Panie Jezu, daj nam zrozumieć Pisma, niech pała nasze serce, gdy do nas mówisz.

Wideo na III Niedzielę Paschy:

O. Paweł Krupa i Boska.tv przedstawiają «Boskie Słowa»

Może najważniejsze jest rozpoznanie Chrystusa, który z Tobą we wszystkim jest. To nie jest proste powiedzieć tak człowiekowi, który jest przygnieciony smutkiem… Można zwątpić w Boga, którego prosi się o łaskę zdrowia, a ta łaska nie przychodzi… Można zwątpić w Jego moc, w Jego miłość, w Jego obecność – i bardzo trudno jest przestawić się na myślenie, że On ze mną idzie. Ale to jest jedyna droga, to jest droga zmartwychwstania.

 

Nagrania kazań na III Niedzielę Paschy:

 


Komentarze z miesięcznika „W drodze”:
Spotkać Chrystusa w Eucharystii

Maciej Zięba OP

Dz 2, 14. 22-28 • Ps 16 • 1 P 1, 17-21 • Łk 24, 13-35

Uczniowie są śmiertelnie przerażeni – tortury i męka Nauczyciela były niezwykle okrutne. A zaangażowanie się w proces Jezusa najważniejszych postaci w Jerozolimie zwiastowało zarazem, że prześladowania nie będą ograniczone tylko do przywódcy. Dlatego niektórzy uczniowie ukrywają się w mieście, a inni z niego uciekają. Dlatego też, później, już po spotkaniach ze Zmartwychwstałym, w ich opowieściach – jak w dzisiejszej mowie św. Piotra – można usłyszeć nutę triumfu: „Jezusa Nazarejczyka, męża, którego posłannictwo Bóg potwierdził wam niezwykłymi czynami, cudami i znakami… przybiliście rękami bezbożnych do krzyża i zabiliście, lecz Bóg wskrzesił Go, zerwawszy więzy śmierci”. Na razie jednak dwaj przestraszeni uczniowie uciekają z Jerozolimy, a spotkawszy Nieznajomego, po długiej rozmowie postanawiają przenocować z nim w Emaus (około 11 km od stolicy). Uczniowie ci nie stracili wiary. Nadal mówią o Jezusie jako o „proroku potężnym w czynie i słowie wobec Boga i całego ludu”. Dlaczego więc w swoim Towarzyszu, nie widzą Chrystusa?

Po pierwsze, są zajęci głównie swoimi troskami. Nauczyciel został zamordowany, a ich życie jest zagrożone. Te strapienia przesłaniają im aktualne spotkania z innymi ludźmi. Po drugie, martwi ich przyszłość. Wraz z śmiercią Mistrza umarła ich nadzieja: „A myśmy się spodziewali…” – wyznają Towarzyszowi drogi. Marzenia o wyzwoleniu spod rzymskiej okupacji dzielą z prawie wszystkimi Żydami swego czasu. To lęk zakorzeniony w przeszłości i obawy o przyszłość wykorzeniają obu uczniów z chwili obecnej. Chrystus przywraca ich teraźniejszości. Najpierw za pomocą Pisma objaśnia jej sens, pokazuje głębsze znaczenie wydarzeń, a potem wziąwszy chleb, odmawia błogosławieństwo. To ważne, bo ten grecki czasownik „błogosławić, wielbić” pojawia się w Ewangeliach Mateusza i Marka w opisie Ostatniej Wieczerzy tuż obok czasownika „być wdzięcznym, wyrażać dziękczynienie” – ściśle więc wiąże się z ustanowieniem Eucharystii. Także w Emaus uczniowie uznają go za znak rozpoznawczy Chrystusa – „wtedy Go poznali przy łamaniu chleba”.

Spotkanie uczniów idących do Emaus jest więc nie tylko wydarzeniem sprzed dwóch tysięcy lat, ale i przypomnieniem, że najpełniej spotykamy Chrystusa w Eucharystii. I że nasze troski i marzenia mogą nam zamykać oczy na rzeczywistość i potrafią przesłonić oblicze Chrystusa. Dlatego chrześcijańską odpowiedzią na wszelkie życiowe problemy jest przyniesienie do Chrystusa swych strapień, a także planów i zamierzeń oraz zanurzenie naszego dziś w odwiecznym dziś Eucharystii – świętej uczcie ze Zmartwychwstałym Jezusem.

 

Rozgoryczone serce

Tomasz Gaj OP

Dz 2, 14. 22-28 • Ps 16 • 1 P 1, 17-21 • Łk 24, 13-35

Dwaj uczniowie, których spotykamy w ewangelii, znali świadectwo kobiet i innych uczniów. Słyszeli już słowa o zmartwychwstaniu Jezusa. Słyszeli, ale nie usłyszeli ich sercem. Być może dlatego muszą oddalić się od Jerozolimy, która okazała się miejscem ich porażki, miejscem zawodu ich oczekiwań i nadziei. Zaangażowali swoje siły i życie w podążanie za Mistrzem, a teraz wszystko się skończyło. Słowa ewangelisty: „gdy tak rozmawiali i rozprawiali ze sobą” w oryginale brzmią znacznie ostrzej: „kłócili się, dyskutowali namiętnie”. Rozgoryczone serce nie znajduje słów delikatnych i czułych, ale zamyka się w rozżaleniu, pretensjach i walce na argumenty. Czyż takie rozmowy nie rozbrzmiewają ciągle w naszych głowach i w naszych wspólnotach? Wyrzuty i pretensje: Kto zawinił? Gdzie tkwi błąd? Dlaczego moje świadectwo jest takie mierne? Dlaczego nikt mnie nie rozumie? Czy mnie też coś od życia się nie należy? Czy ludzie nie mogą być dla siebie bardziej wyrozumiali?

