Niechęć do dawania czegokolwiek – całkowity brak hojności – może cię kosztować życie.

Pewnego dnia Hodża Nasreddin, bliskowschodni wędrowny mędrzec, był świadkiem, jak spadł z mostu i zaczął tonąć znany wszystkim bogacz, a znany nie tyle ze swojego olbrzymiego majątku, co gargantuicznej wręcz pazerności i potwornego skąpstwa. Mimo to kilku śmiałków o dobrym sercu zlitowało się i próbowali go uratować. Ich nawoływania, by dał im rękę, nie przynosiły efektu. Hodża przyjrzał się sytuacji, po czym podszedł do krawędzi mostu i wyciągnął rękę, wołając: „Masz!”. Bogacz skwapliwie chwycił podaną dłoń i został uratowany. Jaki morał z tej anegdotki?

Niechęć do dawania czegokolwiek – całkowity brak hojności – może cię kosztować życie. Jak więc widać, warto przyjrzeć się bliżej tej cnocie – do jakiego aspektu naszego życia się odnosi i dlaczego warto ją wypracować.

Umiarkowanie, powściągliwość i hojność są powiązane z wymiarem biologicznym naszego życia: jego podtrzymaniem i przekazywaniem. Pierwsze odnosi się do podstawowego poczucia bezpieczeństwa, druga wiąże się z prawdą i poznawaniem, a hojność odnosi się do sfery, którą współczesna psychologia nazywa poczuciem kontroli i własnej sprawczości. I tu ujawnia się jej pierwsza zaleta:

Pozwala nam poczuć się kimś zdolnym do samodzielnego działania.

Nie jestem ofiarą, która może tylko bezradnie patrzeć na dziejące się wokół wydarzenia, licząc, że te najgorsze ją ominą. Mam coś, czym mogę się podzielić, i to ja decyduję o sposobie, w jaki ta cząstka zostanie rozdysponowana. W aktywny sposób włączam się w rzeczywistość wokół mnie i to czyni mnie wolnym, także wewnętrznie. To prowadzi do kolejnego odkrycia, a mianowicie, że

Hojność rodzi i podtrzymuje więzi.

Jezus zachęca do pozyskiwania sobie przyjaciół niegodziwą mamoną (por. Łk 16,9) i – jak to ma w zwyczaju – świetnie wie, co mówi. Nie do końca chodzi o to, że wokół zamożnych osób, które są hojne, zawsze gromadzi się tłumek chętnych do skorzystania z ich dochodów. Raczej o to, że dając coś z siebie lub swojego, wchodzimy z innymi ludźmi w relację.

Czasem nasz dar podtrzyma czyjeś życie, czasem da nadzieję na przetrwanie najgorszego, a z dużym prawdopodobieństwem zaprzeczy twierdzeniu, że znieczulica jest powszechnym zjawiskiem. Wiele zależy od tego, jak zostanie przyjęty i wykorzystany przez otrzymującego, ale już sam gest przekazania daru jest relacją.

Jest też pewien aspekt tej cnoty, który trzeba na początku przyjąć na wiarę:

Hojność pozwala doświadczyć, że rozdawane dobro oraz dobra wracają.

Zdaję sobie sprawę, że napisanie o tym może sprawić, że zamiast praktykowania cnoty niektórzy zajmą się tworzeniem czegoś w postaci Towarzystwa Ubezpieczeń i Lokat Różnoterminowych „Na wszelki wypadek dam”. Trudno jednak o tym aspekcie nie wspomnieć. Szczególnie, że zjawisko wracającego dobra wypływa z bardzo pięknej prawdy teologicznej, której hojność także pozwala, czasem wręcz namacalnie, doświadczyć.

Chodzi o Bożą Opatrzność i jej wymiar polegający na podtrzymywaniu nas w istnieniu. Nie musimy się bać rozdawania tego, co mamy, bo Bóg o nas pamięta i się zatroszczy. A im częściej jest nam dane tego doświadczać, tym wyraźniejszej przemianie ulega nasze serce.

Dzięki hojności wzrasta w nas pokój serca.

Powoli też odkrywamy, że jesteśmy zarządcami a nie właścicielami dóbr materialnych. Bóg daje pierwszej ludzkiej parze świat, ale człowiek jest w nim namiestnikiem Stwórcy, a nie Nim samym. Z tego teologia wyprowadziła wniosek, że to, co popularnie nazywamy posiadaniem, jest tak naprawdę zarządzaniem majątkiem, talentami, czasem czy co tam jeszcze zostało nam z Bożej łaski udzielone.

I jak w firmie menadżer może drenować siły i pieniądze z zespołu, żeby tylko poprawić swoje wyniki, a może też współpracować z pracownikami, mając na celu dobro całości, tak jest w skali całego stworzenia. To pokazuje, że

Hojność kształtuje postawę służby.

Między innymi także dlatego, że nie tylko pomaga widzieć szerszą perspektywę własnych działań, ale też znosi wewnętrzny przymus kontrolowania sytuacji za wszelką cenę. Rezygnując z czegoś, odpuszczając sobie, nie tylko odkrywam, że mam kontrolę, ale także, że nieustanna kontrola nie jest najwyższym stopniem zaufania, a już na pewno nie zaufania Opatrzności. Za to skutecznie krępuje wszelką kreatywność i niszczy elastyczność. Kiedy już to spostrzeżemy, stanie przed nami kolejna, już ostatnia, para zalet hojności:

Pozwala wypracować właściwą hierarchię dóbr w życiu.

Czego logicznym ciągiem dalszym jest to, że

Pozwala odkryć, jak wiele rzeczy jest nam zbędnych.

Sokrates, który nie był człowiekiem zamożnym, uwielbiał przechadzać się po rynku, choć nie robił tam zakupów. Kiedy zapytano go, skąd to upodobanie, odrzekł: „Lubię widzieć bez jak wielu rzeczy jestem doskonale szczęśliwy”.

Dzięki hojności też możemy posmakować tego szczęścia, na dodatek doprawionego radością tych, którzy dzięki nam coś otrzymali.

 

fot. unsplash/ Sonja Langford