Ty jesteś Piotr – Opoka i na tej opoce zbuduję mój Kościół, a bramy piekielne go nie przemogą.

Wideo na niedzielę:

O. Paweł Gużyński i Boska.tv przedstawiają «Boskie Słowa»

Czy można dzieci nauczyć wiary? Czy rodzice mogą przekazać ją dzieciom? Nie mogą, to jest niemożliwe.
Człowiek wierzy dlatego, że Bóg mu się objawia. Człowiek wierzy dlatego, że Bóg porusza wnętrze ludzkie, odwraca niewiarę i przemienia ją w wiarę. To Bóg jest inspiratorem, początkiem, initium wiary w człowieku i jest wielkim opiekunem rozwoju tej wiary w człowieku. Wszystko, co mogą zrobić rodzice, to stworzyć sprzyjające warunki do tego, by Objawienie dokonało się dla ich dziecka.
Nie infantylizujcie swojej wiary i w konsekwencji nie infantylizujcie wiary swoich dzieci!

Nagrania kazań na niedzielę:

 

Komentarze z miesięcznika „W drodze”:
Klucz

Łukasz Wiśniewski OP

Iz 22, 19-23 • Ps 138 • Rz 11, 33-36 • Mt 16, 13-20

Gdy wsłuchuję się w dzisiejszą liturgię słowa, przemawia ona do mnie przede wszystkim jako słowo o kluczach. Najpierw prorok Izajasz wygłasza proroctwo nad Eliakimem, zapowiadając przekazanie mu kluczy domu Dawidowego. Następnie Chrystus, w scenie pod Cezareą Filipową, ustanawiając urząd Piotrowy, obiecuje pierwszemu spośród apostołów klucze królestwa niebieskiego, które staną się odtąd jego nieodłącznym atrybutem.

Słuchamy zatem słowa o kluczach. Czym są więc te klucze, o których mówią dzisiejsze czytania? Kto jest w ich posiadaniu i kim jest ów posiadacz? Zwykłym portierem czy panem domu? Do czego w końcu dają dostęp albo przed dostępem do czego chronią?

Nasi bracia chrześcijanie, czytając przez wieki słowa Izajasza o Eliakimie, widzieli w nich zapowiedź Mesjasza. To właśnie na ramionach Mesjasza spoczęły klucze domu Dawida. A nawet więcej, to sam Mesjasz stał się kluczem, otwierającym dom Dawida. Interpretacja ta znalazła wyraz w antyfonie adwentowej z 20 grudnia, w której Kościół bardzo niecierpliwie już czeka na święta Bożego Narodzenia i zwraca się do Mesjasza, prosząc, by przyszedł i nie zwlekał. Antyfona ta skomponowana jest właśnie ze słów Izajasza, które słyszymy dziś: „O Kluczu Dawida i Berło domu Izraela, Ty, który otwierasz, a nikt zamknąć nie zdoła, zamykasz, a nikt nie otworzy; przyjdź i wyprowadź z więzienia człowieka, pogrążonego w mroku i cieniu śmierci”.

Widzimy zatem, że Ten, kto ma klucz, nie jest odźwiernym, lecz posiada władzę. Skoro zaś Chrystus jest kluczem, to On sam jest mocą. Wpierw jest kluczem otwierającym więzienie. Jest więc kluczem oswobodzenia i przywracania wolności, którą sami sobie odbieramy. Dalej, jest On kluczem do oświecenia, dzięki któremu odzyskujemy zrozumienie nadprzyrodzonej głębi własnego życia. W końcu jest on kluczem do domu szczęścia, który, dzięki Niemu, dzień po dniu przed nami się otwiera, wzmacniając nadzieję, że w tym domu zamieszkamy na zawsze.

Ewangelia podsuwa nam dalszy trop w interpretacji kluczy. Chrystus mówi Piotrowi: „Tobie dam klucze królestwa niebieskiego”. W świetle proroctwa Izajasza trzeba więc powiedzieć, że Piotr, słysząc słowa Chrystusa, nie otrzymał tylko pewnego rodzaju władzy na Kościołem. Otrzymał znacznie więcej, otrzymał Tego, który sam jest kluczem. Chrystus zatem mówi Piotrowi: Piotrze, w Twoje ręce, a przez Twe ręce w ręce całego Kościoła składam siebie samego jako klucz dla człowieka, dzięki któremu będzie mógł opuszczać swoje więzienia, rozumieć Boży wymiar swojego życia i wchodzić do domu szczęścia, który mu przygotowałem.

Tak oto klucz do naszego życia znalazł się w naszych rękach.

 

Oblokę go w twoją tunikę, przepaszę go twoim pasem
Oblokę go w twoją tunikę, przepaszę go twoim pasem

Niewyparzony język

Adam Szustak OP

Iz 22, 19-23 • Ps 138 • Rz 11, 33-36 • Mt 16, 13-20

Każdemu zdarza się czasem powiedzieć coś, czego potem żałuje. Wypowiedzieć słowa, które chciałoby się potem cofnąć, odwrócić bieg wydarzeń. Mówiąc kolokwialnie, każdemu zdarza się czasem coś chlapnąć. Dzieje się to pod wpływem emocji, zaskakującego zdarzenia albo po prostu z powodu posiadania niewyparzonego języka. Zazwyczaj powiedzenie czegoś niestosownego lub w niewłaściwy sposób wiąże się z konsekwencjami. Trzeba przeprosić, odkręcić sytuację, która powstała w wyniku niefortunnej wypowiedzi. Czasem, kiedy sprawa jest poważna, trzeba dużo wysiłku i czasu, aby naprawić to, co zostało popsute.