Co robi Jezus? Przyłącza się do wędrowców i zaczyna z nimi rozmawiać. Najpierw słucha, nie gasząc rozgoryczenia i zawodu. Pozwala, by wyrzucili z siebie to, co ich boli. Wszystko, co przepełnia nasze serce, może być wypowiedziane przed Panem.

Uczniowie wykładają Jezusowi kerygmat – istotę wiary. Jednak jest to kerygmat niepełny. Brakuje w nim zmartwychwstania. Śmierć Chrystusa, którą wspominają uczniowie, nie jest w ich opowieści i w ich sercach rozjaśniona faktem zmartwychwstania. Dlatego nie mogą dostrzec sensu historii, która bez niedzielnego poranka ma tragiczny koniec.

Po wysłuchaniu pretensji Jezus zaczyna im wyjaśniać to wszystko, czego nie rozumieli. Reakcja jest natychmiastowa. Opadają łuski z serc uczniów, rodzi się w nich wiara, agresja ustępuje serdeczności. Jezus po wejściu do domu staje się gościem swoich uczniów, ale wkrótce przejmuje rolę gospodarza. I jako gospodarz zaprasza ich, aby stanowili z Nim wspólnotę. Wszystko się zmieniło. Straty nie podcinają skrzydeł; dom nie jest już pustym miejscem. Wędrowcy, którzy szli ze spuszczonymi głowami, teraz patrzą na siebie. Wśród nich jest Jezus. Dopiero teraz mogą wyruszyć, aby podzielić się dobrą nowiną o spotkaniu z Panem.

 

Oczy
fot. flickr.com/Andy Bullock

Przymusili Jezusa

Marek Pieńkowski OP

Dz 2, 14. 22-28 • Ps 16 • 1 P 1, 17-21 • Łk 24, 13-35

Fragment Ewangelii opisujący wędrowanie uczniów do Emaus zwraca uwagę głęboko osobistym charakterem relacji między nimi a Chrystusem. Było to dla obu wędrowców jedno z najważniejszych wydarzeń życia: spotkali Zmartwychwstałego.

Początkowo Jezus zachowuje się jak uczony Rabbi, który przypomina i objaśnia Pisma. Pouczające jest zachowanie uczniów. Zapytani przez Jezusa o przyczynę smutku, oświadczają: „a myśmy się spodziewali, że właśnie On miał wyzwolić Izraela”. Najwyraźniej podzielali rozpowszechnioną wśród ówczesnych Żydów wizję Mesjasza–wodza, który miałby nie tylko wyzwolić kraj spod rzymskiej okupacji, ale uczynić też Izraela prawdziwym mocarstwem. Ten schemat myślenia był tak przemożny, że dopiero, analizując spotkanie z Jezusem, zdali sobie sprawę, iż już podczas rozmowy w drodze „pałały w nich serca”.

Gdy słuchają, jak Jezus objaśnia Pisma i tłumaczy, iż „Mesjasz miał to cierpieć, aby wejść do swojej chwały”, serca już „pałają”, ale rozum, nawykły do schematów, nadąża powoli i z trudnością. I to tak dalece, że sam Jezus musi ich zganić jako „nierozumnych, nieskorych do wierzenia we wszystko, co powiedzieli prorocy”. To nie pierwszy raz i nie ostatni: wiara swoje, a rozum domaga się swoich praw. Uczniowie pokazują nam istotny moment przezwyciężenia tej dychotomii: nastąpił on wtedy, gdy przymusili Jezusa, aby z nimi został na noc.

Czy człowiek może do czegoś przymusić Boga żywego? Zmartwychwstałego Pana? Znamy takie przykłady. Abraham targował się z Bogiem o liczbę sprawiedliwych, którzy mogliby ocalić miasto. Jakub, wyzwany przez anioła do walki na pustyni, wymusił na nim błogosławieństwo; Mojżesz na Synaju walczył z Bogiem, aby w swym gniewie nie wyniszczył wędrującego (a zarazem błądzącego) ludu Izraela. Te przykłady dają obraz głębokiej wiary i osobistego zaangażowania. Patriarchowie dali świadectwo żarliwej wiary; ogromnie im zależało na tym, co próbowali na Bogu wymusić. Szacunek dla Boga wiązał się z głębokim, serdecznym pragnieniem – ich wiara oraz miłość prawdziwie czyniły cuda.

Z wdzięcznością czytamy ten ewangeliczny epizod: bo spotkanie uczniów ze Zmartwychwstałym Panem rozjaśnia i pogłębia naszą wiarę. Mając na względzie ich doświadczenie, lepiej możemy pojąć wezwanie apostoła Piotra, aby „w bojaźni spędzać czas naszego pobytu na obczyźnie”. Zawiłe są drogi naszego poznawania spraw Bożych i ludzkich. Tak łatwo nie rozpoznać Jezusa, gdy „oczy na uwięzi”, nawet gdy idzie razem z nami. Trzeba nam być bardzo wdzięcznym za dar wiary, trzeba ją szanować i starać się ją pogłębiać.