Zwiastuję wam radość wielką: dziś narodził się nam Zbawiciel, którym jest Jezus Chrystus.

Wideo na niedzielę:

O. Robert Głubisz i Boska.tv przedstawiają «Boskie Słowa»

Jaka korzyść z tego, że Pan Bóg narodził się w Betlejem, jeśli nie narodzi się przez wiarę we mnie, w moim sercu? To wiara i miłość czynią nas domownikami, dziedzicami Boga, a Jego samego pozbawiają bycia bezdomnym.

Bóg wie, kiedy ma przyjść – i to jest ten czas i ten dzień, kiedy przychodzi i się objawia.

Nagrania kazań na Boże Narodzenie:

 

Komentarze z miesięcznika „W drodze”:
Zawrót głowy

Rafał Wędzicki OP

Iz 52, 7-10 • Ps 98 • Hbr 1, 1-6 • J 1, 1-18

Święty Grzegorz z Nyssy, komentując szóste błogosławieństwo: „Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą”, przyznał, że czytając te słowa, czuje się oszołomiony jak ktoś, kto patrzy na morze, stojąc na brzegu górującego nad nim klifu. Oglądać Boga, którego „nikt nigdy nie widział” (J 1,18), ponieważ jest tak różny od wszystkiego, z czym spotykamy się na co dzień, to największa i najbardziej tajemnicza obietnica ze wszystkich. Obietnica, która może przyprawić o zawrót głowy.

Podczas wędrówek po górach nie raz zakręciło mi się w głowie, gdy stawałem nad przepaścią. Jednak najbardziej pamiętny zawrót głowy przydarzył mi się w zupełnie innych okolicznościach. Było to w Nazarecie, kiedy klęczałem przed małą, okopconą przez ogień świec grotą, w której stoi skromny ołtarz z łacińskim napisem: „HIC Verbum caro factum est” – „TUTAJ Słowo stało się ciałem”. TUTAJ młoda Żydówka zgodziła się być matką Boga. Jedno z najbardziej tajemniczych zdań, które znajdujemy w Ewangelii. Trudno to sobie wyobrazić, a jeszcze trudniej zrozumieć. Bezpośredniość owego TUTAJ sprawia, że człowiek jest bezbronny, powala na kolana.

Pasterze, którzy nocą szukali w Betlejem nowonarodzonego Dziecka, ledwo przeczuwali, z jak wielką tajemnicą mają do czynienia. Mając przed oczami niemowlę, oglądali Boga, którego „nikt nigdy nie widział”. Nowe życie, na które nie sposób patrzeć inaczej jak na cud, tutaj niesie ze sobą największy z cudów. Powszechny cud, dzięki któremu ta tajemnica nie powoduje, że człowiek jest zmieszany, ale raczej zaprasza do zachwytu połączonego z miłością.

Obecność Boga w ludzkim sercu, to, że nosimy w sobie Jego życie, Jego miłość, Jego prawdę, jest cudem, który ukrywa się pod osłoną codzienności. Cudem, z którym się zżyliśmy, do którego jesteśmy przyzwyczajeni. Czasem tylko, w takie dni jak dzisiaj, przypominamy sobie, że jest to tajemnica, która przyprawia o zawrót głowy.

 

Iluminacja

Mariusz Tabaczek OP

Iz 52, 7-10 • Ps 98 • Hbr 1, 1-6 • J 1, 1-18

Wsłuchując się w Słowo Boże odczytywane w dzień Bożego Narodzenia, można odnieść wrażenie, że czar nocy wigilijnej nagle prysł, że został nam odebrany, że ktoś każe nam bardzo szybko dorosnąć. Nie ma już opowieści o wędrówce Józefa i Maryi, o postoju w Betlejem, szopce, małym Jezusie położonym w żłobie i pasterzach oddających pokłon Temu, o którym anioł Pański mówił wielkie rzeczy.

