Duch Pański nade mną, posłał mnie głosić dobrą nowinę ubogim.

Wideo na niedzielę:

O. Paweł Gużyński i Boska.tv przedstawiają «Boskie Słowa»

Jan nie pcha się, nie przepycha, nie chce być pierwszy. Bezpretensjonalność i pokora… Jak osiągnąć taki stan spokoju, taką umiejętność?

W świecie, w którym żyjemy, rozpychamy się łokciami… Być jak Bóg, być przed wszystkimi – to jest wielka pokusa czasów współczesnych. Więcej: być Bogiem dla samego siebie, nie być podporządkowanym, nie być zależnym od nikogo ani niczego…

Przez umniejszenie i uniżenie osiąga się wielkość – mechanizm coraz rzadszy, niezrozumiały dla współczesnego świata.

Nagrania kazań na niedzielę:

 

Jam głos wołającego na pustyni: Prostujcie drogę Pańską
<emJam głos wołającego na pustyni: «Prostujcie drogę Pańską»

Komentarze z miesięcznika „W drodze”:
Tylko tyle i aż tyle

Norbert Kuczko OP

Iz 61, 1-2a. 10-11 • Łk 1 • 1 Tes 5, 16-24 • J 1, 6-8. 19-28

Jednym z najbardziej spektakularnych wydarzeń w ciągu roku w mojej rodzinnej miejscowości był przyjazd cyrku. Z utęsknieniem wypatrywaliśmy z kolegami tego dnia, kiedy wiosną ukażą się przyczepiane do słupów plakaty zapowiadające przybycie „wielkiego świata”. Następnie pojawiał się stary polonez, który przejeżdżał przez miasto z megafonem na dachu. Z głośnika niosła się zapowiedź niezwykłych przeżyć, których uczestnikami mieliśmy się stać już niebawem. Ten megafon był dla nas jak budzik, który wyrywał nas z naszych codziennych podwórkowych spraw i przenosił w przestrzeń marzeń o wielkim świecie, egzotycznych zwierzętach, dalekich podróżach – tym wszystkim, co w tamtych czasach było przed nami zamknięte.

Kiedy myślę o adwencie i oczekiwaniu, przypomina mi się ten megafon i płynący z niego głos. Bywa, że dajemy się uśpić, że zapominamy o tym, kim jesteśmy. Biegniemy przez codzienność, mamy pełne kalendarze i mało czasu dla przyjaciół i bliskich. A jednocześnie tęsknimy za pokojem w sercu, chwilą wytchnienia i ciszy, w której możemy usłyszeć siebie samych, swoje pragnienia i tęsknoty. Potrzebujemy głosu, który obudzi nas i wyrwie z letargu albo zatrzyma w tym owczym pędzie. Jak się nie pogubić w tym wszystkim?

Święty Paweł wzywa do ryzyka, jakim jest dziękczynienie w każdym czasie. Dziękuj Bogu niezależnie od położenia, a nawet szczególnie wtedy, kiedy życie dotkliwie kopie. Dlaczego to takie ważne? Ponieważ otwiera oczy na Boże dary ukryte w każdej sytuacji. Kto zaryzykuje, przekona się, że trudności przeżywane z Bogiem kształtują nas tak, że możemy opatrywać rany potłuczonych serc, zapowiadać wyzwolenie jeńcom, zwiastować wolność uwięzionym. A to wszystko dlatego, że pozwoliliśmy Bogu, by pierwszy dokonał tego w nas samych. On bowiem przychodzi tam, gdzie Go zaprosimy.

Wielu ludzi czuje dziś potrzebę „tuningowania” swojej wartości i dopisuje wszelkie możliwe tytuły, przypina ordery. Czasem przybiera to karykaturalną postać. Niektórzy mówią o zazdrości, która wynika z niezgody na własne życie. Ważną lekcję daje nam dziś Jan Chrzciciel, który jest dobrym patronem dla poszukujących własnej tożsamości i radości życia. Zanim udzieli odpowiedzi na pytanie, kim jest, wyraźnie stwierdza, kim nie jest. To jest wielkość mądrej pokory. On dobrze wie, że „tylko” zapowiada przyjście Mesjasza. Ale bez tego „tylko” przyjście Pana mogłoby zostać niezauważone.

Każdy z nas jest „tylko” sobą i to wystarczy, byśmy dla siebie nawzajem byli „aż” świadkami, którzy zapowiadają nadchodzącego Pana.

 

Świadectwo

Stanisław Nowak OP

Iz 61, 1-2a. 10-11 • Łk 1 • 1 Tes 5, 16-24 • J 1, 6-8. 19-28

Całkiem możliwe, że Prolog Ewangelii według świętego Jana to hymn chrzcielny starożytnego Kościoła. Tak donoszą badania biblijne, ale jest coś więcej. Pisząc to, czuję, jak przeszywa mnie onieśmielająca moc mojego chrztu, którego rocznicę dziś przeżywam. Eucharystia-Dziękczynienie w tym dniu odsłania ukryty zamysł. Nie potrafię zapomnieć, jak pęka serce w czasie śpiewu wielkiej doksologii: Przez Chrystusa, z Chrystusem, i w Chrystusie… WSZELKA cześć i chwała… Temu, w którym poruszamy się, żyjemy i jesteśmy. I dalej doświadczenie świętego pokoju i bezpieczeństwa, gdy Bóg Ojciec z pewnością doświadczonego chirurga daje serce nowe, zgodnie z obietnicą.

