Ja jestem drogą i prawdą, i życiem, nikt nie przychodzi do Ojca inaczej, jak tylko przeze Mnie.

Wideo na V Niedzielę Paschy:

O. Janusz Chwast i Boska.tv przedstawiają «Boskie Słowa»

Czy nasze serca nie są ciągle rozedrgane? Czy nie doświadczamy pokusy zniechęcenia? Czy nie jesteśmy przygnieceni własną słabością, niemocą, grzechem?
Jezus przychodzi dziś szczególnie do tych, którzy przeżywają trwogę życia, trwogę istnienia, których serce jest niespokojne. W sercu Ojca niebieskiego jest dla ciebie miejsce. Cokolwiek tutaj przeżywasz, cały czas miłość Ojca jest roztoczona nad tobą. Przytul się do Jezusa Chrystusa, On ciągle będzie Ci dawał Ducha Świętego, On zaprowadzi Cię do Ojca.

 

Nagrania kazań na V Niedzielę Paschy:

 

Komentarze z miesięcznika „W drodze”:
Tu chodzi o życie

Jakub Bluj OP

Dz 6, 1-7 • Ps 33 • 1 P 2, 4-9 • J 14, 1-12

W Starym Testamencie chodzenie drogami Pana i szukanie Go lub Jego twarzy stanowią synonimy życia prawego, podporządkowanego przykazaniom i woli Boga. Można o tym czytać aż do znudzenia. Na przykład prorok Izajasz pisze, że jest to oznaka „pragnienia bliskości Boga” (Iz 58, 2). W dzisiejszej Ewangelii każdy z nas otrzymuje odpowiedź na to pragnienie bliskości – widzieć Jezusa znaczy widzieć Boga. Wraca tutaj temat zapowiedziany w Prologu Ewangelii Janowej: „Boga nikt nigdy nie widział, Ten Jednorodzony Bóg, który jest w łonie Ojca, o Nim pouczył” (J 1, 18). Nie chodzi jednak tylko o ograniczoną do wymiaru intelektualnego naukę, o samą wiedzę, ale o to, by poznać, tak jak się zna najlepszego przyjaciela i najgłębsze tajemnice jego serca. Taką naukę przekazuje nam Chrystus.

Słowa, że to On jest „drogą i prawdą, i życiem”, o tym świadczą. W Synu Bożym spotykają się odpowiedzi na nasze podstawowe pytania: Jak? On jest drogą. Dlaczego? Gdyż On jest prawdą i przyszedł dać świadectwo prawdzie (zob. J 18, 37). W jakim celu? Abyśmy mieli w sobie pełnię życia (zob. J 11, 25–26).

Zaskakujące jest to, że uczniowie, ci najbliżsi, towarzyszący Mu od początku, nie wiedzą tego wszystkiego. Ale dla Nauczyciela jest to chyba przede wszystkim smutne. Smutne, że można być tak blisko, a jednocześnie tak daleko. Nie dotyczy to jednak tylko Dwunastu, ale – w mniejszym lub większym stopniu – każdego z nas.

Nieprzypadkowo też ci sami apostołowie – Tomasz i Filip – występują u Jana w scenach związanych z widzeniem i doprowadzaniem do wiary: Filip chce przyprowadzić Natanaela do Jezusa, a na jego wątpliwości odpowiada: „Chodź i zobacz!” (J 1, 43–46). A później to właśnie o jego wstawiennictwo proszą Grecy, którzy chcą widzieć Jezusa (J 12,20–33). Z kolei Tomasz wypowiada dobrze nam znane słowa: „Jeżeli na rękach Jego nie zobaczę śladu gwoździ i nie włożę palca mego w miejsce gwoździ, i nie włożę ręki mojej do boku Jego, nie uwierzę” (J 20, 25). Jednak nie w widzeniu jest cel, ale w wierze, gdyż to ona prowadzi do życia (J 20, 29. 31). Chociaż wiem, że już to pisałem, to powtórzę, bo czasami najprostsze prawdy mają najtrudniejszą drogę do naszych głów i serc – w chrześcijaństwie chodzi właśnie o Życie, o to, abyśmy byli tam, gdzie Ono jest (zob. J 14,3). Ono dało się wywyższyć, abyśmy zostali do Niego przyciągnięci (zob. J 12, 32) i byśmy nie byli więcej ciemnością, ale światłością (zob. 1 P 2, 9).

 

Ja jestem drogą

Marcin Jeleń OP

Dz 6, 1-7 • Ps 33 • 1 P 2, 4-9 • J 14, 1-12

Bycie w drodze jest niejednokrotnie uciążliwe. Wiąże się z niewygodami, destabilizacją i brakiem pewności nie tylko jutra, ale nawet najbliższej chwili. Aby wyruszyć w drogę, potrzeba silnej motywacji. A jeszcze większej, aby z niej nie zawrócić, gdy napotkamy pierwsze trudności. „Przygody! To znaczy: nieprzyjemności, zburzony spokój, brak wygód. Przez takie rzeczy można się spóźnić na obiad” (Tolkien, Hobbit, czyli tam i z powrotem).

