Ja jestem dobrym pasterzem i znam owce moje, a moje Mnie znają.

Wideo na IV Niedzielę Paschy:

O. Paweł Gużyński i Boska.tv przedstawiają «Boskie Słowa»

Propozycja Jezusa nie jest dla nas ani oczywista, ani specjalnie przekonująca, bo „życie w obfitości” nie oznacza życia spokojnego, wolnego od nieszczęść, życia obfitego w różnego rodzaju doznania, wysoki poziom adrenaliny, to nie jest jakiś dobrostan rodzaju rajskiego…
To jest zupełne nowa jakość. Życie w obfitości to życie bezwzględnie związane z pragnieniem doskonałości. Życie tak odważne, że nie uginające się przed faktem śmierci. I tu jest pies pogrzebany: współczesność kapituluje przed faktem cierpienia i śmierci…To jest zupełne nowa jakość. Życie w obfitości to życie bezwzględnie związane z pragnieniem doskonałości. Życie tak odważne, że nie uginające się przed faktem śmierci. I tu jest pies pogrzebany. Współczesność kapituluje przed faktem cierpienia i śmierci…

 

Nagrania kazań na IV Niedzielę Paschy:

 

Komentarze z miesięcznika „W drodze”:
Brama

Norbert Kuczko OP

Dz 2, 14a. 36-41 • Ps 23 • 1 P 2, 20b-25 • J 10, 1-10

Kiedy przez blisko rok mieszkałem w Tatrach, na Wiktorówkach, najbliższym naszym sąsiadem od maja do października był baca i jego owce. Od czasu do czasu pod wieczór, kiedy turyści schodzili ze szlaków i w góry wracała cisza, szedłem na Rusinową Polanę. Tam zawsze był pasterz i owce. Usiedliśmy kiedyś na kamieniu i zapytałem: Ile macie tych owiec? Padła odpowiedź: Sześćdziesiąt. Powiedziałem, że to niemożliwe rozpoznawać je przy takiej liczbie, bo wszystkie są podobne. Wtedy baca spojrzał na mnie zdegustowany i zaczął mi pokazywać palcem, która owca jest czyją matką, siostrą itp. Nie bardzo w to wierzyłem, więc zapytałem: To jak wy je, baco, rozpoznajecie? W odpowiedzi usłyszałem: No normalnie… po mordzie.

To stwierdzenie, pełne prostoty i przekonania, powraca do mnie zawsze, kiedy słyszę Ewangelię o Dobrym Pasterzu. Tak właśnie pasterz poznaje swoje owce. Wystarczy rzut oka i On wszystko wie i widzi. Jest to przyjazne spojrzenie, pełne troski i życzliwości. Przecież nikt nie chce być częścią nieokreślonej masy, anonimowego stada, które owczym pędem gna w jakimś nieznanym kierunku. Dobra Nowina, którą przynosi Słowo Boże, jest taka, że mamy Pasterza, dla którego każda owca jest jedyna i wyjątkowa i wszystkie są równie ważne. Jednak żeby nie zgubić się po drodze, trzeba znać Jego głos i chcieć go słuchać.

Pewna bajka opowiada o tym, jak młoda owca znalazła dziurę w płocie, przecisnęła się przez nią i ruszyła na wolność. Biegała wszędzie, ciesząc się z tego, co nowe i fascynujące, aż w pewnym momencie się zorientowała, że zgubiła drogę powrotną. Tymczasem w okolicy pojawił się wilk, który poczuł łatwą zdobycz. Pasterz ruszył jednak za zgubą, ocalił ją i ponownie przyłączył do stada. Jednak ku zdumieniu wszystkich, dziury w płocie nie naprawił. Dobry Pasterz wie, że prawdziwa miłość jest możliwa i kwitnie tylko tam, gdzie jest wolność.

Można uciekać od miłości przez różne dziury w płocie, ale można też wybrać bramę, która jest przestronna i pewna. Ta brama, którą jest Chrystus, prowadzi do wyjścia z bezsensu i lęku ku pełni życia. Dlatego Piotr, który jeszcze przed chwilą rozpamiętywał swoją zdradę, głosi odważnie Ewangelię o tym, że miłość jest silniejsza niż śmierć. To brama, która wiedzie na pastwiska Eucharystii, żeby każdy miał życie i miał je w obfitości. Dobrym Pasterzem nie jest ten, który dużo mówi, ale ten, który sam idzie, wskazując drogę. Szukajmy więc Jego śladów i idźmy tymi śladami, bo to pewna droga.

 

Powoli wiązać buty

Wojciech Prus OP

Dz 2, 14a. 36-41 • Ps 23 • 1 P 2, 20b-25 • J 10, 1-10

List pewnej mamy o perypetiach ze znalezieniem miejsca w Kościele dla niepełnosprawnej córki przypomniał mi początki mojego kapłaństwa. Ania, która pracowała w Domu Opieki Społecznej na Łanowej w Krakowie, przyszła prosić o przygotowanie niepełnosprawnych chłopców do Komunii. Nie bardzo wiedziałem jak, ale dla młodego księdza wszystko jest do zrobienia. Inspiracje do kazań czerpałem wtedy z Jeana Vaniera. To był rok 1995, niektóre strony jego książki Jezus – dar miłości zdążyły już od tego czasu pożółknąć. Sprawdzam podkreślenia, w jednym miejscu wskazują objaśnienie „głębokiego wzruszenia Jezusa”: „greckie słowo »splanchna« oznacza także fizyczne poruszenie. To głębokie uczucie, powodujące gwałtowny skurcz żołądka. Jezus jest fizycznie i uczuciowo poruszony przez cierpienie”.

