Chwała Ojcu i Synowi, i Duchowi Świętemu, Bogu, który jest i który był, i który przychodzi.

Wideo na Niedzielę Świętej Trójcy:

O. Janusz Chwast i BoskaTV przedstawiają «Boskie Słowa»

Bóg jest Miłością sam w sobie, istotą Boga jest Miłość. Bóg to są Trzy Osoby, które absolutnie, totalnie, bezgranicznie się kochają. Ta miłość między Nimi tworzy ogromną, doskonałą Jedność.
My zostaliśmy stworzeni na Boży obraz i Boże podobieństwo – jesteśmy stworzeni do miłości!

 

Nagrania kazań na Niedzielę Świętej Trójcy:

 

Mojżesz wstawszy rano wstąpił na górę

Komentarze z miesięcznika „W drodze”:
Nie jest sam, choć jest Jedyny

Jakub Bluj OP

Wj 34, 4b-6. 8-9 • Dn 3 • 2 Kor 3, 11-13 • J 3, 16-18

Na początku dwa obrazki. Pierwszy: Niedawno odwiedziłem pewien kościół. Na jednym z malowideł było przedstawione męczeństwo św. Szczepana i – zgodnie z opisem znanym z Biblii – widać było otwarte niebo (zob. Dz 7,56), a w nim namalowanych było trzech starców, którzy mieli przedstawiać Trójcę. Brat, z którym byłem, zgryźliwie skomentował: „Nic dziwnego, że muzułmanie, widząc takie przedstawienia, uważają, że jesteśmy politeistami i czcimy trzech bogów”. Zresztą, wystarczy wybrać się do dominikańskiej bazyliki św. Trójcy w Krakowie i obejrzeć tamtejszy ołtarz.

Obrazek drugi: Jeden z wielkich filozofów Plotyn powiedział, że „powołanie” mędrca realizuje się w zaniechaniu „ziemskiego” życia, oddzieleniu się od niego, „ile tylko zdoła”. Osiąga ono swój szczyt w „ucieczce samotnika do Samotnika” (zakończenie Ennead). Bóg chrześcijan jest zupełnie inny niż ten z przedstawionych „obrazków”. Nie jest sam, choć jest Jedyny.

Intrygujące, że dzisiejsze czytania nie mówią wprost o relacji między Ojcem, Synem i Duchem – a można takie fragmenty znaleźć w Piśmie Świętym, szczególnie u Jana. Opowiadają o Bożej relacji do nas, jednocześnie zaś domagają się odkrywania na nowo, co to znaczy dla nas, dla mnie, że Bóg jest Jeden, ale w Trzech Osobach.

Czytanie z Księgi Wyjścia podkreśla motyw Bożej obecności pośród ludu Izraela. Pomimo ich win i grzechów Święty, Ten, który nie ma nic wspólnego z grzechem, jest blisko nich, a nawet więcej: czyni ich swoim dziedzictwem (Wj 34, 9). Ten motyw podejmuje św. Paweł w pozdrowieniach dla wspólnoty w Koryncie: „Bóg miłości i pokoju niech będzie z wami!”, a później precyzuje, jak ta obecność się realizuje: poprzez „łaskę Chrystusa, miłość Boga i dar jedności w Duchu Świętym” (zob. 2 Kor 13, 11. 13).

Ewangelia ostatecznie pokazuje, jak wielka to miłość, jak wielka to łaska i jak wielka to jedność (por. J 17). Nie chodzi o mało znaczącą sprawę: w centrum Bożego zainteresowania jest nasze zbawienie, czyli nasze ocalenie. Przez wiarę w Syna Bożego wchodzimy w Tajemnicę Trójcy, czyli Boga, który daje nam siebie samego, abyśmy żyli.

Każdy z nas został stworzony na obraz i podobieństwo Boga (Rdz 1,26–27), dlatego tak kolosalne znaczenie ma to, że wierzymy w Boga Trójjedynego: jesteśmy Jego ikoną, dlatego, aby w pełni żyć, dajmy siebie – innym.

 

Znak Trójcy

Mateusz Przanowski OP

Wj 34, 4b-6. 8-9 • Dn 3 • 2 Kor 3, 11-13 • J 3, 16-18

Pierwsze nasze spotkanie z Trójcą Świętą ma miejsce wtedy, gdy jako dzieci uczymy się znaku krzyża. Stanowi to często nie lada problem. Mama lub tata muszą prowadzić rękę powoli i z cierpliwością. Gdy jednak spojrzymy na dorosłych, to wykonują oni ruchy ręką dużo sprawniej, niektórzy wręcz mechanicznie, a inni nawet komicznie. Wbrew pozorom to oni mają dużo większy problem z wykonaniem znaku krzyża niż dzieci. Dziecko ma kłopot z koordynacją ruchów, ale ufnie powierza swoją rękę dłoniom rodziców. Odczuwa też głęboko, że dzieje się coś bardzo ważnego. Dorośli nie mają kłopotów z koordynacją ruchów, ale dużo trudniej im złożyć swoje ręce w dłonie dobrego Boga, który jedyny może ich nauczyć prawdy o sobie.

Powróćmy więc dzisiaj do znaku krzyża, powróćmy do momentu, gdy pozwalaliśmy prowadzić swoją rękę naszym rodzicom. Niech dzisiaj Bóg poprowadzi naszą dłoń, ucząc nas prawdy o Trójcy.

