W Chrystusie Bóg pojednał świat ze sobą, nam zaś przekazał słowo jednania.

Wideo na niedzielę:

O. Janusz Chwast i Boska.tv przedstawiają «Boskie Słowa»

Często boimy się napominać swojego brata i często kryje się za tym konformizm, lęk i skupienie się na sobie, na tym, co mogę stracić… A przecież taki czyn jest aktem miłosierdzia względem duszy!

Nagrania kazań na niedzielę:

 

Komentarze z miesięcznika „W drodze”:
Przykazania życia

Mateusz Łuksza OP

Ez 33, 7-9 • Ps 95 • Rz 13, 8-10 • Mt 18, 15-20

Kiedy czytam słowa Pawła, aby nikomu nic nie być dłużnym, poza wzajemną miłością, czuję, że zestawienie obok siebie niczego i miłości jest dość nieadekwatne. Miłość to przecież wszystko, co mamy i czego pragniemy, to bezinteresowność, przywiązanie, szacunek, oddanie, czułość… Jeśli więc mamy być dłużni ludziom tylko miłość, to jednak całkiem sporo.

Czym jest miłość? Pamiętam, jak w jednym z przedstawień teatralnych aktor grający rolę księdza – kaznodziei weselnego – wyjaśniał młodej parze: Myślicie, że wiecie, co to jest miłość? Tak? Nic nie wiecie, bo przecież miłość to trud, cierpienie, ofiara, wierność, a nie tylko przyjemność. Prawda z pewnością leży gdzieś pośrodku, chociaż myślę, że często w Kościele akcentujemy tę trudniejszą stronę, nie unikając moralizowania. Dzisiaj Paweł opisuje miłość realizującą/wypełniającą się poprzez przestrzeganie przykazań, także jako coś oczywistego i należnego od drugiego człowieka. Może to budzić nasz opór, bo przecież większość z nas wie, że to nie jest proste.

Wszyscy chcemy kochać i pragniemy, by ktoś kochał nas. Sami musimy odpowiedzieć sobie na pytanie, co tak naprawdę te pragnienia oznaczają. Chrystus nie chce nas przekonywać na siłę do jakiejkolwiek wizji miłości. Dzisiaj mówi tylko tyle: Żyj w prawdzie ze swoim bliźnim, zwłaszcza w prawdzie o tym, co trudne i bolesne między wami. Najpierw rozmawiaj i postaraj się wyjaśnić powód niezgody w cztery oczy. Jeśli to nie pomoże, szukaj wsparcia bliskich. Jeśli i to nie pomoże, odwołaj się do Kościoła.

Czasami bardzo trudno zrozumieć to, co się dzieje w naszym sercu, tę całą mieszaninę dobra i zła, która się w nim mieści. Wchodząc w dialog z drugim człowiekiem – z całą jego złożonością – może łatwiej nam będzie zrozumieć, że miłość wyrażająca się w przestrzeganiu przykazań głoszonych przez Kościół ma głęboki sens; że te wszystkie nakazy i zakazy nie są przeszkodą, lecz źródłem życia, i mogą pomóc przetrwać uczuciu dwóch osób, które się kochają, jak również nie zniszczyć go tym, którym wzajemna miłość nie wychodzi…

 

Pomoc braterska

Wojciech Surówka OP

Ez 33, 7-9 • Ps 95 • Rz 13, 8-10 • Mt 18, 15-20

W naszym zakonie nazywamy to correctio fraterna. Stara tradycja zwracania uwagi bratu, gdy ten wykroczył przeciw regule życia. Przez wiele wieków funkcjonowały w klasztorach również kapituły win – specjalne zebrania braci, podczas których każdy oskarżał się przed wspólnotą z przewinień. Oczywiście nie oskarżano się z grzechów, to zawsze było zarezerwowane wyłącznie dla spowiedzi, lecz jedynie z tego, co było niezgodne z Regułą. Sama nazwa correctio fraterna kojarzy się nam jednak zbytnio z gimnastyką korekcyjną lub korygowaniem czyichś błędów. Łatwo wpaść w pułapkę i pomyśleć, że jestem powołany do tego, by korygować innych. O. Emanuel Działa OP proponuje, abyśmy mówili o „pomocy braterskiej”.

Pomoc braterska dokonuje się dla Królestwa Niebieskiego i tym się różni od zwyczajnego zwracania uwagi. Jak pisze o. Emanuel: „Tylko wtedy Chrystus znajdzie się wśród nich, wszyscy zobaczą, co mają zobaczyć, powiedzą, co mają powiedzieć, przezwyciężą skłonności do obrażania się, resentymenty, ducha sprzeciwu, działania pod wpływem ukrytych, a niechwalebnych intencji”. Dlatego początkiem każdej pomocy braterskiej powinna być modlitwa. Tylko Duch Święty potrafi doprowadzić nas do całej prawdy.

