Uwierzyłeś, Tomaszu, bo Mnie ujrzałeś; błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli.

Wideo na Niedzielę Miłosierdzia:

O. Janusz Chwast i Boska.tv przedstawiają «Boskie Słowa»

W spowiedzi jest oczyszczone, uwolnione twoje serce… Pan napełnia twoje serce radością i pokojem – możesz to przeżywać emocjonalnie – nie musisz – ale to są fakty. Pan daje ci życie w Duchu Świętym i podobnie jak apostołów wysyła cię z misją: „Wysławiajmy Miłosierdzie. Pan odpuścił ci grzechy, idź w pokoju”. I my, którzy doświadczamy nieustannie Miłosierdzia Pana, powinniśmy iść do ludzi i głosić wielkie dzieła Boże, mówić innym: „spotkałem Pana i mnie uzdrowił”. Tego bardzo pragnie Zmartwychwstały – mamy być apostołami Miłosierdzia.

 

O. Janusz Pyda OP, «W stronę Słowa»

Czy są we mnie rany pochodzące z obumierania dla własnych ambicji i egoizmu? Czy te rany zamieniły się już dzięki Chrystusowi w źródło życia?

 

Nagrania kazań na Niedzielę Miłosierdzia:

 

caravaggio

Komentarze z miesięcznika „W drodze”:
Uczniowie z Bożego Ducha

Łukasz Wiśniewski OP

Dz 2, 42-47 • Ps 118 • 1 P 1, 3-9 • J 20, 19-31

Zmartwychwstały Jezus staje przed swoimi uczniami i mówi: „Weźmijcie Ducha Świętego”. Ci, którzy mają serca otwarte i czyste, biorą z Bożego Ducha i niosą Jego moc w zakątki świata. Stają się świadkami. Dziś Słowo Boga czytamy poprzez życie dwóch uczniów, którzy stanęli przed Zmartwychwstałym i wzięli z Bożego Ducha. Słowo Boga stało się w nich Słowem wcielonym, wcielonym w ich życie, w ich codzienność, w ich powołanie. Imiona tych uczniów to Jan i Jan Paweł.

Możemy zapytać, jak i którędy Boży Duch ich prowadził?

Dwaj uczniowie wzięli z Ducha prostoty, który wpierw dotknął ich codzienności. Dzięki Duchowi rzeczy zwyczajne stają się nadzwyczajnymi. Zatem Duch obdarzył ich uśmiechem, dobrocią i wysłał w stronę drugiego człowieka, by wobec każdego byli wpierw znakiem, że Bóg jest życzliwy. Dzięki tej nadzwyczajnej zwyczajności Jana nazwano papieżem dobroci, a Jan Paweł, dotykając najsłabszych, wciąż przypominał, że człowiek jest drogą do Boga. Mówią nam oni zatem, że aby czerpać z tego, co Boże, trzeba ciągle na nowo stawać się człowiekiem.

Duch czyni wszystko nowe, więc poprzez swych dwóch uczniów chciał odnowić Kościół. Jan zrozumiał, że, jak sam mówił, starożytna fontanna, którą się ogląda i którą się podziwia, a którą jest Kościół, musi mieć wodę wciąż żywą i czystą. Zwołał więc sobór, by przywracać świeżość Kościołowi. Przez Jana Pawła z kolei Duch mówił, że odnowa może przyjść tylko w blasku prawdy, również trudnej prawdy o własnej historii, za którą czasem trzeba przeprosić. Tylko w blasku prawdy można doświadczyć miłosierdzia.

Duch przyniósł im odwagę, by nie bali się świata i czasu, w którym żyli. Dlatego bez lęku mogli otworzyć na oścież drzwi Kościoła. Nie przestraszyli się, że przez otwarte drzwi wiatr czasu przyniesie brud, który zaśmieci Kościół, lecz byli przekonani, że skarb, który niosą, żyjący Chrystus, nie jest ich włas- nością, lecz również własnością tych wszystkich, którzy są od Niego daleko, którzy Go nigdy nie poznali lub którzy boją się Go poznać. Duch przyniósł im także odwagę, by słowo „dialog”, niezależnie od tego, wobec kogo wypowiedziane i przeżyte, było naturalnym ludzkim instynktem, a nie słowem rodzącym nieufność i podejrzliwość.

Ci dwaj uczniowie wzięli z Bożego Ducha i zostali dla nas, jak mówi dziś Paweł, zrodzeni do nadziei, zrodzeni dla naszej nadziei. Lecz nasza nadzieja będzie jeszcze większa, gdy zobaczymy, że przed Zmartwychwstałym wciąż stoją uczniowie, a pośród nich my sami, i czerpią ciągle z Bożego Ducha.

 

drzwi
fot. flickr.com/glazzeye

Tomasz nie wątpi, tylko nie dowierza

Tomasz Grabowski OP

Dz 2, 42-47 • Ps 118 • 1 P 1, 3-9 • J 20, 19-31

Tomasz nie daje wiary opowiadaniu uczniów, a przecież mówią: „Widzieliśmy Pana!”. Mimo że dzieje się to przed posłaniem Ducha, a więc wtedy, kiedy wiara Kościoła nie była doskonała, słowa Apostołów powinny przekonać Tomasza. W wierze Kościoła bardzo ważne jest zaufanie tym, którzy Pana widzieli. Bez wiary w słowa uczniów trudno sobie wyobrazić wspólnotę wiernych. Tomasz jednak nie chce być „uczniem z drugiej ręki”. Chce bezpośrednio poznać Tego, w którego ma uwierzyć. Dlatego stawia swój warunek: „Jeżeli na rękach Jego nie zobaczę śladu gwoździ i nie włożę palca mego w miejsce gwoździ, i nie włożę ręki mojej do boku Jego, nie uwierzę”. Jezus nie wzbrania się przed spełnieniem tegoż warunku. „Podnieś tutaj swój palec i zobacz moje ręce. Podnieś rękę i włóż ją do mego boku, i nie bądź niedowiarkiem, lecz wierzącym”. Dlaczego Jezus przed zmartwychwstaniem odmawiał wszystkim, którzy domagali się znaku, a teraz pozwala Tomaszowi pokonać niewiarę przez zanurzenie dłoni w swoim przebitym boku?

