Jeśli Mnie kto miłuje, będzie zachowywał moją naukę, a Ojciec mój umiłuje go i do niego przyjdziemy.

Wideo na VI Niedzielę Paschy:

O. Paweł Gużyński i Boska.tv przedstawiają «Boskie Słowa»

W tej Ewangelii nie znajdziemy pożywki dla popularnych prób interpretowania tego, czym jest miłość, a mianowicie, że miłość to przede wszystkim albo wyłącznie sprawa uczuć. Tutaj o uczuciach nie ma ani słowa. Jezus bardzo subtelnie opowiada o wspólnym zamieszkaniu – człowieka w Bogu i Boga w człowieku – to jest właśnie miłość, głęboka więź, bliska relacja, kiedy to kochający mieszka w osobie kochanej i nawzajem…

 

Nagrania kazań na VI Niedzielę Paschy:

 

Komentarze z miesięcznika „W drodze”:
Dać dowód nadziei

Łukasz Wiśniewski OP

Dz 8, 5-8. 14-17 • Ps 66 • 1 P 3, 15-18 • J 14, 15-21

Zawsze, gdy słucham apelu świętego Piotra: „Bądźcie gotowi do obrony wobec każdego, kto domaga się od was uzasadnienia tej nadziei, która w was jest”, czuję dreszcz emocji. Z jednej strony wiąże się on z fascynacją, gdyż przecież jako zakonnik i kaznodzieja, porwany doniosłością tego wezwania, zainwestowałem całe życie w sprawę głoszenia i uzasadniania mojej chrześcijańskiej nadziei. Z drugiej jednak strony są w nim odcienie lęku, jeśli bowiem moje wysiłki prezentowania i uzasadniania mocy wiary okażą się mało przekonujące i wiarygodne, skompromituję nie tylko swoje osobiste wybory, lecz nade wszystko przyniosę kompromitację samemu Chrystusowi.

Niezależnie jednak od emocji, które towarzyszą apelowi Piotra, dostrzegam, że są w nim zawarte co najmniej trzy niepodlegające dyskusji prawdy.

Po pierwsze, chrześcijanin jest reprezentantem nadziei. Powiem więcej, życie wiarą jest najpewniejszą, najbardziej trwałą i najbardziej bezpieczną przystanią nadziei, do której może przybić człowiek w swym życiu. Po drugie, chrześcijańska nadzieja nie jest czymś mglistym, nie jest fantomem rzeczywistości ani tylko pobożnym życzeniem. Piotr mówi, że jest ona konkretna. Można ją zrozumieć, opisać, uargumentować, udowodnić i opowiedzieć innym. Po trzecie wreszcie, możemy być pewni, że zawsze znajdą się tacy, którzy, kierowani szczerym poszukiwaniem, ciekawością, przypadkiem, a czasem nawet ironią, będą się domagać od nas zdania sprawy z naszej chrześcijańskiej nadziei.

Rzecz wydaje się poważna – dać świadectwo nadziei – i trudna. Jak dobrać słowa, by ją opisać, i jak sformułować jej dowód, skoro wydaje się, że nadzieja, która dziś jest we mnie, nie jest oparta na moim „dziś”, lecz jest zakotwiczona gdzieś dalej, w wieczności, czyli w głębi samego Boga? Potrzebny jest więc most, który połączy moje dzisiejsze życie z najgłębszymi tajemnicami Boga, a dowód, dany nadziei, będzie opisem tego mostu, który mnie prowadzi wprost do serca Boga.

Słucham dziś apelu Piotra jako wezwania, by być prorokiem, czyli ubrać w życie, a następnie w słowa, moją chrześcijańską nadzieję. Nie mogę nigdy przestać poszukiwać jak najlepszego stroju dla mojej nadziei, czyli jak najlepszego opisu tego mostu, który łączy mnie z sercem Boga. Domagają się tego ode mnie ci wszyscy, którzy chcą, bym dał dowód nadziei. A ja nie mogę im odmówić. Chodzi bowiem o to, by oni sami, parafrazując słowa Augustyna, widząc me dowody – uwierzyli, wierząc – zaufali, a ufając – umiłowali.

 

Między wierszami

Adam Szustak OP

Dz 8, 5-8. 14-17 • Ps 66 • 1 P 3, 15-18 • J 14, 15-21

Czytanie między wierszami, zwane inaczej domyślaniem się albo wręcz konfabulacją, może być czynnością zarówno niezwykle owocną, jak i niezwykle niebezpieczną. Może dać wspaniałe owoce dotarcia do nieoczywistej prawdy, otwierającej oczy na sedno sprawy, ale może również sprowadzić na manowce poprzez nakładanie na rzeczywistość fikcyjnej kalki owo sedno fałszującej. Mając w pamięci wspomniane niebezpieczeństwa, myślę, że warto dzisiejsze czytania między wierszami poczytać.