Jest za to traktat teologiczny – hymn o Słowie, które jest Światłością. Aby go zrozumieć, trzeba wrócić do początków. Pierwszym słowem, które wyszło z ust Boga nad bezładem i pustkowiem stworzonej ziemi, było słowo przełamujące ciemność unoszącą się ponad powierzchnią bezmiaru wód. „Niechaj się stanie światłość! – rzekł Stwórca. – I stała się światłość”. Jej źródłem był Duch samego Boga, który unosił się nad wodami (por. Rdz 1, 1–3).

Dobrze wiemy, co się stało później. Znamy opowieść o upadku i grzechu, utraconym raju i szczęściu obcowania z Bogiem. Tak często na własnej skórze doświadczamy bolesnego zmagania się światła i ciemności, świętości i grzechu, pokoju i wojny, jedności i braku zaufania, blasku godności dzieci Bożych i mrocznych pokładów lęku i zranień naszej duszy.

To właśnie dlatego mamy dzisiaj Boże Narodzenie. Bóg w małym Jezusie po raz kolejny wypowiada swoje: „Niechaj się stanie światłość!”. Przychodzi do nas ze „światłością prawdziwą, która oświeca każdego człowieka” (J 1, 9). Posyła tego, który „jest odblaskiem Jego chwały i odbiciem Jego istoty” (Hbr 1, 3). Tak bardzo potrzebujemy tego światła, które jest zdolne rozproszyć mroki naszych serc i przypomnieć nam, kim jesteśmy, co jest dla nas najważniejsze i dokąd zmierzamy.

Oto dziś możemy po raz kolejny oglądać „Jego chwałę, chwałę, jaką Jednorodzony otrzymuje od Ojca, pełen łaski i prawdy” (J 1, 14). Nikt nie odbiera nam ciepła opowieści wigilijnej, szopki, żłóbka i siana, na którym złożono małego Jezusa. Nie każe zapomnieć o choince, blasku świec, opłatku i prezentach. To sam Bóg mówi do nas w swoim Słowie i troszczy się o to, abyśmy nie przegapili tego, co najważniejsze. Spogląda na nas w małym Jezusie z miłością i mówi: „Niechaj się stanie światłość!”. Bardzo zależy Mu na tym, abyśmy znaleźli się wśród tych, którzy przyjęli to Słowo. Bo ono daje moc, abyśmy „się stali dziećmi Bożymi” (J 1, 12).

 

Niekonsekwentna konsekwencja

Tomasz Zamorski OP

Iz 52, 7-10 • Ps 98 • Hbr 1, 1-6 • J 1, 1-18

„Na początku było Słowo”. Boży Logos, który tworzy świat z jego prawami, określa miejsce człowieka pośród stworzeń, a przede wszystkim w odniesieniu do Boga. Przy Nim jest miejsce człowieka, dlatego że człowiek zaproszony został do bycia blisko, do wspólnoty. Odwieczny Zamysł Życia, bo tak właśnie możemy nazwać ów Logos, określa również, co jest dobre i piękne. Mówi, jak piękny jest człowiek. W tym boskim kosmosie wszystko jest uporządkowane. Katastrofa przychodzi dopiero z chwilą wypróbowania ludzkich pomysłów na wolność. Wtedy ów kosmos zamieniony zostaje w chaos. Człowiek czuje się zagubiony i bezdomny. Będzie szukał czegoś i wybierał często to, co jest jedynie odblaskiem dobra, jego imitacją, a więc czymś, co nie uszczęśliwi i nie wypełni życia. Stanie się również bezbronny wobec żywiołów świata, a przede wszystkim wobec śmierci, z powodu której będzie przeklinał swój los. Będzie pytał o sens swojego życia, o jego cel.

