Jezus głosił Ewangelię o królestwie i leczył wszelkie choroby wśród ludu.

Wideo na niedzielę:

O. Janusz Chwast i Boska.tv przedstawiają «Boskie Słowa»

To Słowo pokazuje ogromną miłość i wrażliwość Pana Jezusa na każdego człowieka. Czy my – względem ludzi, którzy są „na zewnątrz” Kościoła, którzy są w nie najlepszych relacjach z Bogiem – jesteśmy otwarci, czy wychodzimy do nich, pragniemy ich zbawienia?
Pan Bóg chce okazać wszystkim swoje miłosierdzie – przez nas. Nam powinno zależeć absolutnie na każdym człowieku, bo Bogu zależy na każdym człowieku.

Nagrania kazań na niedzielę:

 

Komentarze z miesięcznika „W drodze”:
Hojność w dawaniu

Jakub Bluj OP

Iz 56, 1. 6-7 • Ps 67 • Rz 11, 13-15. 29-32 • Mt 15, 21-28

Niełatwa jest dzisiejsza ewangelia. Jezus ignoruje matkę, która prosi Go o pomoc, nie odpowiada jej ani słowem. Uczniowie się za nią wstawiają, ale robią to wyłącznie dlatego, żeby mieć święty spokój. Kiedy kobieta nie daje za wygraną, Chrystus zbywa ją niezbyt przyjemnym zdaniem. A my, słysząc te słowa, myślimy sobie: Jak można tak traktować drugiego człowieka? To nasze oburzenie sprawia, że zazwyczaj nie słyszymy już dalszej wymiany zdań. Umyka nam to, co w tym czytaniu najważniejsze – odpowiedź kobiety i słowa, które mówi do niej Nauczyciel.

Kobieta prosi o uwolnienie córki od złego ducha, ale podkreśla, że będzie to miłosierdzie i pomoc okazana jej. Na słowa Jezusa o tym, że nie zabiera się chleba dzieciom, żeby dać jeść psom, odpowiada, że nie tak ma się sprawa, kiedy mówimy o rzeczywistościach duchowych. To nie jest gra, w której ktoś musi przegrać, żeby ktoś mógł wygrać, ktoś musi stracić, żeby ktoś mógł zyskać. Uwolnienie córki z opętania – symbol zwycięstwa nad złem i nadejścia zbawienia – nie pozbawia nikogo możliwości uczestnictwa w nowym czasie zapoczątkowanym przez to wydarzenie – czasie zbawienia.

Choć ta perykopa mówi przede wszystkim o wytrwałości w proszeniu, to może nawet bardziej dotyczy ona Bożej hojności w dawaniu. A Bóg nie ogranicza się do ludu, który od wieków był Jego, ale to, co ma najcenniejszego – ocalenie w Jezusie – daje całej ludzkości.

Opowiadanie to obrazuje piękną wizję proroka Izajasza: zbawienie, ocalenie od zła nadeszło, Boża sprawiedliwość objawiała się, narody pogańskie (a wśród nich my) idą za Zbawicielem. A jednak, urzeczywistnienie przewyższa niezmiernie zapowiedź. Nie chodzi tylko o fizyczne zrealizowanie przyjścia do Wzgórza Świątynnego w Jerozolimie, włączenie się w kult Izraela. To ciało Jezusa, Kościół, stał się nową świątynią (por. J 2,21–22, Kol 1,18), domem modlitwy dla wszystkich narodów, w którym realizuje się kult w Duchu i prawdzie (por. J 4,21–24). Z naszego punktu widzenia to niemal oczywiste, ale w okolicach Tyru i Sydonu dwa tysiące lat temu była to istna rewolucja.

 

Bliski Bóg

Stanisław Nowak OP

Iz 56, 1. 6-7 • Ps 67 • Rz 11, 13-15. 29-32 • Mt 15, 21-28

Wiara Kościoła powszechnego nie jest „na wiarę”. Nie jest tylko aktem zaufania, który pozwala skoczyć w gęsty mrok z bezpodstawną nadzieją, że może na samym dole jest ktoś, kto nas ewentualnie złapie. To nie jest katolicka wizja wiary. Bóg nie domaga się zaufania „w ciemno”, nie powie: „Jeśli masz problem, to uwierz mocniej”. Zaufanie buduje się na wspólnym doświadczeniu – na tym, że nie zostałem zawiedziony. Bóg zawsze wychodzi pierwszy z inicjatywą. To On jest Stwórcą, to On zaproponował pakt o nieagresji i wzajemnym świadczeniu sobie dobra zwany Przymierzem, to On posyła proroków, a w końcu – choć bardzo Go zawiedliśmy – posyła swojego jedynego i ukochanego Syna. Dlaczego?!

Bo Bóg wierzy w nas mocniej niż my w Niego.

