Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że tajemnice królestwa objawiłeś prostaczkom.

Wideo na niedzielę:

O. Janusz Chwast i Boska.tv przedstawiają «Boskie Słowa»

Żeby przyjść do Jezusa, trzeba być maluczkim, pokornym.
Bez Boga się nie uratujemy – tylko On może ściągnąć z nas obciążenie, tylko On może z nas ściągnąć nasze grzechy, ale żeby tego doświadczyć, potrzebujemy prostoty, pokory, bycia małymi.
Jeżeli zaniedbujemy niedzielną Eucharystię i całymi tygodniami żyjemy bez łaski uświęcającej, to polegamy na sobie, a trud życia i grzech przygniatają nas coraz bardziej.
Nie bądźmy głupcami! Bądźmy mądrymi i roztropnymi prostaczkami.

Nagrania kazań na niedzielę:

 

Komentarze z miesięcznika „W drodze”:
Zaangażować się

Mateusz Łuksza OP

Za 9, 9-10 • Ps 145 • Rz 8, 9. 11­-13 • Mt 11, 25-30

Chrystus chce objawić prawdę o Bogu przede wszystkim tym, którzy są utrudzeni i obciążeni. Mówi więc do nas, utrudzonych i obciążonych pracą, tempem życia, wymaganiami cywilizacji, a także własną słabością. Chyba wszyscy pragniemy, aby ktoś nas pokrzepił i zdjął z nas ciężar codzienności i ciężar nas samych, odjął nadmiar obowiązków, dał czas na odpoczynek. Jezus nam to obiecuje, chociaż w dość zaskakujący sposób. Chce nas wzmocnić, ale nie przez odjęcie jakiegoś ciężaru, lecz przez dodanie jeszcze jednego. „Weźcie moje jarzmo”, mówi.

Jarzmo nakładano zwierzętom, które tak zaprzęgnięte stawały się „narzędziem” do pracy fizycznej. Kiedy więc słyszę zaproszenie Jezusa do przyjęcia Jego jarzma, oznacza to, że mam wziąć na siebie trud, z którym wiąże się Ewangelia. „Weź jarzmo na siebie”, to znaczy stań się posłuszny Słowu, które do Ciebie wypowiadam. Zacznij prawdziwie – może czasem aż do bólu – zmagać się z tym, czego od ciebie wymagam. Oddaj Mi swoje serce, nie przyjmuj Ewangelii tylko na poziomie intelektu. Przestań być biernym obserwatorem, zaangażuj się wszystkimi swoimi siłami.

Chrystus nie mówi tak naprawdę nic odkrywczego. Każde dobro i wartość kosztują. Nie można być dobrym ojcem czy matką bez oddania swoich sił. Nie można być dobrym uczniem bez poświęcenia czasu i zaangażowania serca. Nie ma dobra bez cierpienia i zmagania się. To samo dotyczy nas chrześcijan.

Jeśli jednak zdecydujemy się poważnie przyjąć i wypełniać słowa Jezusa, to w naszym życiu spełni się obietnica, o której On mówi. Jego jarzmo – przykazań, wezwania do miłości siebie i bliźniego, moralności – stanie się rzeczywiście czymś słodkim i lekkim w naszym życiu. Przecież to wszystko, co powstaje w nas w wyniku życia z Bogiem i zmagania się o Jego prawdę: przebaczenie, miłosierdzie, wolność, świadomość, że Bóg jest dobrym Ojcem – jest czymś, co daje nam siłę do życia i czyni je możliwym pośród bezwzględnych wymagań współczesności. Jego jarzmo wyryte w naszym sercu pozwala nam wciąż zaczynać od nowa – zwłaszcza kiedy jesteśmy przygnieceni i nadmiernie obciążeni.

 

Duch i ciało odpoczną

Paweł Krupa OP

Za 9, 9-10 • Ps 145 • Rz 8, 9. 11­-13 • Mt 11, 25-30

„Bracia, wy nie żyjecie według ciała, lecz według Ducha” (Rz 8, 9).

Wielokrotnie zarzuca się chrześcijanom, że wprowadzili do kultury naszego kontynentu ideę napięcia, a nawet wrogości między ciałem i duchem. Często, w publicystyce wszelkiego rodzaju, przeciwstawia się grecki ideał pięknego ciała, uwielbienie kultury fizycznej, ubóstwienie tego, co cielesne czy erotyczne, obrazowi chrześcijanina zaniedbującego ciało, dręczącego je różnorakimi umartwieniami i pokutą, odwróconego od piękna tego świata i bezustannie patrzącego w niebo.

Zapomina się przy tym, że to właśnie od Greków przejęliśmy pojęcie ciała jako grobu duszy, że to ich filozofowie propagowali często cielesnoduchowy dualizm oraz że to tłum Ateńczyków wyśmiał św. Pawła Apostoła, kiedy na Areopagu zaproponował im wiarę w zmartwychwstanie ciała. Zapomina się również, że w średniowieczu ci, pozornie wrodzy cielesności, chrześcijanie przykryli nagość Europy płaszczem przytułków, domów pielgrzyma i szpitali, gdzie zmęczone i chore ciała mogły znaleźć pokrzepienie i zdrowie. Czy krytycy chrześcijańskiej antycielesności wiedzą, że Matka Teresa w jednym z domów w Kalkucie kazała umieścić nad wanną, w której myto przynoszonych z ulicy biedaków, napis: Ciało Chrystusa?