Do tego momentu wszystko jest logiczne. Człowiek chciał wolności, teraz doświadcza jej gorzkiego smaku, a Bóg, który jest konsekwentny, pozwala na to. Kiedy jednak Anioł przychodzi do Maryi ze słowem zwiastowania, kiedy Słowo staje się ciałem w Chrystusie, kiedy doświadczamy Betlejem, coś tu się nie zgadza, tej konsekwencji zaczyna brakować. Jakby Bóg złagodniał, jakby stając się człowiekiem, chciał poznać i odmienić niewdzięczny ludzki los. I tak jest w istocie, bo Bóg jest konsekwentny jedynie w kochaniu. Tylko bezgraniczna miłość do człowieka powoduje, że sam staje się człowiekiem, żeby nas wyprowadzić z niewoli śmierci, jak kiedyś Mojżesz wyprowadził swój lud z niewoli egipskiej. To w naszą ciemność zstępuje Bóg ze swoim Światłem! Staje się ludzki, cielesny, a więc bezbronny.

Bezbronność tej miłości objawia się zarówno w Betlejem, jak i w tajemnicy Golgoty, Bóg wydany jest w nasze ręce. I nie wolno zapominać w tym świątecznym dniu o celu Jego przyjścia. Choć może trudno połączyć początek i koniec, są one do siebie wyjątkowo podobne. Bóg staje się prawie albo dosłownie irracjonalny w tej miłości do człowieka. Drogą do człowieka i do ludzkiego serca jest człowiek Jezus Chrystus. I nie ma innego sposobu, by wrócić do zapomnianej bliskości, by odnaleźć na nowo swoje miejsce przy Ojcu Niebieskim. „I wszystkie krańce ziemi zobaczą zbawienie Boga naszego” – to dobra nowina dla każdego, bo dzisiaj objawił się współczujący Bóg, który zna nasz los. Dzisiaj też stał się bliski, tak bliski, że prawie można Go dotknąć, a na pewno można w Niego uwierzyć.

 

Może się narodzić wszędzie

Krzysztof Popławski OP

Iz 9, 1-3. 5-6 • Ps 96 • Tt 2, 11-14 • Łk 2, 1-14

Jezus, Syn Boży, narodził się w Betlejem, to znaczy, że może się narodzić wszędzie. „A ty, Betlejem Efrata, najmniejsze jesteś wśród plemion judzkich” (Mi 5, 1).

Szczególnie przeżyłem to w małej wiosce na Roztoczu, w Prusiach, leżącej przy samej granicy z Ukrainą. Mała cerkiew, która stała się kościołem katolickim, z wielkimi szparami przepuszczającymi mroźne zimno. Jest to kościółek pw. Narodzenia Pana Jezusa. W jego ołtarzu umieszczono wzruszający obraz ukazujący kobietę sprawdzającą dłonią temperaturę wody przed kąpielą małego Jezusa.

Odkąd Bóg stał się człowiekiem, wszystko, co ludzkie, nabrało znaczenia. I ręce, i oczy, i gesty i ich brak. „On, Syn Boży, przez wcielenie swoje zjednoczył się jakoś z każdym człowiekiem. Ludzkimi rękoma pracował, ludzkim myślał umysłem, ludzką działał wolą, ludzkim sercem kochał”.

Jezus, rodząc się, przynosi „radość wielką” i nowe życie, ale także cierpienie i krzyż, „a Twoją duszę miecz przeniknie – aby na jaw wyszły zamysły serc wielu”.

Anioł Ślązak, mistyk z XIV wieku, zapisał: „Jeśliby Chrystus w Betlejem był po tysiąckroć zrodzony, / A nie w tobie, na wieki pozostałbyś zgubiony… / Krzyż na Golgocie nie uwolni cię od złego, / Jeśli najpierw nie stanie w środku serca twego”.

Wszystko, co dzieje się tej nocy, dotyka naszego życia, mojego życia. Bóg zrodzony we mnie i krzyż w środku serca mego to budzenie się wiary czy też nawrócenie, a także codzienne zmaganie się o życie Boże i ludzkie we mnie i wokół mnie.