Bycie w drodze wymaga też pewnej czujności i gotowości na zmiany. „Pasażer, który w restauracji dworcowej obstawił się smacznymi kąskami, nie będzie oczekiwał z napięciem przyjścia pociągu, ale raczej będzie trwożnie patrzył na zegarek i życzył sobie spóźnienia się pociągu, aby zdążył wszystko skonsumować. Ale pasażer, który w lekkim okryciu w mroźny dzień szybko chodzi po peronie, wygląda z utęsknieniem oczekiwanego pociągu i usłyszy go z daleka, a gdy pociąg nadejdzie, wskoczy do wagonu, zanim on się całkowicie zatrzyma” (o. P. Rostworowski).

Modlitwa uczy nas wyruszania z bezpiecznych miejsc w nieznane. Byli tego świadomi Apostołowie, dlatego stwierdzili, że nie jest rzeczą słuszną, aby zaniedbywali słowo Boże, a obsługiwali stoły. Kolejną rzeczą, przydatną w wędrówce, jest pamięć o celu, do którego zmierzamy. Gdy zapomnimy o końcu drogi, szybko z niej zrezygnujemy albo zmienimy ją na inną. Jezus wskazuje uczniom drogę i obiecuje, że będzie czekał na nich u kresu wędrówki, w domu Ojca. Celem chrześcijanina jest bycie w drodze do domu, naszego prawdziwego domu. Tam, gdzie mamy swoje miejsce, gotowe od stworzenia świata. Bóg je przygotował, specjalnie dla nas.

W czasie naszych podróży często niosła nas myśl o tym, że gdzieś tam czeka na nas nakryty przyjazną ręką stół, domowy obiad i kubek z ulubionym napojem. W domu Ojca czeka nas nieskończenie więcej. O tyle więcej, że nigdy jeszcze „ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, ani serce człowieka nie zdołało pojąć, jak wielkie rzeczy przygotował Bóg tym, którzy Go miłują” (1 Kor 2, 9). Nie tylko miejsce jest dla nas przygotowane. Zostaliśmy tak stworzeni, że my sami jesteśmy przygotowani do nieba. Jesteśmy „Bogu na własność przeznaczeni”. W niebie poczujemy się wreszcie jak u siebie.

 

Zobaczyć Boga

Jakub Kruczek OP

Dz 6, 1-7 • Ps 33 • 1 P 2, 4-9 • J 14, 1-12

Prawda o wieczności nie jest chrześcijańskim narkotykiem, który jednych ma oderwać od realiów życia, a innym – życiowym nieudacznikom – dać odrobinę pociechy. Ta prawda stanowi fundament ewangelicznego przesłania. Święty Paweł pisał o tym dosadnie: „Jeżeli nie ma zmartwychwstania, daremna jest nasza wiara”. Spojrzenie w wieczność nie zamyka nas na problemy życia doczesnego. Przeciwnie, ze względu na życie wieczne wszystko staje się ważne: od najdrobniejszych codziennych spraw po najważniejsze decyzje naszego życia. Każdy wybór, którego dokonujemy, może nas przybliżać do ostatecznego celu, ale ze względu na grzeszność ludzkiej natury może też od niego oddalać.

Kiedy apostołowie usłyszeli o powołaniu do życia wiecznego, zastanawiali się zapewne, co należy robić na ziemi. Czy tylko czekać? Bardzo szybko otrzymali odpowiedź. Życie doczesne nie jest próżnowaniem. Dwa zadania od samego początku stały się dla nich oczywiste.

Pierwszym z nich jest głoszenie dobrej nowiny. „Idźcie i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego” (Mt 28, 19). Czas Kościoła jest czasem ewangelizacyjnej pielgrzymki poprzez wszystkie epoki i kontynenty, zapraszaniem ludzi z każdego pokolenia i języka, tak aby przy końcu czasów zgromadzić i przedstawić Ojcu całą rodzinę dzieci Bożych. „Kościół nie może przestać głosić”. Ten obowiązek spoczywa nie tylko na biskupach, kapłanach czy zakonnikach, ale na każdym ochrzczonym.

Drugim zadaniem, które stoi przed uczniami Chrystusa, jest czynienie miłosierdzia. Apostołom, którzy prosili Jezusa: „pokaż nam Ojca”, odpowiadał: „Kto mnie zobaczył, zobaczył także Ojca” (J 14, 9). Nam wszystkim, żyjącym w Kościele, na tę prośbę odpowiada: „Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili” (Mt 25, 40). Pan Jezus nie pozostawia nam złudzeń: droga do Królestwa niebieskiego prowadzi przez uczynki miłosierdzia. Człowiek, którego spotykamy na naszej drodze, może okazać się bramą do wieczności, gdy otworzymy serce, aby okazać mu odpowiednią pomoc. Zamknięcie na ludzi, na ich biedę i nędzę może zamknąć drogę prowadzącą do Boga.

Tym zadaniom towarzyszy obietnica: „Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata” (Mt 28, 28). Kościół nie idzie po omacku. Ma przewodnika, którym jest Duch Święty oraz Moc – obecność Chrystusa – dodającą sił w chwilach zwątpienia. To On chrzci, odpuszcza grzechy, jest obecny podczas Eucharystii, przychodzi do człowieka i udziela mu pomocy w zmaganiach z życiem, tak aby stało się ono drogą prowadzącą do domu Ojca.