Otwórz, Panie, nasze serca, abyśmy uważnie słuchali słów Syna Twojego.

Wideo na niedzielę:

O. Paweł Krupa i Boska.tv przedstawiają «Boskie Słowa»

Jaki to ma sens – wychodzić na godzinę przed skończeniem pracy i najmować ludzi? To nie jest normalne.
No właśnie, bo też nie chodzi tu o zatrudnienie w winnicy. Tu chodzi o zbawienie. Do końca, do ostatniej godziny, będzie nam Bóg proponował: „Przyjdź do mojej winnicy, wejdź do mojego Królestwa, przyjmij moje zaproszenie”.
Nie zazdrośćmy, nie ustawiajmy hierarchii, kolejeczek, wchodźmy – obojętnie kiedy przyjdzie do nas zaproszenie – wchodźmy do tego Królestwa, bo nagrodą jest sam Bóg, On – cały.

Nagrania kazań na niedzielę:

 

Komentarze z miesięcznika „W drodze”:
Daj się nająć

Jakub Bluj OP

Iz 55, 6-9 • Ps 145 • Flp 1, 20c-24. 27a • Mt 20, 1-16a

Jest coś przewrotnego w zabawie w podchody: jedna grupa ucieka i się ukrywa, ale jednocześnie celowo zostawia ślady, wskazówki, tak aby ci, którzy idą za nią, ją znaleźli. Żeby zabawa była udana, uciekający muszą chcieć, żeby ich znaleźć.

Czy Bóg się bawi z nami w podchody? A może to my bawimy się z Nim? Prorok Izajasz pisze, żeby szukać Pana, kiedy pozwala się znaleźć, ale chwilę później dopowiada, na czym to szukanie Boga ma polegać – na odwróceniu się od zła. Po to, aby otrzymać miłosierdzie i przebaczenie. Być może już się przyzwyczailiśmy do tych słów, a to chyba źle, bo nie uderza nas, jak nieoczywiste są to prawdy, jak trudne do zrealizowania przez nas. Całe szczęście, że Jego sposób myślenia i działania różni się diametralnie od naszego.

Przypowieść o gospodarzu najmującym do pracy w winnicy słyszeliśmy już tyle razy, że jesteśmy z nią oswojeni: to ta o „pracownikach ostatniej godziny”, czyli tych, którym rzutem na taśmę udaje się wejść do Królestwa Bożego. A przecież w całej opowieści punkt ciężkości położony jest nie na pracowników, ale na pracodawcę.

Możemy więc zadać proste pytanie: Dlaczego tyle razy wychodzi na rynek? Oczywiście chce nająć robotników do swojej winnicy, czyli to on jest tym, który szuka. Izajaszowe znalezienie Boga polega na tym, aby dać się Jemu znaleźć i dać się nająć. Nie oznacza to, że mówimy o powrocie do wiary, ale o pozwoleniu, żeby dać się dotknąć i przeniknąć Bożemu miłosierdziu. Ci, którzy pracowali najdłużej, przyjęli zapłatę, a później szemrali. Ta postawa była charakterystyczna dla Ludu Wybranego podczas wędrówki przez pustynię. Mateusz w całej ewangelii używa tego czasownika tylko raz, właśnie po to, aby podkreślić, że brak wdzięczności jest tym, co najczęściej zamyka nam drogę do Królestwa. Całe szczęście, że to Królestwo w osobie Jezusa przychodzi do nas i mówi: „Przyjacielu, nie czynię Ci krzywdy”. Obyśmy w to wierzyli!

 

Szukajcie Pana, gdy się pozwala znaleźć, wzywajcie Go, dopóki jest blisko
Szukajcie Pana, gdy się pozwala znaleźć, wzywajcie Go, dopóki jest blisko

Wyścigi

Tomasz Gaj OP

Iz 55, 6-9 • Ps 145 • Flp 1, 20c-24. 27a • Mt 20, 1-16a

Kto zajmie najlepsze miejsce? Kto będzie miał lepsze wyniki w nauce i lepszą pracę? Kto więcej zarobi? Kto napisze więcej artykułów? Kto stanie na najwyższym podium? Wyścig szczurów trwa. Rywalizujemy nawet w świętych zajęciach takich jak modlitwa. Kiedyś rozmawiałem z człowiekiem, którego zmartwieniem nie było to, że źle się modli, ale że nie modli się tak dobrze, jak inni.

Wiele naszych smutków i radości wypływa z porównywania się z innymi. Dążymy do wyznaczonych celów, ale nieustannie kątem oka sprawdzamy, jak wypadamy na tle innych. Inni, zamiast stawać się naszymi braćmi, stają się rywalami, których trzeba wyeliminować. Próbujemy ciągle udowadniać naszą wartość, skacząc coraz wyżej i osiągając więcej niż inni, bo myślimy, że zależy ona od tego, co umiemy, ile posiadamy i jak wysoko stoimy na podium. Co mówi nam dzisiejsza ewangelia? Jaka jest dobra nowina dla nas, którzy ciągle uczestniczymy w wyścigu szczurów?

