Okaż nam, Panie, łaskę swoją i daj nam swoje zbawienie.

Wideo na niedzielę:

O. Janusz Chwast i Boska.tv przedstawiają «Boskie Słowa»

Tu nie chodzi o życie w lęku, w strachu, w stresie, z trwogą – kiedy ten Pan przyjdzie. Nie chodzi o to, by żyć w napięciu, by to prowadziło do nerwic egzystencjalnych.
Chodzi o miłosną uwagę na Pana Jezusa w naszym życiu i na bliźniego. To świadome, uważne, spokojne, skupione przeżywanie swego powołania, swoich obowiązków, zadań – tu i teraz. Nie marnujmy swojego życia!

Nagrania kazań na niedzielę:

 

Komentarze z miesięcznika „W drodze”:
Nowa historia

Benedykt Malewski OP

Iz 63, 16b-17. 19b; 64, 3-7 • Ps 63 • 1 Kor 1, 3-9 • Mk 13, 33-37

Historia Boga i człowieka, podobnie jak historia wielu z nas, jest nierzadko rozgrywającym się dramatem nieodczytanej miłości. A może czasem miłości przeoczonej. Wyobraźmy sobie taki scenariusz: Ktoś popełnił błąd, zranił drugiego, dopuścił się grzechu. Zło się wydarzyło raz lub wielokrotnie. Można to zakończyć poprzez zwykły gest przeprosin i proszenia o wybaczenie, jakąś formę zadośćuczynienia. Druga strona to przyjmuje. Wszystko kończy się szczęśliwie.

Problem w tym, że w życiu nie zawsze jest tak prosto. Czasem wszystko się komplikuje, bo druga strona nie chce przeprosin i ich nie przyjmuje. Bywa i tak, że zło zaczyna wciągać w swoją grę – jedno pociąga za sobą inne. Można dać się uwikłać w jego spiralę. Mówimy sobie, że już tacy jesteśmy – słabi, grzeszni. I to jest chyba jedno z najbardziej bolesnych doświadczeń człowieka: kiedy pozwalamy sobie powiedzieć, że jesteśmy nijacy. Zły duch wie, że nie doprowadzi nas od razu do całkowitego odrzucenia Boga i Jego miłości. My wierzymy w tę miłość. Ale nie pozwalamy sobie na nią. Wiemy, że Bóg jest miłością, wiemy, że nas kocha. Ale my na nią już nie zasługujemy.

Bóg nas stworzył do wielkości. To jest Jego największe pragnienie: by człowiek cieszył się wielkością, wierzył w nią. Rodzi się pytanie, czego my szukamy…

Prorok Izajasz mówi, że „Ani ucho nie słyszało, ani oko nie widziało, żeby jakiś bóg poza Tobą działał tyle dla tego, co w nim pokłada ufność”. Bóg robi wszystko, żebyśmy żyli w Jego wielkości. Nasze życie codzienne jednak tak nas pochłania, poprzez nasze obowiązki, zadania, odpowiedzialność za innych, że wpadamy w pogoń za komfortem, gubiąc Boże zaproszenie do bycia podobnym do Niego – do Jego wielkości.

Zatrzymajmy się w najbliższych tygodniach adwentu. Bóg chce znowu do nas przyjść. Po raz kolejny chce wyśpiewać swoją pieśń miłości. Może to szansa dla nas?

Zróbmy wszystko, żeby Go spotkać, bo jak mówi Izajasz, On „wychodzi naprzeciw tych, co radośnie pełnią sprawiedliwość i pamiętają o Jego drogach”.

 

Uważajcie i czuwajcie, bo nie wiecie, kiedy czas ten nadejdzie
Uważajcie i czuwajcie, bo nie wiecie, kiedy czas ten nadejdzie

Adwentowy alert

Paweł Zybura OP

Iz 63, 16b-17. 19b; 64, 3-7 • Ps 63 • 1 Kor 1, 3-9 • Mk 13, 33-37

Jest taki psalm; krótki, łatwy do zapamiętania. W chwilach, gdy wszystko stoi na głowie – bałagan we mnie, bałagan poza mną – tych kilka skierowanych do Boga słów pozwala zyskać dystans i odnaleźć upragniony pokój: „Panie, moje serce się nie pyszni i nie patrzą wyniośle moje oczy. Nie dbam o rzeczy wielkie ani o to, co przerasta me siły. Lecz uspokoiłem i uciszyłem moją duszę; jak dziecko na łonie swej matki, jak ciche dziecko jest we mnie moja dusza. Izraelu, złóż nadzieję w Panu, teraz i na wieki”. Gdzieś w głębi serca dopełnia się ciche pragnienie: Panie, odnaleźć Cię w ciszy, jak Eliasz w górach, zostawić wszystko i spotkać się z Tobą.

