wszem i wobec, jak ważna jest rodzina! Raz jeszcze pochylmy się nad przykładem Rodziny z Nazaretu, aby nie zapomnieć, jak być powinno, i westchnijmy z tęsknotą: Jakby to było pięknie, gdyby w każdym domu wszyscy kochali się tak, jak Oni. Lecz co nam z tego wyjdzie: landszaft czy ikona?

Z pokrzywionego drzewa człowieczeństwa trudno zrobić gładką deskę, na której można coś namalować. Jak się zabrać do wykonania właściwego podłoża dla własnego rysunku Jezusa, Maryi i Józefa? Ewangelia o ofiarowaniu Jezusa w świątyni jerozolimskiej daje nam przynajmniej tę wskazówkę, że trzeba być wyjątkowo cierpliwym. Jakikolwiek pośpiech jest wykluczony. Uosobieniem owej cierpliwości są Symeon i Anna, ci, którzy byli prorokami, czyli widzącymi coś w przyszłości. Podkreślenie przez ewangelistę ich sędziwego wieku wskazuje na potrzebną miarę cierpliwości, aby doczekać się spełnienia proroctwa. Kto ma dzisiaj czas na coś takiego? A przecież chodzi o czas, który musi upłynąć, zanim staniemy się rodziną. W tym świecie życiu wszelkich wcześniaków zagraża śmiertelne niebezpieczeństwo. Dojrzałość osiąga się wraz z upływem czasu i tego procesu nie da się oszukać. Nad wiek dojrzali wiedzą to najlepiej: „Dziecię zaś rosło i nabierało mocy, napełniając się mądrością”…

Mądre miłości są cierpliwe. Miłości, które zwykliśmy nazywać głupimi – wręcz przeciwnie. Dlatego cokolwiek by myśleli o sobie orędownicy życia na kocią łapę, nie nazwę ich dojrzałymi. Nie twierdzę, że nie kochają się naprawdę. Nie ma to jednak nic wspólnego z cierpliwą miłością, a więc również z dojrzałością. Niezmiennie zdumiewa mnie wiara w miłość, którą szczególnie dobitnie podkreślają pary żyjące bez ślubu. Myślę sobie wtedy – ich bogiem jest miłość, a dla mnie Bóg jest miłością. Ta z pozoru niewielka różnica zmienia wszystko. Ona decyduje o tym, co malujemy na pokrzywionych deskach ludzkich relacji. Rodzinny landszaft czy ikonę rodziny.

 

Jacy oni byli?

Łukasz Wiśniewski OP

Syr 3, 2-6. 12-14 • Ps 128 • Kol 3, 12-21 • Łk 2, 22-40

Można ulec pokusie, by w święto Świętej Rodziny poznęcać się nad tak zwaną rodziną współczesną i dokonać krytycznej analizy naszego rodzinnego życia. Bardzo się bronię przed tą pokusą, gdyż po pierwsze, nie wiem, czy taka analiza byłaby słuszna – nie mając innych narzędzi niż własne doświadczenie, muszę powiedzieć, że spotkałem zarówno rodziny obolałe i smutne, jak również rodziny piękne i tętniące życiem. Po drugie, od ciągłego powtarzania, że świat jest zły, nie staje się on lepszy. Po trzecie wreszcie, wobec tego, że mamy szansę spojrzeć na wspólne życie Maryi, Józefa i Jezusa, mówienie o współczesnej rodzinie byłoby bardzo nudne.

Zadaję więc sobie proste pytanie: Jacy oni byli na co dzień? W Betlejem, w Egipcie, w Jerozolimie, w Nazarecie. Jak się do siebie odnosili? Jak wyglądała ich miłość? Czy często się sprzeczali? I jak sobie radzili ze świadomością, a może presją, która towarzyszyła im od poczęcia Jezusa, że Bóg ich wybrał i uczynił częścią swojego planu? Może się przyzwyczaili to tego nadzwyczajnego Bożego wyboru? A może wręcz przeciwnie?