Otóż jesteśmy w Samarii, gdzie z wielką mocą działa Filip. Uzdrawia, dokonuje wielu cudów, wzbudza powszechną radość. Jak się okazuje, nie jest jednak w stanie „sprowadzić” Ducha Świętego na ochrzczonych. Przybywają w tym celu, posłani z Jerozolimy, Piotr i Jan, którzy cudów w Samarii nie dokonują, ale Ducha Świętego udzielają. Nie mamy w tym opisie ani słowa o ich przyjęciu, ale myślę, że można przypuszczać, iż nie było ono takie entuzjastyczne, jak wobec Filipa. Pewnie mieszkańcy Samarii słyszeli o zaparciu się Piotra, o jego zdradzie. Może mu to wypominali? Może woleliby przyjąć Ducha Świętego od Filipa? Takie myśli rodzą się, kiedy słyszymy fragmenty listu Piotra w drugim czytaniu. Kiedy pisze on o konieczności obrony nadziei przed każdym, kto ją kwestionuje – może pisze o zarzutach, które mu stawiano? Kiedy pisze o pokorze w przyjmowaniu oskarżeń, które mają zawstydzić rzucających je – może pisze o własnym upokorzeniu płynącym z niegdysiejszej zdrady? Może Piotr nieustannie musiał potwierdzać swoje prawo do bycia uczniem i apostołem Pana Jezusa? Może wciąż wyciągano na światło jego dawne grzechy? Może ciągle musiał bronić przebaczenia, którym obdarzył go Pan?

Warto między wierszami tak czytać, żeby zobaczyć naszą sytuację dzisiaj. Kiedy czekamy na zesłanie Ducha Świętego, na objawienie się Jego mocy w nas i w naszym życiu, może również oczekujemy, że przyjdzie On na sposób Filipa. Na sposób spektakularny i pełen splendoru. A może jednak zechce On nas nawiedzić przez kapłana, który choć nieustannie grzeszny i chwiejny, nieodwołalnie ma moc przekazywania łaski przez sakramenty? A może chcielibyśmy być bierzmowani tylko przez pasterzy niekoniecznie cudów dokonujących, ale budzących powszechną radość świętością swojego życia? A może Duch Święty zechce mimo to przyjść do nas przez biskupa słabego i niezbyt mądrego? Czy rzeczywiście czekamy na Ducha Świętego czy też może na sam sposób Jego przyjścia?

 

Bronić nadziei

Jakub Gonciarz OP

Dz 8, 5-8. 14-17 • Ps 66 • 1 P 3, 15-18 • J 14, 15-21

Od pewnego księdza usłyszałem kiedyś taką anegdotę: „Po plantach dużego miasta spaceruje kapłan Boży. W pewnym momencie spostrzega Ducha Świętego pod postacią gołębicy. Nieco zdziwiony pyta: »To Ty nie jesteś teraz w Kurii?«. Duch Święty na to: »W Kurii? Ja tam rzadko bywam…«”. Ta nieco prymitywna i niezbyt budująca opowiastka bez żadnego łagodzenia opisuje dość często spotykaną niewiarę w obecność Ducha Świętego w hierarchicznych strukturach Kościoła. Bywa, że wyraża się ona w wyznawaniu wiary w Boga i niewiary w Kościół. W takiej sytuacji szczególnie ważny staje się fragment z Dziejów Apostolskich (Dz 8, 14–17), który przypomina, że mieszkańcy Samarii otrzymali dar Ducha Świętego nie poprzez pełną cudownych znaków charyzmatyczną działalność Filipa, lecz dzięki Piotrowi i Janowi, czyli przybyłym z „kurii” w Jerozolimie apostołom. Dopiero przez nałożenie rąk przedstawicieli hierarchii wcześniej już ochrzczeni mieszkańcy Samarii w widzialny sposób otrzymali Ducha Świętego.

Można przypuszczać, że ci, którzy uwierzyli Ewangelii głoszonej przez Filipa, dobrze znali także historię poszczególnych apostołów. Pewnie wiedzieli, że pod krzyżem Jezusa pozostał z nich tylko Jan, a Piotr, który wcześniej trzykrotnie zaparł się swego Mistrza, wcale się tam nie pojawił. Wart podkreślenia jest fakt, że mieszkańcy Samarii nie wypominali Piotrowi jego zdrady, a także nie unikali jego posługi. Obaj apostołowie nakładali ręce na ochrzczonych. Przez zaangażowanie obu tak samo był udzielany Duch Święty. Nie była jeszcze sformułowana zasada teologiczna, iż sakramenty działają ex opere operato, a ich skuteczność nie zależy od godności i świętości szafarza. To, że chrześcijanie z Samarii nie podkreślali różnicy w posłudze Piotra i Jana, wynikało pewnie nie tyle z duchowego przeczucia tej zasady, ile raczej z tego, że wiedzieli, iż w Wielki Piątek Piotr gorzko zapłakał, a potem nad Morzem Tyberiadzkim odnowił swą więź z Jezusem przez trzykrotne wyznanie miłości.

W swoim liście apostoł Piotr domagał się od chrześcijan gotowości obrony wobec każdego posiadanej w sobie nadziei (1 P 3, 15). Mówił to w kontekście oszczerczych oskarżeń, które wówczas spadały na uczniów Chrystusa. Dziś w wielu miejscach na świecie pada mnóstwo zarzutów w stosunku do ważnych członków Kościoła i – niestety – często są to oskarżenia prawdziwe. Bardzo trudno, widząc słabość człowieka, nie stać się głosicielem beznadziei. Jednak obiecany Pocieszyciel, Duch Prawdy, nieustannie ożywia w nas nadzieję i przekonuje o mocy miłości, którą w swoim Synu umiłował nas Bóg Ojciec (J 14, 15–21).