Taka pomoc wymaga również stałego nawracania wszystkich, którzy w niej uczestniczą. O. Emanuel twierdzi, że istnieje konieczność nie tylko pierwszego, lecz drugiego i trzeciego nawrócenia. „Nie chodzi o wyoranie trzech bruzd obok siebie, lecz stałe pogłębianie pierwszej. (…) Otóż »pomoc braterska« podobna jest do dobrego pługa, który coraz bardziej pogłębia pierwszą bruzdę”.

Pomoc braterska stawia przed nami duże wymagania. Po pierwsze, ukazuje nam konieczność wspólnej Reguły. Chrześcijaństwo nie jest indywidualną sprawą człowieka. Wiara to nie mój prywatny ogródek. Wierząc, jesteśmy za siebie odpowiedzialni. Po drugie, wymaga od nas modlitwy. Nie jest zwykłym krytykanctwem, lecz wspólnym dbaniem o zbawienie innych. Tylko Duch Święty dany nam na modlitwie jest w stanie odsłonić tajniki serca. I po trzecie, pomoc braterska wymaga stałego nawrócenia.

Często stopniowy zanik pomocy braterskiej spowodowany jest zapomnieniem o trzech wyżej wspomnianych warunkach. Rozpoczyna się od sprowadzenia wiary do kwestii jedynie prywatnej, następnie dochodzi do porzucenia modlitwy, a kończy się na zaniku pragnienia nawrócenia. Można powiedzieć, że w jakimś sensie to, czy jestem w stanie zwracać innym uwagę, jest sprawdzianem dojrzałości mojej wiary.

 

Błogosławiony spór

Michał Paluch OP

Ez 33, 7-9 • Ps 95 • Rz 13, 8-10 • Mt 18, 15-20

Zwykle walka o dobre słowo kojarzy się nam z zaniechaniem kłamstw, obmów, plotek i ze zdobyciem się na błogosławieństwo: „jesteś chciany i kochany”. I słusznie. Wielką wartością jest zdolność do obdarowywania słowem, które ogarnia drugiego ciepłem i, co więcej, pomaga mu dostrzec zawarty w nim promyk światła. Takie słowo potrafi cuda. Czasem ma wręcz moc stwórczą. Ewangelia domaga się jednak od nas także umiejętności wejścia w spór: „Idź i upomnij… jeśli nawet Kościoła nie usłucha, niech ci będzie jak poganin i celnik”.

W większości wypadków nie chcemy i nie potrafimy przeżywać sporów. Mają one bardzo złą prasę. I płacimy za to cenę. Ileż instytucji i wspólnot jest całkowicie sparaliżowanych, ponieważ ich członkowie nie potrafią się zdobyć na oczyszczający konflikt! Ileż małżeństw rozpadło się dlatego, że małżonkowie nie nauczyli się ze sobą… kłócić! Konfrontowanie ze sobą wyborów dwóch wolności zastępuje udawanie jedności, które musi prędzej czy później pęknąć i doprowadzić do katastrofy.

Oczywiście, spory, podobnie jak i jednomyślne porozumienia, mogą być bezbożne. Obok krzyża Chrystusowego – sporu Boga z człowiekiem o człowieka, konfliktu płynącego z miłości i przynoszącego życie – istnieje także spór bunt upadłego anioła, który odmówił Bogu służby. Wchodząc w konflikt, musimy uczyć się być blisko Chrystusa, uważnie i z otwartością słuchać niewygodnych dla siebie racji, potrafić uznać swój błąd i wycofać się z niego. Lista składników duchowego zdrowia, które należałoby przebadać przed przystąpieniem do braterskiego upomnienia, mogłaby być zresztą znacznie dłuższa. Co więcej, ich wypełnienie nigdy nie zagwarantuje nam, że konflikt będzie całkowicie wolny od ciemności rodzących się z pychy i egoizmu.

Nie znaczy to jednak, że od sporu należy uciekać, ale że dla ewangeliczności naszych sporów bardzo istotny jest Kościół i jego sakramenty. To w nich rozeznajemy, otrzymujemy światło prowadzenia, wyrzekamy się naszych ciemności. To one pomagają nam prawdziwie – nie dla siebie, ale dla Chrystusa – stawać się znakiem sprzeciwu.