Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy jesteście utrudzeni i obciążeni, a Ja was pokrzepię.

Wideo na dziś:

O. Robert Głubisz i Boska.tv przedstawiają «Boskie Słowa»

„Nie wszyscy święci dobrze zaczynali, ale wszyscy dobrze skończyli”. Czy to nie jest tak, że my się tej świętości boimy, że nas przeraża, przerasta, z jednej strony pociąga, a z drugiej drażni?
Nie bój się świętości, bo świętość jest na twoją miarę.

Nagrania kazań:

 

Komentarze z miesięcznika „W drodze”:
Błogosławieństwa czytane od tyłu

Krzysztof Pałys OP

Ap 7, 2-4. 9-14 • Ps 24 • 1 J 3, 1-3 • Mt 5, 1-12a

Pewien mężczyzna, który stracił przytomność z powodu upojenia alkoholowego, znalazł się w szpitalu psychiatrycznym. Gdy wytrzeźwiał, przeżył ogromny wstrząs. Pod jego wpływem się nawrócił i zaczął zdrowieć. Kiedy jezuicki ksiądz Pedro Aruppe wyjechał na misję do Japonii, został oskarżony o szpiegostwo na rzecz „sił zachodnich”. Spędził trzydzieści pięć dni w pojedynczej celi. Przetrzymał tam grudniowy chłód, nie mając nic oprócz maty do spania. Później tak o tym okresie opowiadał: „Nauczyłem się wtedy wielu rzeczy; sztuki milczenia, samotności, surowej i srogiej biedy, wewnętrznego dialogu z gościem mojej duszy. Jestem przekonany, że był to najbardziej pouczający miesiąc w całym moim życiu”. Poprzez duchowe ciemności i brak doświadczenia Boga Matka Teresa przygotowywała się do zrozumienia tego, czego On od niej chce. Dzięki temu mogła później utożsamić się z tymi, których ten świat odrzucił. Starszy zakonnik, który zachorował na udar mózgu, wyznał: „Bardziej niż kiedykolwiek czuję się teraz w rękach Boga. Właśnie tego pragnąłem przez całe życie, od najwcześniejszej młodości. Teraz jednak jest pewna różnica: inicjatywa należy wyłącznie do Boga”.

Nigdy nie wiemy, czy to, co nas spotyka, jest błogosławieństwem czy przekleństwem. Czy smutek, choroba, niesprawiedliwy osąd lub utrata dobrego imienia nie przyczynią się do naszej świętości? Czy cierpienie ofiarowane Bogu nie przysłuży się zbawieniu innych? W Biblii to właśnie kamień odrzucony staje się fundamentem pięknej budowli.

To dziwne, że wśród „ośmiu powodów do szczęścia” (użyte przez Mateusza greckie słowo makaroi oznacza dosłownie szczęśliwi) znajdujemy pochwałę braku, smutku, łez, prześladowania. Czyżby Jezus chciał dla nas tego wszystkiego? Czyżby cierpienie było czymś dobrym? Oczywiście nie, ale… błogosławieństwa należy czytać od tyłu. Człowiek nie jest szczęśliwy, dlatego że płacze lub cierpi prześladowanie, ale dlatego że właśnie on zostanie pocieszony przez samego Boga. Optymizm chrześcijanina bazuje na nadziei wynikającej z przekonania, że Bóg wie, co robi, i zawsze będzie robił to, co jest dla ludzi najlepsze. Ktoś inny bowiem niż my sami czuwa nad nami. Jezus, wygłaszając kazanie o obietnicach Boga, chce jednocześnie dodać słuchaczom odwagi, aby wytrwali, kiedy wszystko wydaje się bezcelowe. Te „błogosławione” momenty są konieczne, gdyż aby dojść do pełnego wyzwolenia, musi najpierw dokonać się oczyszczenie z tego wszystkiego, co Nim nie jest.

 

Druga przestrzeń

Maciej Biskup OP

Ap 7, 2-4. 9-14 • Ps 24 • 1 J 3, 1-3 • Mt 5, 1-12a

Błogosławieni, szczęśliwi, piękni, spełnieni… to przesłanie ewangelii. Nie można redukować nauczania Jezusa tylko do moralnej powinności. Radykalna jest dopiero nadzieja na szczęśliwe spełnienie, którą Chrystus wzbudza w człowieku: Bóg przyjął ludzką naturę, byśmy żyli Jego świętym życiem.

Zakłada to nie lękliwą uległość, ale zaufanie: „Każdy zaś, kto pokłada w Nim nadzieję, uświęca się” (św. Jan). Dojrzewanie w miłości, która jest kluczem do życia spełnionego, potrzebuje przyjęcia: „Popatrzcie, jaką miłością obdarzył nas Ojciec: zostaliśmy nazwani synami Bożymi i rzeczywiście nimi jesteśmy”. Miłość Boga twórczo rozwija i choć „jeszcze się nie ujawniło, czym będziemy, wiemy, że gdy się objawi, będziemy do Niego podobni, bo ujrzymy Go takim, jaki jest”.