„W imię Ojca…”. Dotykamy naszego czoła. Początek działania jest w naszych myślach. Tam ukrywają się prawdziwe, najgłębsze intencje. Nasze głowy to kłębowisko myśli, pomysłów na życie, ocen innych ludzi itd. Dotykając naszych czół, prosimy Ojca w niebie o to, by zaprowadzał porządek w naszych głowach. Często mówimy: „Puknij się w głowę”, kiedy chcemy powstrzymać kogoś od zrobienia jakiejś głupoty. Nieraz tak właśnie można przeżyć początek znaku krzyża, dosłownie „puknąć się w głowę”, myśląc: „Ojcze, ulecz moją głupotę”. Ostatecznie jednak idziemy do źródła nas samych. Wystarczy uświadomić sobie: „Mam Ojca, który nade mną czuwa”.

„…i Syna…”. Dotykając serca, dotykamy też miejsca najbardziej bolącego, wystawianego na ciosy i wrażliwego. Dotykamy zasady naszego życia. Oddajemy serce temu, który jest „cichy i pokornego serca”, mówiąc: „uczyń serca nasze na wzór serca swego”.

„…i Ducha Świętego”. Dotykamy naszych barków. To na nie składa się wszelkie ciężary. Na nich Jezus niósł krzyż. Barki muszą unieść trudy i walki życia. Najpierw wołamy do Ducha Pocieszyciela, by nas pocieszył w naszych zmaganiach, potem prosimy Tego, który jest „mocą z wysoka”, byśmy unieśli te ciężary w postawie oddania się Bogu. Niech Duch Święty przygotuje nasze barki do ciężkiej pracy.

„…Amen.”. Znak krzyża jest więc ostatecznie znakiem oddania siebie w ręce Boga Trójjedynego. Jestem pewien, że komuś, kto chociaż raz widział dziecko, które kończy znak krzyża złożonymi rękami, nie trzeba tego długo tłumaczyć.

 

Puste ręce

Wojciech Dudzik OP

Wj 34, 4b-6. 8-9 • Dn 3 • 2 Kor 3, 11-13 • J 3, 16-18

Zwykliśmy dawać w pewnych okolicznościach prezenty. Czasem po prostu nie wypada przyjść w gości z pustymi rękoma. Przywykliśmy także tych prezentów oczekiwać. Z tego powodu możemy mieć kłopot z dostrzeżeniem pewnej nad–zwyczajności. Nie jest bowiem czymś zwykłym, że ojciec daje syna. Za normalne należałoby uznać, że ojciec daje synowi życie, wychowuje go, dodaje mu odwagi. Ale że syna daje? Powstaje pytanie, komu można dać syna, kto jest na tyle zaufany.

Gdy słuchamy czytań uroczystości Najświętszej Trójcy, jak refren powtarzają się słowa o Bożym udzielaniu się. Przy odnowieniu przymierza zerwanego przez kult złotego cielca Pan zstępuje, by zapewnić Mojżesza o swojej wierności (Wj 34,5). W kulminacyjnym momencie rozmowy z Nikodemem Jezus mówi mu o Synu, który został dany umiłowanemu światu przez Ojca, by świat ocalał (J 3,16). Paweł, pisząc do Koryntian, życzy im, by udzielanie się (dosłownie: wspólnota, wzajemna więź) Ducha Świętego było z nimi wszystkimi (2 Kor 13,13). Ukazuje się nam tajemnica Trójcy. Trzy Osoby przychodzące do człowieka, każda inaczej, każda w tym samym celu – by człowiek mógł przyjść do Trójcy. Wcielenie Syna i zesłanie Ducha prowadzącego do całej prawdy (por. J 16,13) są szczególnym objawieniem wszystkich Osób, gdyż „Ojca nikt nie zna, tylko Syn i ten, komu Syn zechce objawić” (Mt 11,27).

Człowiek przez przychodzenie Boga w Trójcy nie tylko jest zaproszony do wspólnoty z Nim, ale nadto jest zbawiony. Mojżesz widzi Pana miłosiernego i litościwego, przyjmującego zaproszenie, by szedł pośrodku upartego ludu. Nauczyciel w nocnej rozmowie tłumaczy Nikodemowi, że Bóg nie chce, by człowiek zginął. Umiłowany przez Niego świat ma być przez posłannictwo Syna zbawiony. Rzeczywiście, niepojęta jest Trójca. By ocalało stworzenie, cała angażuje się i udziela. Nad miarę obficie.

Jak zatem przyjąć dar? Wstępując na górę, by odnowić przymierze z Panem, Mojżesz miał w ręku tablice kamienne z wypisanym Prawem. Nowe przymierze, zawarte w Jezusie, nie potrzebuje już tablic, gdyż Bóg mówi: „Umieszczę swe prawo w głębi ich jestestwa i wypiszę na ich sercach” (Jr 31,33). Można powiedzieć, że ręce mamy puste. W tym możemy szukać sposobu przyjęcia daru Trójcy. Katechizmowy zapis o stanowieniu przez Trójcę centrum tajemnicy wiary i życia chrześcijańskiego (KKK 261) nabierze smaku i rzeczywistych wymiarów, gdy w nasze puste ręce przyjmiemy udzielanie się miłosiernej Trójcy. W kontemplowaniu tajemnicy Boga w trzech Osobach nie ma miejsca na towarzyskie konwenanse. Tu wypada przyjść z pustymi rękoma.