Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba. Jeśli kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki.

Nagrania kazań na Boże Ciało:

 

Komentarze z miesięcznika „W drodze”:
Przedsmak

Jarosław Głodek OP

Pwt 8, 2-3. 14b-16a • Ps 147B • 1 Kor 10, 16-17 • J 6, 51-58

Między człowiekiem takim, jaki jest, a takim, jaki może się stać, jest różnica taka, jak między chlebem a eucharystią. Żyjemy na co dzień zwykłym życiem, zajęci własnymi sprawami, a przecież nie całkiem źli. Dajemy swój czas najbliższym, mozolnie budujemy nasze domy, rodziny. A jednak raz po raz budzi się w nas pragnienie, by dać z siebie więcej. By przestać się martwić o to, komu przypiszą zasługi, ale po prostu kochać i czynić dobro dla innych. Bo to przynosi radość. Dobro rozdane i życie oddane przynosi poczucie spełnienia i szczęście po prostu. Jeśli ktoś nie wierzy, to niech spróbuje.

Przekonanie o tym, że warto budować ludzkie więzi i oddawać siebie tym, których się kocha, jest przedmiotem wiary, ale takiej, która potwierdza samą siebie. Ta wiara daje w zamian przedsmak szczęścia, którego inaczej nigdy byśmy nie skosztowali ani nawet się nie spodziewali. Greckie prolepsis oznacza zapowiedź, która zawiera już to, co zapowiada. Jesteśmy chlebem, bo karmimy sobą tych, których kochamy. Ale stajemy się eucharystią, gdy ta miłość łączy się z Bożą miłością i gdy odkrywamy, że przez to dawanie się innym włączamy się w większe od nas Dawanie, że jesteśmy częścią Bożej miłości, która objawia się w nas i przez nas. Każdy okruch dobra w naszym życiu jest przedsmakiem większego dobra, jest zapowiedzią, która ma w sobie to, co zapowiada. Prolepsis to Boże „zakąseczki”, które nas karmią, zapowiadając ucztę.

Boże Ciało to nie tylko procesje i feretrony. To nie tylko wspominanie przeszłych wydarzeń. Inny grecki termin: anamnesis oznacza właśnie wspomnienie, ale takie, które uobecnia to, co się kiedyś wydarzyło. To, co było, staje się teraz, a to, co jest teraz, jest już tym, co będzie. Taka jest eucharystia: anamnesis i prolepsis, to, co było, jest i będzie: w jednym kawałku.

Eucharystia to prawdziwe życie, które się staje i które się w nas rozwija. To życie jest darem, który pochodzi ze źródła prawdziwego Życia. Możemy czuć niedosyt, że Bóg postanowił być obecny pośród nas „tylko” w postaci Chleba i Wina. Mógł przecież jakoś wyraźniej, skuteczniej. A tu tylko Chleb. Ale tak jest dobrze. Bóg staje się częścią mojego życia i mojego ciała, nie zabierając mi mojego życia i mojego ciała. Przemienia mnie od środka, sprawiając, że sam mogę stawać się eucharystią.

 

Za was i dla was

Cyprian Klahs OP

Pwt 8, 2-3. 14b-16a • Ps 147B • 1 Kor 10, 16-17 • J 6, 51-58

Podobno w średniowieczu mnisi z Cluny, przystępując do komunii świętej, zdejmowali buty – jak Mojżesz zbliżający się do Krzewu Gorejącego, do Najświętszego.
Zdumiewająca jest ludzka zdolność oswajania tego, co niezwykłe. Bo przecież dla nas Eucharystia, komunia święta, jest czymś zwyczajnym, a przez to może nieraz zbyt mało cenionym. Zdarzało mi się spotkać ludzi, którzy z powodu poplątanego życia nie mogą przyjmować Eucharystii – niektórzy z nich mają jednak tak wielkie pragnienie komunii, jakiego nie spotyka się u większości praktykujących katolików.

Uroczyste świętowanie Bożego Ciała ma swój początek w widzeniach św. Juliany z Liege i zostało wprowadzone najpierw w diecezji Liege, ale wkrótce rozszerzono je na cały Kościół. Przyczynił się do tego cud, który miał miejsce w Bolsenie niedaleko Orvieto: podczas mszy świętej, którą sprawował ksiądz wątpiący w realną obecność Chrystusa w Eucharystii, uniesiona przez niego hostia zaczęła krwawić, co przekonało niedowiarka księdza i wielu innych – dawniej i dziś.