Obietnica Jezusa jest paradoksalna. Szczęśliwi ubodzy, płaczący, prześladowani… Chrystus nie przemilcza tego, że błogosławieństwo rodzi się „tu i teraz”, przez doświadczenie braku, bo „co w nas niespełnione też będzie zważone i być może najwięcej zaważy” (Ernest Bryll). Jako anawim (z hebr. ubodzy Pana) możemy zawsze być u Boga, który w Chrystusie sam przeszedł przez pustkowie. Patrz na rany Zmartwychwstałego, one są tego zapisem. Stał się anawim: cichy, płaczący, sprawiedliwy, miłosierny, prześladowany, czysty, tzn. niepodstępnego serca. Zraniony przebywaniem z nami, nadal żyje. Przyjął nasze „dziś”, bo innego „po tej stronie grobu” nie będzie. Jednocześnie zaprasza do „innego” życia w Nim, które sięga poza grób. Jak namacalny jest każdy nasz gest, emocje, myśli, jak nieudawane są radość i smutek, tak prawdziwe jest życie. Zyskuje jednak „drugą przestrzeń” przez wiarę w Boga-Człowieka.

Szczęście jest trudne, bo wymaga spojrzenia poza siebie. To odwrotność kiczu, który wabi, a pod fałszywą maską kryje nie piękno, lecz narcystyczną pustkę. Piękny jest Bóg, piękny jest dar z siebie, bo „w tej samej mierze, w jakiej wzrasta miłość, wzrasta i piękność” (św. Augustyn). Kicz to ironia z Nieskończonego Piękna. Skoro ludzkie „piękno” ma swój koniec, to życie jest złudzeniem, a wierność wydaje się czymś głupim. Jeśli „bywa się”, a się „nie jest”, to można uznać, że angażowanie się pozostawia tylko rany. Gdy śmierć szyderczo obwieszcza, że się nie zagoją, Zmartwychwstały głosi, że „miłość nie ustaje” i zawiązuje rany. Więc „błagajmy, niech nam będzie wrócona druga przestrzeń” (Cz. Miłosz).

 

Podobni do Boga

Tomasz Nowak OP

Ap 7, 2-4. 9-14 • Ps 24 • 1 J 3, 1-3 • Mt 5, 1-12a

Jedynie Bóg jest prawdziwie święty. To przede wszystkim w Nim wypełniają się błogosławieństwa, o których mówi Jezus w kazaniu na górze. On – bardziej niż ktokolwiek – jest ubogi w duchu, czyli pokorny, bo nie ma w nim cienia pychy czy wywyższania się ponad swoją godność. On jak nikt przepełniony jest smutkiem, bo miłość jest wciąż odrzucana. Nie ma nikogo, kto by bardziej łaknął i pragnął sprawiedliwości, bo nigdy nie pogodzi się z krzywdą wyrządzaną człowiekowi i innym stworzeniom. Któż może dorównać w miłosierdziu Temu, który zawsze jest gotowy do przebaczenia i przyjmowania z miłością tych, którzy odeszli? Czy jest coś czystszego nad Boga, który jest światłością bez żadnej ciemności? Kto jest bardziej konsekwentny we wprowadzaniu pokoju i pojednania? A najbliżsi Mu cierpią i są prześladowani. Nigdy ich nie opuszcza, trwa przy nich we wszystkim i nie waha się iść z nimi na śmierć. Błogosławiony Bóg.

Uroczystość Wszystkich Świętych jest szczególnym wyrazem wiary Kościoła w miłość Boga do człowieka. Ten, który stworzył świat i posłał swego Syna, aby przyniósł mu zbawienie, chce dać swoim dzieciom to, co najcenniejsze. Dzieli się swoją świętością. Daje siebie. O patriarchach, prorokach, apostołach, męczennikach, wyznawcach mówi się, że są święci, lub że mają w sobie Boga (Ducha Świętego). Podziwiamy wielkie rzeczy, które Bóg zdziałał w nich i przez nich. Przez tajemnicę obcowania świętych jesteśmy z nimi w jedności. Kościół wierzy, że jesteśmy, tak jak oni, dziećmi Bożymi i dziedzicami. Że Bóg nas stworzył na swój obraz i możemy być do Niego podobni. Nie dajmy się zwieść myśleniu, że świętość jest dla wybranych – doskonałych. Jezus w kazaniu na górze mówi o błogosławieństwach nie tylko do apostołów, lecz do tłumów, aby pokazać, że każdy jest zaproszony do uczestniczenia w życiu Boga. Potrzeba, aby każdy z nas osobiście w to uwierzył i złożył nadzieję w Bogu. Święty Jan mówi w swym liście: „Każdy, kto pokłada w Nim nadzieję, uświęca się, podobnie jak On jest święty”.

Świętość rozdaje się na podobieństwo płomienia. Bóg przechodzi między ludźmi jak paschał podczas Wigilii Paschalnej i rozdaje swoje światło każdemu, kto po nie wyciągnie rękę. Sam nie traci nic ze swego blasku. Królestwo niebieskie jest otwarte.