Wyobraźmy sobie tę sytuację inaczej niż dotychczas. Tomasz nie jest zbuntowany, nie rzuca słów w afekcie, nie wątpi, ale jedynie nie dowierza. Mógł nie dowierzać z powodu radości, którą przeżywał w związku z opowiadaniem uczniów, lub też z powodu smutku po stracie Mistrza. Zmartwychwstanie było zbyt wielkim zaskoczeniem, by dać mu wiarę. Gdyby istniał wtedy Hollywood, nikt nie odważyłby się nakręcić filmu z tak niebywałym happy endem. To nie mieściło się w głowie. Rozentuzjazmowane słowa uczniów wydawały się albo zbyt abstrakcyjne, nierealne, dlatego niewiarygodne, albo zbyt bolesne wobec przeżytej straty. Niedanie im wiary to jakby chronienie się przed kolejną stratą. Tomasz nie wystawia na próbę Pana, dlatego Pan spełnia jego warunek i ukazuje mu rany.

Nie czyni tego pochopnie. Daje Tomaszowi osiem dni, by rosło w nim oczekiwanie i nadzieja, by myśl o zmartwychwstaniu zadomowiła się w jego umyśle. Gdy staje w końcu wobec ucznia, ten wyznaje nie tyle wiarę w człowieka, którego widzi, a wcześniej znał, ile w Boga. Osiem dni przemienia Tomasza. Osiem dni niepewności i próby ułożenia sobie wszystkiego w głowie. Wniosek, do którego doszedł w tym czasie, był jasny i pewny – jeśli Jezus z Nazaretu zmartwychwstał, to nie jest tylko synem cieśli, ale jest Bogiem samym. Tej wiary staje się świadkiem. Niezasklepiona rana w człowieczym ciele Jezusa świadczy o mocy Syna Bożego. Tomasz staje wobec Boga i Człowieka, który rysy własnego ziemskiego ciała uczynił swoimi tak bardzo, że wyrażają osobę Syna Bożego.

 

palce
fot. flickr.com/JoséMa Orsin

Bliźniacy

Adam Szustak OP

Dz 2, 42-47 • Ps 118 • 1 P 1, 3-9 • J 20, 19-31

Tomasz apostoł, którego tradycja – chyba niestety – zapamiętała pod imieniniem Niewiernego Tomasza, zostaje nam dzisiaj w Ewangelii przedstawiony za pomocą nieco tajemniczego greckiego słowa: Didymos. Oznacza ono kogoś podobnego, wyglądającego tak samo, jak ktoś inny. Najprościej byłoby przetłumaczyć je jako bliźniak. Wskazuje to, że Tomasz miał pewnie jakiegoś brata bliźniaka i właśnie w ten sposób go zapamiętano – nie znamy go, Ewangelia nic o nim nie wspomina, ale właśnie ten szczegół utkwił w pamięci uczniom.

Myślę jednak, że nie pomijając faktu rzeczywistego bliźniactwa Tomasza, można potraktować to określenie jako znak czegoś zupełnie innego. Może to przydomek, który nadali mu chrześcijanie, aby wskazać na jego podobieństwo do Chrystusa? Oczywiście nie zewnętrzne, ale podobieństwo ducha. W końcu nazwa chrześcijanie również wskazuje na podobieństwo wierzących do Chrystusa. Byłoby czymś niezwykle pięknym, abyśmy w taki sposób upodabniali się do Niego, by nazywano nas Jego bliźniakami. Aby ludzie, patrząc na nas, czasem nawet nas nie znając, doznawali poczucia, że jesteśmy bliźniaczo podobni do naszego Pana.

Warto zauważyć, w jakim kontekście poznajemy Tomasza jako bliźniaka Jezusa. Widzimy scenę dotykania ran Zmartwychwstałego, które pobudzają wiarę Tomasza i sprawiają, że wyznaje on Jezusa jako Pana i Boga. Skoro nazwano Tomasza bliźniakiem, może wobec innych ludzi Tomasz wykonywał ten sam gest, który wobec niego uczynił Pan. Może Tomasz dawał innym przystęp do swoich ran, do swoich słabości, które zostały przemienione przez zmartwychwstanie Chrystusa. I zobaczono w tym gest bliźniaczo podobny do gestu Pana. Zobaczono, że dawanie innym przystępu do siebie, do tego, co bolesne, co może było przyczyną hańby, a jednocześnie zostało dotknięte łaską przemienienia, która objawiła się w zmartwychstaniu Chrystusa, może budować wiarę innych. Wiarę w ich własne uzdrowienie, w uwolnienie od zła i grzechu.

W niedzielę miłosierdzia może warto zobaczyć, że miłosierdzie możemy sobie nawzajem okazywać, dając innym przystęp do naszych ran i słabości, które, mamy nadzieję, są przemieniane przez zwycięstwo Chrystusa. Miłosierdzie niekoniecznie przychodzi przez to, co silne i zdrowe, przez tych, którzy są święci i wolni od słabości, ale przez kroczenie razem, w towarzystwie naszych słabości. Czy jesteśmy bliźniakami Chrystusa, którzy próbują naśladować Jego gesty, gesty miłosierdzia? Gesty dotykania swoich ran?