W tym kontekście warto popatrzeć na zdziwionego Jezusa, przed którym klęczy upokorzona kobieta kananejska. Przedpaschalna misja Jezusa i uczniów jest skierowana przede wszystkim do Ludu Wybranego, bo oni nie muszą wierzyć w ciemno. Ich zaufanie do Boga miało się budować na konkretnych wydarzeniach, przez które poznali, że Bóg ich nie zawiódł, kiedy wojska faraona ruszyły z pościgiem, gdy wielokrotnie zawierał przymierze z ludem i pouczał ich przez proroków, aby oczekiwali zbawienia: poznania Ojca i Tego, którego pośle – Mesjasza tzn. Chrystusa. Obietnica oznacza dobro, które ma się dopiero ujawnić, tak więc wiara ludzi otoczonych objawieniem Boga jest odpowiedzią na to, kim jest Bóg i jak działa. A ta kobieta jako poganka była poza doświadczeniem tak cudownej ingerencji Boga w rzeczywistość jej życia. Jednak przyszła błagać o litość. Jezus nie zostawił jej prośby bez odpowiedzi: „O niewiasto, wielka jest wiara twoja; niech ci się stanie, jak chcesz!”.

Po Zmartwychwstaniu i Zesłaniu Ducha Świętego Kościół głosi poganom, że nasz Bóg jest ich Bogiem przez odkupienie całej ludzkości. Nie ma już kobiet kananejskich, których wiara opierałaby się jedynie na akcie ufności, bo nawet on jest poprzedzony Duchem Świętym. Warto próbować Go choć trochę zrozumieć. On rozumie nas pierwszy.

Za Karlem Rahnerem warto sobie czasem powiedzieć, że moja wiara należy bardziej do Niego niż do mnie, bo to nie ja wyszedłem pierwszy z propozycją przyjaźni, wręcz przeciwnie.

 

Stanąć w prawdzie

Maciej Soszyński OP

Iz 56, 1. 6-7 • Ps 67 • Rz 11, 13-15. 29-32 • Mt 15, 21-28

Po przeczytaniu Ewangelii bardzo łatwo możemy ulec pokusie zgorszenia zachowaniem Pana Jezusa, który z dużym dystansem reaguje na prośbę kobiety kananejskiej. Trudno się uwolnić od pojawiających się pytań. Jak On mógł tak powiedzieć, czy nie zauważył troski matki o los własnej córki, czy naprawdę nic Go to nie obchodziło? Chciałoby się zawołać: „Tak nie rozmawia się z człowiekiem, to uwłacza ludzkiej godności, takimi słowami można głęboko zranić”. Nie ma się czemu dziwić, że gdy czytamy tę Ewangelię, pojawiają się w nas pytania i rozterki. Często mogą być one wyrazem przeżywania naszej codzienności. Ile razy słyszeliśmy, że ktoś zgorszył się postawą kleru, został zraniony przez swoich najbliższych albo zaingerowano w jego godność czy wolność osobistą. Wiele takich historii kończy się decyzją o odejściu od wspólnoty Kościoła, zerwaniem przyjaźni czy wielkim oburzeniem na cały świat.

Warto jednakże zadać sobie jeszcze jedno pytanie. Co musiało się stać w sercu owej Kananejki, która choć usłyszała pod swoim adresem porównanie do psa, nie odeszła obrażona i zgorszona postawą Tego, o którym mówiono, że jest synem Dawida i ma moc uzdrawiania, ale wbrew wszelkim zasadom i logice pozostała i zaczęła z Nim rozmowę. Jej serce musiało przeżyć nawrócenie, które popchnęło ją do odkrycia i uznania w Jezusie prawdziwego i jedynego źródła dającego życie, przywracającego zdrowie i uwalniającego od złych duchów. Przemienione serce daje kobiecie odwagę i moc do stanięcia przed Jezusem w całej prawdzie o sobie z konkretną historią życia, na którą składa się zarówno pogańskie pochodzenie i związany z tym lęk przed odrzuceniem, jak i matczyna troska o dziecko męczone przez złego ducha. Przychodzi do Jezusa z pełną świadomością tego, kim jest, i ufa, że zostanie wysłuchana. Ten, który pozornie ją zranił, w rzeczywistości zaprosił ją do pełniejszego spotkania, nie pozostał obojętny na tak zdecydowany akt wiary i spełnił jej prośbę.

Warto sobie przypominać to ewangeliczne wydarzenie, kiedy mamy pokusę odejść od Jezusa, czując się niegodni Bożej miłości czy przebaczenia. Wypowiedź kobiety z dzisiejszej Ewangelii jest pełną ufności modlitwą do Tego, który zna nas lepiej niż my sami siebie. Taka świadomość jest bardzo uwalniająca, gdyż pozwala nam przyjść do Jezusa w całej prostocie i zaufaniu takimi, jakimi jesteśmy, prosić go o pomoc w trudnościach i kryzysach. Tylko ufna wiara w Boże miłosierdzie jest w stanie wytrzymać zawód związany ze słabością, z którą nie możemy sobie poradzić, czy z gorszącym zachowaniem drugiego człowieka.