Nie ma zbyt wielu źródeł, by znaleźć odpowiedzi na te pytania, dlatego tym uważniej się wczytuję w dzisiejszą Ewangelię. Święty Łukasz trzykrotnie powtarza, że rodzice Jezusa postępowali zgodnie z poleceniami Prawa Pańskiego. Wierność Prawu to wierność Bogu. Wierność Bogu to posłuszeństwo. Jeśli sobie uświadomimy, że Łukasz mógł czerpać wiedzę o prywatnym życiu Świętej Rodziny z osobistych rozmów z Maryją, to staje się on dla nas świadkiem pierwszoplanowym. Możemy zatem traktować Ewangelię Łukasza jako, odważę się to powiedzieć, dziennik duszy samej Maryi. Nie ma więc przypadku, że w czytanym dziś fragmencie tak często mowa jest o posłuszeństwie Bogu. Jest to posłuszeństwo, które nie każe się wyrzekać swej woli, które nie niszczy indywidualności, nie zabiera nic z tego, co ludzkie. Przeciwnie, staje się siłą twórczą, sprawia wzrost ducha, jest mocą miłości, otwiera przygodę życia. Jacy oni byli? Maryja, Józef, Jezus. Odkrywam ich dziś w tajemnicy wzajemnego posłuszeństwa. A przecież to tylko jeden z wielu aspektów ich świętego życia.

 

Umiejętność czekania

Jakub Bluj OP

Syr 3, 2-6. 12-14 • Ps 128 • Kol 3, 12-21 • Łk 2, 22-40

Ojciec Jan Andrzej Kłoczowski opowiadał kiedyś o swoim wuju, który w przedwojennych czasach lubił chodzić do kawiarni. Zamawiał małą czarną, spokojnie popijał i czekał. Czekał, aż do kawiarni wejdzie piękna kobieta. Przywoływał wtedy kelnera i prosił go, aby ten kupił dla niej kwiaty. Po ich zdobyciu kelner wręczał je damie, informując, że to od dżentelmena przy sąsiednim stoliku. Wtedy wuj o. Kłoczowskiego wstawał, kłaniał się w pas i wychodził z kawiarni. Kwiaty, jak mówił, były podziękowaniem za bezinteresowne obdarzenie go pięknem.

Nie jest to opowieść o tym, jacy szarmanccy byli kiedyś mężczyźni i jak piękne były wtedy kobiety. Nie jest to też opowieść o tym, że przed wojną wszystko było lepsze. To opowieść o wytrwałości i umiejętności patrzenia, które cechują także głównych bohaterów dzisiejszej Ewangelii: Symeona i Annę. Oboje wiedzieli, że mają czekać – i cierpliwie wyczekiwali. Nie wpadli jednak w rutynę, która powoduje, że można przeoczyć nawet najbardziej oczekiwane wydarzenie. Czujność pozwoliła Symeonowi rozpoznać Dziecię i zawołać: „moje oczy ujrzały Twoje zbawienie” (Łk 2,30). Bo zbawienie nie przychodzi, nie wiadomo skąd, i nie jest tak, byśmy nie wiedzieli, kto je daje. Ono jest konkretną Osobą – Jezusem Chrystusem, Który przynosi pojednanie z Ojcem całemu światu: zarówno Żydom, jak i poganom.

Tu rodzi się pytanie o związek tej sytuacji z świętem Świętej Rodziny. Spójrzmy zatem na jej członków. Józef i Maryja cały czas pozostają w tle, na drugim planie opowiadania. Choć dziwią się, słysząc słowa Symeona, nic nie odpowiadają. Święty Łukasz chce w ten sposób pokazać, jak wielką tajemnicą był dla nich Jezus, jak mało o Nim wiedzieli i jak wiele było dla nich jeszcze do odkrycia. Józef i Maryja ze swoim Synem wracają do Galilei. Ewangelia bardzo krótko i lakonicznie informuje o tym, że Jezus wzrastał, napełniając się mądrością i łaską (Łk 2,39–40). Natomiast święty Paweł podpowiada w drugim czytaniu, jaka atmosfera panowała w domu Jezusa: wzajemne miłosierdzie, dobroć, pokora, cichość, cierpliwość, wybaczenie, a przede wszystkim miłość i wdzięczność. Wdzięczność za to, że mieli siebie. To jest wzór, do którego powołana jest każda chrześcijańska wspólnota.

Także my jesteśmy wezwani do wytrwałego wyczekiwania. Abyśmy byli gotowi w chwili przyjścia Chrystusa wstać, uchylić kapelusza i podziękować za obdarowanie nas „światem pięknym i różnym” (Z. Herbert, Modlitwa Pana Cogito – podróżnika).