Moje owce słuchają mojego głosu, Ja znam je, a one idą za Mną.

Wideo na niedzielę:

O. Janusz Chwast i Boska.tv przedstawiają «Boskie Słowa»

Nie nawracamy się dlatego, że patrzymy w lustro, na siebie i dokonujemy czystej autoanalizy – bo będziemy się kręcić wokół siebie. Pierwszy krok do nawrócenia to jest spotkanie z Panem Bogiem i słuchanie Jego Słów – ROZUMNE skonfrontowanie się z nimi i NAMYSŁ nad samym sobą.
Nawrócenie – metanoia – to jest przede wszystkim przemiana UMYSŁU.

Nagrania kazań na niedzielę:

 

Komentarze z miesięcznika „W drodze”:
Winnica

Łukasz Wiśniewski OP

Ez 18, 25-28 • Ps 25 • Flp 2, 1-11 • Mt 21, 28-32

Nie chcę potępiać pierwszego syna za jego dwulicowość w relacji z ojcem. Nie chcę również chwalić drugiego syna za przełamanie niechęci do pracy. Odnoszę bowiem wrażenie, że obaj synowie zainfekowani są tym samym wirusem, który osłabia zaufanie w ich domu, a nade wszystko nie pozwala dostrzec, że obaj są spadkobiercami wszystkich dóbr, które ma ojciec.

Dialog synów z ojcem jest krótki. Ewangelista jest bardzo oszczędny w słowach. Nie zdradza nam kontekstu przypowieści. Nie ujawnia reakcji ojca. Nie pozwala, byśmy poznali dalszą historię obu synów. Jednak pierwsze słowa dają nam cenne odniesienie. „Pewien człowiek miał dwóch synów” – dość dobrze pamiętamy, że takim samym zdaniem Jezus rozpoczyna opowieść o miłosiernym ojcu. Porównanie synów z obu przypowieści zaskakuje podobieństwami. Czy syn, który dziś deklaruje wierność ojcu, ale jest daleki od tego, by dotrzymać słowa, nie jest bowiem podobny do starszego syna z drugiej przypowieści, który mieszkał przy ojcu blisko ciałem, ale daleko sercem? Czy również syn, który dziś nie chciał pracować w winnicy, ale się opamiętał, nie jest podobny do młodszego syna z drugiej przypowieści, który opuścił swego ojca, lecz ze skruchą powrócił?

Porównanie obu przypowieści pomaga w wyostrzeniu wzroku i precyzyjnej diagnozie, na czym polegał wirus, którym byli zarażeni wszyscy czterej synowie. Nazwałbym go wirusem uległości wobec dwóch pokrewnych pokus: pokusy dystansu i pokusy braku wdzięczności.

Dystans wobec dorobku ojca, który z pozoru może wydawać się cnotą, stawia synów w roli surowych cenzorów. Staje się barierą, by móc go naprawdę poznać. Może się też przerodzić w dążenie do całkowitego odcięcia się od historii i dorobku swej rodziny, by pracować wyłącznie na własną rękę, bez korzystania z pomocy tego, co zostało wypracowane i jest dane za darmo.

Brak wdzięczności z kolei to niezdolność dostrzeżenia, że majątek ojca przynależy również do synów, czyli że w rzeczywistości posiadają oni o wiele więcej, niż im się wydaje. By to dostrzec potrzeba spokojnej refleksji nad sobą. Nie bez kozery Gilbert Chesterton nazwał wdzięczność „najwyższą formą myślenia”. Brak wdzięczności to skutek bezrefleksyjności albo mówiąc jeszcze dosadniej bez-myślności.

Czy trzeba jeszcze dodać, że ojciec to dobry Bóg, zapraszający nas do pracy w swojej winnicy – Kościele, który żyje dzięki pulsującym w niej sokom – sakramentom? Służy zaś temu, by dać dobre wino – wino wiary, nadziei i miłości. Opór wobec dwóch wspomnianych pokus to praca, by wino miało jak najlepszą jakość.