Jezus, Syn Boży, narodził się w Betlejem, to znaczy, że może się narodzić wszędzie, także w albańskim więzieniu.

„W noc Bożego Narodzenia umieszczono mnie w ubikacji, na drugim piętrze więzienia, gdzie kazano mi się rozebrać i zawieszono na sznurze przeciągniętym pod pachami. Byłem nagi, zaledwie dotykałem ziemi końcami palców. Powoli, nieubłaganie traciłem czucie. Zimno ogarniało stopniowo całe ciało, a kiedy doszło do piersi i serce zaczynało odmawiać posłuszeństwa, wydałem okrzyk rozpaczy. Przybiegli moi oprawcy, ściągnęli mnie i skatowali kopniakami. Tamtej nocy i w tamtym miejscu, w osamotnieniu tej pierwszej tortury przeżyłem prawdziwy sens Wcielenia i Krzyża. (…) Nigdy nie żywiłem urazy do tych, którzy, po ludzku mówiąc, ukradli mi życie. Po uwolnieniu spotkałem kiedyś przypadkiem na ulicy jednego z moich oprawców; ogarnęło mnie współczucie, podszedłem do niego i uścisnąłem go” (Anton Lula SJ).

 

 Na początku był Sens

Marcin Lisak OP

Iz 52, 7-10 • Ps 98 • Hbr 1, 1-6 • J 1, 1-18

Można przeczytać o Nim w opowieści ewangelisty Łukasza i Mateusza. Można potraktować tę historię jako wspomnienie narodzin pewnego niezwykłego Człowieka – mistrza, nauczyciela, cudotwórcy, proroka. Można śpiewem przywołać tęsknotę za dawnymi czasami i wydobyć z siebie żal, że sami nie mogliśmy ani zobaczyć, ani przytulić tego małego Dzieciątka.

Jednak początek ewangelii Janowej wprowadza w tę ciepłą i radosną historię o narodzinach żydowskiego chłopca nutę zaskoczenia. W ciszę wigilijnej nocy wkracza poczucie sensu, który wymyka się prostemu poznaniu historii pewnego niezwykłego Człowieka. Dowiadujemy się o Bożym zamyśle bycia człowiekiem. Bóg realizuje swój plan: Słowo stało się ciałem. Sens, który był na początku u Boga, Sens, który był Bogiem, staje się człowiekiem. Dzięki Niemu człowiek odkrywać może swój sens.

Spotkanie z Sensem nie jest tylko przypominaniem historii sprzed dwóch tysięcy lat. Bóg Sens nie przychodzi nas jedynie pouczać. Sens nas przemienia. Człowiek zostaje stworzony na nowo. Jan ewangelista pisze, że prawo nadał Mojżesz, tymczasem dzięki Chrystusowi Jezusowi stały się łaska i prawda. Bóg przemienił nasze człowieczeństwo przez swą łaskawą życzliwość i wszczepił w nas zdolność poznania prawdy. Teraz już nie przez posłuszeństwo wobec zewnętrznych norm, ale przez umiłowanie łaski i poszukiwanie prawdy poznajemy Boga.

W imię tej bożonarodzeniowej wiary mówimy, że wielką i świętą rzeczą jest być człowiekiem. Ufamy, że każdy, kto przyjmuje człowieczeństwo własne i innych odpowiedzialnie i z wdzięcznością jako dar i jako zadanie – już przez to samo spotyka się z Bogiem. Bóg spotkał się przecież z człowieczeństwem każdego z nas, gdy Sens zamieszkał między nami. Droga poszukiwania Boga jest przez Jezusa ukierunkowana ku drugiemu człowiekowi. Odkrywając w nim życzliwą obecność Boga i pragnienie prawdy, możemy uwierzyć, że nie tylko betlejemskie Dziecię, ale każdy człowiek pochodzi od Boga. A odkrywanie sensu ludzkiego życia prowadzi do Boga z powrotem.

fot. flickr.com / Julija Rauluševičiūtė