Różne były losy tej uroczystości i różne przypisywano jej znaczenia: wyznanie wiary w realną obecność Chrystusa w Najświętszym Sakramencie; uświęcenie miast i wsi; błogosławieństwo pól, uproszenie dobrej pogody i urodzaju. U nas w czasach PRL-u można było nieraz usłyszeć – a i dzisiaj jeszcze można – że podczas procesji Bożego Ciała mamy „zamanifestować naszą wiarę” (cokolwiek to znaczy).

Ostatecznie jest to święto Eucharystii. W moim jej przeżywaniu ostatnio na pierwszy plan wysuwają się dwie myśli. Pierwsza dotyczy kruchości. Kiedy łamię hostię nad ołtarzem, często myślę o tej kruchości i o tym, że Jezus właśnie tak chce do nas przychodzić. „Bierzcie i jedzcie, to jest moje Ciało za was wydane”. Za was i dla was. Możecie z nim zrobić, co chcecie. Możecie nim wzgardzić, zlekceważyć je, okazać mu obojętność. Możecie je z miłością przyjąć, wziąć do siebie i patrzeć, jak w was rośnie, i rosnąć razem z nim.

Druga myśl, zaczerpnięta od Jana Pawła II, dotyczy komunii. Zachwyciło mnie spostrzeżenie papieża, że w komunii nie tylko każdy z nas przyjmuje Chrystusa (to dla nas dość oczywiste), ale też Chrystus przyjmuje każdego z nas! Chrystus przystępuje do komunii, by mnie przyjąć. To dla mnie jest rzeczywiście wielkie święto!

 

Quo vadis, Domine?

Wojciech Surówka OP

Pwt 8, 2-3. 14b-16a • Ps 147B • 1 Kor 10, 16-17 • J 6, 51-58

„Pamiętaj na wszystkie drogi, którymi cię prowadził Pan”. Są to słowa skierowane do Narodu Wybranego, który wyszedł z niewoli egipskiej i podczas wędrówki przez pustynię doświadczał opieki Jahwe. Nie była to sytuacja komfortowa dla Izraela – „On cię prowadził przez pustynię wielką i straszną, pełną wężów jadowitych i skorpionów, przez ziemię suchą, bez wody”. Mimo że Izraelici opuścili ziemię niewoli, nie czekała ich łatwa droga, wielokrotnie byli bliscy wyczerpania. W swojej wędrówce cały czas pozostawali jednak pod opieką Jahwe, który troszczył się, by dać im to, co jest konieczne do życia – „On ci wyprowadził wodę ze skały najtwardszej. On żywił cię na pustyni manną, której nie znali twoi przodkowie”. Wszystko to otrzymują od Niego, sami z siebie nic nie posiadają – nie mają pola, żeby móc je uprawiać, nie mają bydła, żeby móc je hodować. Wszystko otrzymują z ręki Boga, który jest ich jedyną nadzieją.

Nadzieja ta zrealizowała się dla nas w Chrystusie. W Ewangelii Jezus mówi o sobie – „Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba”, a w rozmowie z Samarytanką – „Kto zaś będzie pił wodę, którą Ja mu dam, nie będzie pragnął na wieki”. On jest odpowiedzią na nasz głód i nasze pragnienie, On jest naszą nadzieją. Przychodzimy do Niego, aby się posilić i aby mieć życie w obfitości. W zestawieniu z sytuacją Izraelitów na pustyni możemy zobaczyć, czym dla nas jest Ciało i Krew Chrystusa – nie jest to dodatek do naszego pobożnego życia, ale absolutna konieczność.

Kiedy uczestniczymy w procesji Bożego Ciała, możemy postawić sobie pytanie – dlaczego wychodzimy z Jezusem na ulicę? A może właściwiej byłoby zapytać, dlaczego Jezus wychodzi na ulice? A my, dlaczego jesteśmy przez Niego prowadzeni? Wierzę, że nie jest to jedynie ukazanie światu wielkości Kościoła ani prośba o pobłogosławienie naszych ulic i domów, ale procesja ta ma głęboki sens duchowy. Jezus idzie do miasta. Możemy zadać Mu pytanie, które według legendy postawił Mu św. Piotr – Quo vadis, Domine? Jezus wraca do Rzymu, ponieważ Piotr z niego ucieka. Idzie, aby jeszcze raz dać świadectwo o miłości Ojca, miłości do końca.

Jezus podczas Ostatniej Wieczerzy mówi: „Po tym wszyscy poznają, żeście uczniami moimi, jeśli będziecie się wzajemnie miłowali”. Podczas procesji Bożego Ciała Jezus daje nam przykład. W tym świecie, do którego przyszedł, wciąż czeka na nas ktoś, kto nie ma chleba i wody, kto cierpi, kto nie zna Boga.