W III Niedzielę adwentu słyszymy fragment Prologu św. Jana dotyczący Jana Chrzciciela. Jego rola jest jasno określona: ma zaświadczyć o Światłości, która przyszła na świat. Zaświadczyć można tylko o czymś, czego samemu się doświadczyło w bezpośrednim zetknięciu. Staliśmy się zdolni do tak bliskiego spotkania ze Światłością w momencie chrztu Świętego. Wtedy całe życie zostało prześwietlone Światłem Niestworzonym, które padło i na chwilę, w której to piszę, i na moment, w którym ty to czytasz.

Narodziliśmy się z tego samego, jedynego Boga. I mimo to można żyć tak, jakby się nic nie stało. Jan Chrzciciel pokazuje jednak jasną drogę dla każdego, kto został skąpany w tym Świetle. To droga głoszenia świadectwa. Warto zacząć od rzeczy prostych, a zapomnianych. Dzień naszego narodzenia z wody i Ducha Świętego jest faktem historycznym, tzn. ma swoją datę, swoich świadków, inne źródła historyczne w postaci fotografii czy dokumentów. Można iść dalej drogą Chrzciciela i dokopać się do misterium owego świętego dnia, który przecież miał swoją specjalną, przypisaną mu liturgię słowa (wcale nie tak trudno dotrzeć do Bożego Słowa, które zostało wtedy zasiane w duszy wszystkich obecnych). Był też i kapłan, ten, który nosi w sobie modlitwę (każda Eucharystia i Liturgia Godzin) za ludzi, którym udzielił jakichkolwiek sakramentów w imieniu Jezusa Chrystusa i Jego Kościoła.

I w końcu możemy dać największe świadectwo, tak jak Prorok męczennik stracony na polecenie Heroda. Oddać życie z miłości, aby się nią stać. Na przykład w małżeństwie, po to by przynieść do chrztu człowieka. I uczyć go potem czcić w sobie świętość i Chrzest, szanować Życie, które jest znacznie większe od tego widzialnego. Jest to dla nas największy zaszczyt, że Bóg dzieli się darem promieniującego ojcostwa.

 

Pan Bóg sprawi, że się rozpleni sprawiedliwość
Pan Bóg sprawi, że się rozpleni sprawiedliwość

Być świadkiem

Piotr Ciuba OP

Iz 61, 1-2a. 10-11 • Łk 1 • 1 Tes 5, 16-24 • J 1, 6-8. 19-28

Rok w rok przypominamy sobie znaną pewnie jeszcze ze szkolnej katechezy prawdę, że adwent jest czasem radosnego oczekiwania na przyjście Zbawiciela. I choć dotykamy w ten sposób istoty przeżywanego w liturgii Kościoła okresu, świadomość ta nie ma większego wpływu na naszą codzienność. Nie bardzo wiemy, czym miałaby się charakteryzować nasza postawa w czasie dni przeżywanych przed Bożym Narodzeniem.

Święty Jan Chrzciciel, główna obok Maryi postać adwentu, podpowiada nam, jacy mamy się stać, by dobrze przeżyć podarowany nam czas. Czytamy w Ewangelii, że „Jan przyszedł na świadectwo, aby zaświadczyć o światłości, by wszyscy uwierzyli przez niego” (J 1, 7). Nie był on jedynie mieszkającym na odludziu ekscentrykiem odzianym w wielbłądzią sierść ani enigmatyczną postacią przedstawiającą się jako „głos wołającego na pustyni” (J 1, 23). Jan Chrzciciel był przede wszystkim świadkiem nadchodzącego Chrystusa. Nie tylko tym, który Go poprzedzał i zapowiadał, ale tym, w którego słowach i życiu obecność Mesjasza stała się rzeczywistością; „pośród was stoi ten, którego wy nie znacie” (J 1, 26) – wołał.

Nie tylko ja sam oczekuję przyjścia Zbawiciela, również i ci, którzy żyją obok mnie, przeżywają swój adwent. Czas ten może nabrać dla mnie szczególnego znaczenia, gdy uświadomię sobie, że mogę być dla innych świadkiem Bożej obecności; że we mnie samym, w wypowiadanych przeze mnie słowach i codziennej pracy moich rąk, może objawiać się Chrystus; że od mojego nawrócenia i jego owoców zależeć może nawrócenie mych bliskich.

Jestem dla innych znakiem Bożej obecności – to nauka, która płynie z dzisiejszej Ewangelii. Niech tęsknota oczekiwania na Pana, niecierpliwe wyglądanie Jego nadejścia tak przemieni moje wnętrze, by we mnie samym inni dojrzeć mogli Chrystusa.