Tymczasem w słowach Ewangelii przypadającej na I niedzielę adwentu tej Bożej ciszy zupełnie brak. Każde zdanie Jezusa wypełniają naglące słowa: „Bądźcie czujni, bo oto przyjdę”; „Nie przegapcie, bo nie wiecie, kiedy nadejdzie ten dzień”; „Uważajcie, bym nie zastał was śpiących, kiedy do was powrócę”!

Niczym budzik o brzasku rozbijający w strzępy sen. Nieustający alert ponagleń. To jakiś koszmar. Stanowczo mówię „nie!”.

Boże, do czego nas znowu przymuszasz? Jak długo jeszcze? Czy chcesz nas trzymać w niepewności? Przywiązać do siebie grubym sznurem niepokoju, wyrzutów sumienia, wiary walczącej z brutalną codziennością, warunkiem nawrócenia?

Przyjdziesz czy to tylko obietnica bez pokrycia? Który to już adwent? Boże, dodaj sił!

Jezus przyjdzie. Nie rzucił słów na wiatr! Najpierw „jak ciche dziecko na łonie swej Matki”. W ciemną noc Bożego Narodzenia rozgrzeje nasze serca, napełni nadzieją i wzmocni wiarę. I w każdej komunii. Bo – jak zapewnił św. Paweł – „On nas będzie umacniał do końca, aby nie można było nas o nic oskarżyć” w owym dniu. Dlaczego? Bo wierny jest Bóg… Bo obiecał. A potem na końcu czasów, kiedy ziemski adwent się dopełni. Wtedy będzie już z nami stale. Przyjdzie, by obdarować nas samym sobą do końca.

Tylko jeszcze raz Mu uwierzmy; zrzućmy z siebie stary grzech, „by już nie błądzić z dala od Jego dróg. Izraelu, złóż nadzieję w Panu, teraz i na wieki”. Amen.

 

Marek Grubka OP

Iz 63, 16b-17. 19b; 64, 3-7 • Ps 63 • 1 Kor 1, 3-9 • Mk 13, 33-37

Adwent to czas przypomnienia, że Pan jest. Czas przywołania na nowo prawdy, że On jest Bogiem pośród ludzkich spraw. To przypomnienie, że tak jest nie tylko w świętowane sentymentalnie Boże Narodzenie. On przychodzi i puka do drzwi naszych domów i ważnych spraw codzienności. Czy ma tam miejsce każdego dnia? Odpowiedź zna każdy z nas.

Czuwanie budzi nas i nasze sumienie do prawdy pojednania. Wezwanie, aby nie spać, rozlega się w tekstach liturgicznych jak bicie dzwonu na wieży kościoła. Niewątpliwie jest to zaproszenie do zmienienia siebie. W adwentowym czasie życia Kościoła nie chodzi tylko o to, aby nie tańczyć. Wręcz przeciwnie, chodzi o odnalezienie w pamięci melodii i rytmu, aby tańczyć z Oblubieńcem tę jedyną pieśń miłości.

Każdemu wyznaczył zajęcie – mówi nam dzisiejsza Ewangelia. Wykonać je dobrze to prosty znak bycia w gotowości. Uczynić dziś wszystko tak, jak powinno być zrobione. Bez odkładania na jutro. Może zajmuję się sprawami niepotrzebnymi, a rzeczywiste obowiązki mojego życia leżą porzucone, jak nieuprawiana ziemia? Może żyję na cudzy rachunek, nie biorąc odpowiedzialności za swoje decyzje? Może praca przesłania mi wszystko? Warto się rozejrzeć dookoła i przyjrzeć sobie i otoczeniu. Może należy posprzątać pokój, pojednać się z najbliższymi, z sąsiadami. Może warto uzdrowić relacje z kolegami w pracy, w szkole. Jaki jestem pośród moich zajęć? Kim jestem na co dzień, a kim w kaplicy?

Izajasz przypomina prawdę o Bogu Stwórcy. Nie jesteśmy zostawieni sami sobie. On podtrzymuje nas w istnieniu. „Jesteśmy dziełem rąk Twoich”, a więc w Bożych rękach jest wszystko i wszyscy tam jesteśmy. Modlitwa jest powierzaniem siebie Ojcu. Oddawaniem Mu swoich najważniejszych spraw. Wszystkiego. Czas adwentowy jest zaproszeniem do ponowienia zawierzenia się Bogu. Pozwala również popatrzeć na naszą modlitwę jak na rozmowę z Ojcem. Czy rozmawiam z Ojcem o moich najważniejszych sprawach? Czy idę do Niego w chwilach radości i niepowodzeń, mocy i bezradności? Czy przeżywam z Nim wszystko, aby na Nim budować? Może żyję tak, jakby Go nie było i nie widzę, że tak jest?

„Nie śpij, bo cię okradną”, słyszymy czasami na dworcu, w pociągu. Mamy czuwać, by nie zaskoczył nas złodziej. Może w dni adwentowe warto to ostrzeżenie przetłumaczyć na nasze życie wiary i miłości.