 

Robić żal

Adam Szustak OP

Ez 18, 25-28 • Ps 25 • Flp 2, 1-11 • Mt 21, 28-32

Ojciec Joachim Badeni, krakowski senior dominikanów, zwykł opowiadać historię o tym, jak kiedyś w trudnej sytuacji życiowej złożył ślub Matce Bożej. Obiecał Jej, że swój piękny złoty zegarek przekaże do jasnogórskiego sanktuarium. Jednak zrobiło mu się żal tego zegarka i nie bardzo chciał go oddać. Pytał więc wszystkich, co ma zrobić. Powiedziano mu, że dominikanie mogą zwalniać z takich ślubów. Poszedł więc do nich i usłyszał: „A na co Matce Bożej twój zegarek? Ona mieszka w wieczności, a tam nie ma czasu, więc ten zegarek Jej na nic. A tobie się przyda. Skoroś jednak taki głupi ślub zrobił, to ja ci go zamienię. Daj na jakiś ornat dla Matki Bożej do naszego kościoła zamiast tego zegarka. A teraz żałuj za grzechy i rób żal”. Robił więc żal. Niedoskonały żal, który jednak, jak mówią, wystarczy do zbawienia, bo znaczy on, że się człowiek boi piekła i potępienia. Joachim był z arystokratów, a oni, jak mówi, bali się tylko Boga i mamusi. Bo co mama powie? A żal prawdziwy to jest użalić się nad Panem Jezusem, zapłakać nad Bogiem, nad tym, że Jego miłość poszła na marne, że tyle zrobił dla nas i to Mu się nie udało. Usiąść przed krzyżem i popłakać nad Panem Jezusem. Nie nad sobą, nie nad swoją beznadziejnością, nie nad swoim upadkiem, ale nad Panem, nad Jego miłością.

Przywołuję tę historię, gdyż kluczem do dzisiejszej Ewangelii wydaje się słowo „opamiętać się”. Użyte w tym miejscu w oryginalnym tekście greckie słowo znaczy też „pożałować”, „odczuć żal”. Żal, który ma prowadzić do zmiany. Bez względu więc na to, czy jesteś człowiekiem, który z ochotą odpowiada na wezwanie Pana Boga, a potem niestety nie dotrzymuje zobowiązania, czy też może jesteś kimś, kto często nie ma ochoty na Boże słowa odpowiadać, sednem tego, co doprowadzi cię do Niego, jest opamiętanie się, czyli pożałowanie Go. Nie swojej głupoty, nie swojego lenistwa czy opieszałości, nie podatności na grzech, ale pożałowanie Boga samego. On przygotował dla ciebie rozkoszną winnicę, która nieustannie się marnuje. Zobacz Jego biedę, zobacz Jego miłość, która idzie na marne, czyli opamiętaj się, pożałuj, a drzwi Jego królestwa będą dla ciebie otwarte.

 

Jakiś niepokój

Marek Kosacz OP

Ez 18, 25-28 • Ps 25 • Flp 2, 1-11 • Mt 21, 28-32

Wybacz, Panie, ale to jednak Ty nie masz racji…

Jeśli sprawiedliwy odstąpił od sprawiedliwości, dopuszczał się grzechu i żyje nadal? Na dodatek żyje mu się o wiele lepiej niż wtedy, gdy był sprawiedliwy? Jeśli jeszcze korzysta na tym cała rodzina, wreszcie pozbyła się kłopotów i może żyć spokojnie i równie spokojnie myśleć o przyszłości?

Pamiętam tę sytuację – kolega pomógł koledze, wypromował go w firmie, potem załatwił doskonałą pracę z równie doskonałą pensją. Dzięki temu rodzina wyszła z długów, małżonkowie przestali się kłócić. Pierwszy raz od wielu lat mąż, żona i dzieci mogli wspólnie wyjechać na wakacje. Potem wyremontowali zaniedbane mieszkanie.

Koledzy zaprzyjaźnili się, podobnie jak ich żony i dzieci. Zaczęli razem spędzać czas. Wtedy żona tego, który dostał pracę, zaczęła z wdzięczności oddawać się koledze męża. Nie zdarzało się to często. Raz na kilka miesięcy. W sumie nic takiego. Mąż o niczym nie wie. Może trochę się domyśla, ale chyba nawet nie miałby nic przeciwko. Tamten człowiek naprawdę dla naszej rodziny zrobił bardzo wiele. Poza tym jest codzienny pacierz, niedzielna msza święta, ksiądz po kolędzie. Właściwie wszystko jest OK. Tylko czasami coś w sercu się odzywa, jakiś niepokój…

Ale, Panie, przecież rozumiesz takie sytuacje. Mówisz przecież, że takie właśnie kobiety wejdą przed sprawiedliwymi do królestwa niebieskiego. Wiesz, jak się dzisiaj żyje w Polsce. Znasz życie. Wiesz, jak jest.

Tylko gdyby nie ten niepokój… W takich chwilach, Panie, nie wiem już, kto ma rację…