Gdy czytamy św. Pawła szybko i powierzchownie, możemy odnieść wrażenie, że ciało jest naszym wrogiem, że powinniśmy raczej ćwiczyć i rozwijać ducha, aby jak silny atleta podbił i ujarzmił nasze ciało. Jeśli tak jest, to czym się różnimy od starożytnych stoików lub epikurejczyków, którzy proponowali ludzkości podobne zapasy bądź wyniosłe oddalenie od cielesności? Odpowiedzi udziela nam sam Apostoł: „A jeżeli mieszka w was Duch Tego, który Jezusa wskrzesił z martwych, to Ten, co wskrzesił Chrystusa Jezusa z martwych, przywróci do życia wasze śmiertelne ciała mocą mieszkającego w was swego Ducha” (Rz 8,11). Nie chodzi więc o walkę naszego ducha z naszym ciałem, lecz o to, aby nasz duch i ciało zanurzyły się w Duchu Chrystusowym. Nie idzie o bitkę na pięści, lecz o stworzenie harmonii dzięki przyjęciu na siebie „słodkiego jarzma i lekkiego brzemienia” (por. Mt 11,30), które proponuje nam Jezus. Dzięki niemu zarówno nasz duch, jak i nasze ciało odpoczną, odetchną. Bo nie wrogość i ostateczne rozdzielenie są ich przeznaczeniem, lecz życie wieczne.

 

Molestowanie duchowe

Tomasz Zamorski OP

Za 9, 9-10 • Ps 145 • Rz 8, 9. 11­-13 • Mt 11, 25-30

Molestowanie duchowe – tak przypuszczalnie można nazwać ewangelizacyjne praktyki uprawiane podczas wakacyjnych rekolekcji, na które dane mi było jeździć w czasach dość już zamierzchłych. Pozostały wspomnienia i podziw dla górali odznaczających się nieprawdopodobną wręcz cierpliwością dla młodocianych, a pobożnych i gorliwych natrętów.

Nauczeni biblijnych numerków i cytatów nie rozumieliśmy mowy prostych ludzi. Ich opowieści o Księdze Stworzenia, o drzewach, pracy, siedzeniu przed domem, o przydrożnej kapliczce, raczej nie budziły szacunku. Zamknięci w swej religijnej i rzekomo oświeconej wierze nie umieliśmy zrozumieć tego, co najważniejsze i proste, ale tylko dla prostych.

Uczyli przecież wdzięczności, która rodzi się z dobrego patrzenia dotykającego rzeczy zakrytych. Owej przedziwnej zdolności widzenia świata od wewnątrz, od strony Bożego zamysłu. Owocem takiego spojrzenia jest pokój duszy, świadomość bycia na właściwym miejscu i we właściwym czasie. Cierpliwość wobec pytań, na które nie tak łatwo znajdujemy wyczerpujące odpowiedzi.

Boga nie da się poznać tylko rozumem. Zbliżanie się do tajemnic wiary może człowieka uczynić zarozumiałym posiadaczem prawd, dlatego tak bardzo potrzebujemy łagodności i pokory, która oznacza świadomość własnej kruchości i niepełności naszego poznania. Chrześcijanie poznają swojego Pana przez wiarę, a więc otwartość na tajemnicę Tego, który objawia się człowiekowi na wiele sposobów. To poznanie jednak jest możliwe tylko wówczas, gdy kochamy. Wtedy wszystko, co się wydarza, co nas otacza, jest Jego szyfrem i to szyfrem do odczytania.

„Żyjemy według ducha”, który nas, ludzi zmęczonych i zniechęconych, napełnia Sobą, to zaś oznacza wejście w bliskość. Celem naszego życia jest upodobnić się do Niego, czy jak mówią mistycy, zjednoczyć i stać się Nim. Może to zbyt odległe i mgliste dla ludzi oddanych sprawom tego świata, ale nie dla wierzących, którzy chcą widzieć więcej i ciągle się uczą rozpoznawać Pana.

Chcą „wziąć jarzmo”, czyli chcą być gotowi na trud życia według Bożych zasad, a więc Bożego widzenia spraw człowieka. Wbrew podejrzeniom, które kierujemy pod Jego adresem w chwilach zwątpień i wydawałoby się zbyt ciężkiego jarzma, warto pamiętać, że On zawsze był obecny we wnętrzu każdej naszej sprawy, tęsknoty, niezaspokojonego oczekiwania.

Jeżeli zaprzęgnięty zostaniesz w jarzmo Jezusa, możesz mieć pewność, że On nie zrezygnuje i nie odpuści, w chwili próby będzie po Twojej stronie. Boża strona jest najbardziej i najprawdziwiej ludzką stroną. O tym doskonale wiedział mój góral…