W królestwie Bożym nie ma bezrobocia. Wszyscy mogą być zatrudnieni, jeśli tylko wykazują chęć pracy. Dla każdego znajdzie się zajęcie na miarę jego możliwości i umiejętności.

Każdy zaangażowany robotnik dostanie takie samo wynagrodzenie – pełnię królestwa. Ci, którzy przyszli wcześniej, mogą się dłużej cieszyć z przebywania w domu Bożym, którego obrazem jest winnica.

Nigdy nie jest za późno na nawrócenie. Możesz być zatrudniony nawet wówczas, jeśli wydaje ci się, że się spóźniłeś i nikt cię już nie chce. Bóg wykorzysta twoje talenty bez względu na późną porę.

Bóg jest dobry dla wszystkich. Dopóki widzisz w Bogu tylko właściciela, który chce wycisnąć z pracowników jak najwięcej po jak najniższej cenie, stajesz się zgorzkniały, rozczarowany i zazdrosny o ludzi, z którymi przebywasz. Bóg nie stoi przed tablicą wyników i nie sprawdza naszych osiągnięć. Nie prowadzi też rankingu, kto jest lepszy, a kto gorszy, ale każdego z nas obdarza pełnią swej miłości. Właściciel winnicy jest przede wszystkim ojcem, który nie porównuje synów, ale tak jak w przypowieści o synu marnotrawnym opuszcza przyjęcie i wychodzi przywitać zarówno młodszego, jak i starszego syna. Bóg patrzy na nas jak na szczęśliwą rodzinę, w której każde dziecko, bez względu na to, ile zrobiło, jest tak samo kochane. Liczy się nie efekt, ale chęć do pracy. Nie znaczy to, że nasze staranie jest nieważne i bez względu na to, co zrobimy Bóg i tak nas obdarzy zbawieniem. Zbawienie jest darem Boga. Od nas zależy jedynie chęć współpracy.

 

Kłótnie w królestwie Bożym

Mateusz Przanowski OP

Iz 55, 6-9 • Ps 145 • Flp 1, 20c-24. 27a • Mt 20, 1-16a

Ostatnio rozmawiałem z księżmi, którzy przekonywali mnie, że zakonnicy mają łatwiej, gdyż często nie mają na głowie parafii i właściwie to nie wiadomo, co robią. Zacząłem wymieniać nasze różne zaangażowania i nagle zdałem sobie sprawę z absurdalności tej logiki. Stare zakony podśmiewają się z nowych i odwrotnie, członkowie jednych grup charyzmatycznych mają coś za złe innym grupom, czytelnicy jednej katolickiej gazety nie cierpią innych katolickich gazet itp. W świetle dzisiejszej Ewangelii możemy zapytać: Spieramy się o to, kto tak naprawdę zasłużył na większą nagrodę od Boga? Czy to nie jest komiczne w królestwie Bożym? Czy zamiast denerwować się pytaniami, kto ma lepiej albo łatwiej, nie powinniśmy się zająć swoim powołaniem? Jakże inaczej wyglądałaby moja rozmowa z tymi księżmi, gdybyśmy raczej zastanowili się nad tym, co możemy zrobić, by być lepsi tam, gdzie jesteśmy. W królestwie Bożym są tacy, którzy od dzieciństwa są dobrymi katolikami, są też tacy, którzy nawrócili się późno, a nawet tacy, którzy się nawracają na łożu śmierci. Kto ma lepiej, a kto gorzej? Nie ma głupszego i bardziej pogańskiego pytania. Królestwo Boże to nasza wspólna sprawa, nasze wspólne dobro. Całe dobro, które otrzymuję, należy też do Ciebie, podobnie jak całe Twoje duchowe dobro jest moje.

Chrystus ostrzega nas też przed zazdrością. Zazdrość często przebiera się w kostium sprawiedliwości. Nie potrafimy się przyznać, że zazdrościmy komuś powodzenia w życiu i szczęścia, a czasem i Bożej łaski. Dlaczego jest tak, że są ludzie ode mnie zdolniejsi, mądrzejsi, trafnie odczytujący Boże drogi? Czy idealna sprawiedliwość nie powinna wyglądać tak, że wszyscy będą tacy jak ja, będą nosić te same ciężary i te samy kłopoty, tę samą „spiekotę dnia”?

Jezus naucza nas dzisiaj, że w królestwie Bożym nie ma miejsca na zazdrość, a powinno w nim panować zdumienie i bezinteresowna radość z piękna, zdolności i talentów naszych bliźnich. Wszyscy pracujemy w tej samej winnicy Boga, a Bóg daje każdemu tak, jak chce, według swojej mądrości i dobroci. Co jest skutkiem zazdrości? To wręcz trywialne, ale jest nim niezdolność do dostrzegania tego, co się od Boga dostaje. Ci, którzy otrzymali po denarze, zajęli się rozliczaniem innych, zamiast cieszyć się z zarobionych zgodnie z umową pieniędzy. Dzisiejsza Ewangelia stanowi wezwanie nas wszystkich, tych bardziej utrudzonych i tych mniej, tych, którym się lepiej powodzi, i tych, którym gorzej, do dziękczynienia Bogu za Jego niepojętą hojność.