Kiedy czytam dzisiejszą Ewangelię, myślę, że Piotr długo musiał sobie wyrzucać, że się odezwał, że nie pomyślał wcześniej o tym, co powiedział. Pan Jezus pyta uczniów o ludzkie patrzenie na Niego, a Ci – jak zazwyczaj – nie bardzo wiedzą, co powiedzieć. Mówią frazesy, dobrze znane, bezpieczne odpowiedzi. Piotr, widząc to, wyrywa się z szeregu i wypowiada zdanie niezwykłe, zmieniające wszystko w patrzeniu na Pana Jezusa. Pewnie sam nie do końca wie, co mówi. Chlapnął – można powiedzieć. I dostał za swoje. Pan Jezus od razu nakłada na niego ciężary, których po ludzku nosić się nie da, mówi o nim w sposób, który musiał go przerazić. Za jedno słowo o Mesjaszu zostać obarczonym związywaniem i rozwiązywaniem spraw tego świata, zastrzeżonych samemu Bogu? Za jedno wyrwanie się z szeregu zostać fundamentem całego Kościoła? Trochę za dużo.

Tak jednak jest w naszym byciu z Panem Bogiem. Jeśli tylko się wychylimy, jeśli tylko ośmielimy się wyjść z szeregu zwyczajności, On od razu przejmuje inicjatywę. Może nas to czasem przerażać – jeśli na serio zajmę się wiarą, jeśli na serio spróbuję przyjąć Jego pomysł na to, kim jestem, za dużo mnie to będzie kosztować, za dużo będę musiał pozmieniać w życiu. I co najgorsze – to całkowita prawda. Jednak tylko tak można robić rzeczy niezwykłe, tylko tak można przejść przez życie, które będzie pełnią. Jeśli ośmielimy się wychylić, ośmielimy się porzucić bezpieczną normalność i nijakość naszego życia, Pan odpowie, Pan nas poprowadzi. Trudną drogą, ale jedyną wartą zachodu.

 

Za kogo Mnie uważacie?

Mirosław Sander OP

Iz 22, 19-23 • Ps 138 • Rz 11, 33-36 • Mt 16, 13-20

Pierwszoplanową postacią fragmentu Ewangelii, który rozważamy, jest Piotr. Wyznaje mesjańską godność Jezusa – Syna Boga żywego – prawdę pochodzącą nie od niego, ale objawioną przez Ojca niebieskiego. Takie słowa nie mogły pochodzić od „ciała i krwi”, czyli od człowieka kruchego i słabego. Wyznanie Piotra jest dla nas niezwykle pocieszające, bo mimo tej kruchości i słabości stał się narzędziem Bożym. Co więcej, Jezus nazwał Piotra Kefa – skałą – fundamentem Chrystusowego Kościoła.

Jeśli, podobnie jak Piotr, poznamy, kim jest Jezus, również staniemy się skałą dla innych. Skała może być oparciem dla stóp. W obecności ludzi, którzy dają nam takie oparcie, przyznajemy się do siebie takich, jacy jesteśmy.

Wszyscy potrzebujemy oparcia w kimś, kto mocno stoi na własnych nogach, kto wie, czego chce od życia, czego chce od niego Chrystus. Tylko ktoś taki potrafi zrezygnować z własnego zdania. Skała nie znaczy beton. Skała to ktoś, kto pozwala innym mieć własne zdanie, kto daje pewność siebie i poczucie bezpieczeństwa, a także spokój i pokój wewnętrzny. Jeśli, jak Piotr, uznamy swoją słabość i ciemne strony własnego życia i z pokorą wyznamy je Bogu, będziemy mogli stać się skałą.

Warto zwrócić uwagę na uroczysty i podniosły charakter błogosławieństwa Piotra: „Błogosławiony jesteś, Szymonie, synu Jony”. Określenie osoby przez imię ojca wskazuje na szczególne znaczenie tej wypowiedzi. Dalej Jezus zmienia imię Szymonowi oraz wyjaśnia jego sens. Zmiana imienia w Piśmie Świętym zawsze oznaczała misję, szczególne powołanie w Bożych planach zbawienia (Rdz 17,5). Nowe imię Szymona – Kefa (Piotr) – wskazuje na to, że jest on skałą, fundamentem Kościoła, nazywanego przez Chrystusa „moim Kościołem”.

Wstęp do Domu Ojca przygotowany jest dla wszystkich. Od nas zależy, jaką odpowiedź damy Chrystusowi, gdy zapyta nas, „za kogo Mnie uważacie?”. Obyśmy potrafili sercem wyznać, że jest Synem Boga żywego, jest przede wszystkim kimś żywym i bardzo bliskim. Jest Panem, Mistrzem i Przyjacielem. Jest po prostu życiem.