Vaniera nazywałem prorokiem. Znałem jego opowieść o pierwszej pielgrzymce osób niepełnosprawnych do Lourdes. Policję całego dystryktu postawiono wtedy na nogi, bo „przyjeżdżają wariaci”. Ile trzeba wdzięczności dla tego człowieka! Dzięki jego zaangażowaniu od tamtych dni nie traktujemy podobnych wydarzeń jak przybycia kibiców na mecz podwyższonego ryzyka.

Spotkałem go osobiście w zeszłym roku. Prowadził w Polsce rekolekcje adwentowe, byliśmy umówieni na wywiad po konferencji prasowej. Na spotkanie z dziennikarzami przyszedł z niepełnosprawną dziewczyną. Powoli dobierała słowa, a w sali wisiało napięcie. Dziennikarze rwali się do zadawania pytań prorokowi. On się uśmiechał – ona szukała słów, co chwila przerywając, aby zaczerpnąć oddech.

Nie wiem, czy Jezus miał twarz podobną do Jeana Vaniera. W nim dotykam jednak Ewangelii o Dobrym Pasterzu. Owce znają głos pasterza, czują się bezpiecznie. Tak bardzo, że są w stanie stanąć naprzeciw pośpiechu świata i drżącym głosem opowiadać o szczęściu we wspólnocie.

Dobry pasterz, rodzic, szlachetny opiekun, wychowawca, ksiądz. Najważniejszy dar, jaki ma przekazać, to poczucie bezpieczeństwa. W obecności jego głosu można przenosić góry własnego strachu. Czytam w niedawno wydanej książce Mężczyźni i ich sekrety: „Który ojciec nie modli się o cierpliwość, kiedy obserwuje i czeka, aż jego czterolatek powoli i uważnie zawiąże sobie buciki, gdy w tym czasie jego tata już spóźnił się do pracy”. A im bardziej się modli, tym bardziej podobny jest do Dobrego Pasterza – w jego cierpliwości dziecko dotyka Jezusa.

 

Ja jestem bramą owiec

Michał Paluch OP

Dz 2, 14a. 36-41 • Ps 23 • 1 P 2, 20b-25 • J 10, 1-10

Pamiętam, jak przed wielu laty oburzałem się na katolicką doktrynę działania sakramentów ex opere operato. Według niej, są one ważne mocą samej sprawowanej czynności. To znaczy, że nawet gdyby celebrował je niegodny ksiądz, w stanie grzechu ciężkiego, pozostałyby nadal święte i czyste dzięki przyjętym przez niego w sposób ważny święceniom. Takie rozumowanie wydawało mi się łatwym minimalizmem niegodnym człowieka prawdziwie wierzącego. Miałem wrażenie, że przywołuje wizję popsutego, usprawiedliwionego swoją teologią kleru, nie troszczącego się o życie duchowe powierzonych sobie owiec.

Dziś, po wielu latach, gdy sam zostałem księdzem i codziennie celebruję sakramenty ważne ex opere operato, patrzę na to inaczej. Niekoniecznie dlatego, iż punkt widzenia zależy od miejsca siedzenia. Zrozumiałem, że ta doktryna nie jest po to, by bronić wygody pasterzy, chce raczej wyrazić niepohamowaną miłość Boga: nawet ludzki grzech nie jest Go w stanie powstrzymać, gdy pragnie ofiarować się człowiekowi.

Dla każdego kapłana Ewangelia, która przypomina, że to Jezus jest dobrym pasterzem czy wręcz bramą owiec, jest bardzo pocieszająca i wyzwalająca. I to nie dlatego, że zdejmuje z nas ostateczną odpowiedzialność za powierzone nam owce, choć nie jest to bez znaczenia: z podtrzymywania swoimi siłami firmamentu niebieskiego rodzi się wyłącznie schizofrenia. Ważniejsza jest świadomość, że owce są naprawdę w dobrych rękach. I nawet mój grzech – choć zawsze raniący wspólnotę, którego trzeba się usilnie strzec – nie jest w stanie wyrwać ich zazdrosnej miłości Dobrego Pasterza.

Być narzędziem Jezusa, które stanie się użyteczne, przezroczyste, nie będzie przeszkadzać Bożemu miłosierdziu w docieraniu do pogubionego człowieka, chciałoby się wręcz powiedzieć: być narzędziem, które będzie dawać Bogu szansę… To wielkie zadanie, które każdy z prezbiterów Kościoła otrzymuje od Boga, byłoby zuchwałością, gdyby nie towarzyszyła mu świadomość, że Bóg sam wziął za nie odpowiedzialność, że wybierając grzesznych ludzi, troszczy się, by dać owcom dostęp do paszy i to w obfitości.

Ewangelia o Chrystusie Dobrym Pasterzu i bramie owiec zawiera w sobie także dobrą nowinę dla owiec. Jeśli osobista świętość pasterza zawiedzie, pozostaje nie byle co, bo sakramenty święte i czyste. Sakramenty Kościoła, które podobne są do starotestamentalnego słupa ognia prowadzącego lud wybrany z ziemi egipskiej do ziemi obiecanej. Pojawia się też szansa na głębsze uświadomienie sobie, że nawet wtedy gdy pasterz nie zawodzi, jest tylko i wyłącznie znakiem i narzędziem Tego, który go posłał.