Dla nas Chrystus stał się posłuszny aż do śmierci, a była to śmierć na krzyżu. Dlatego Bóg wywyższył Go nad wszystko i dal Mu imię, które jest ponad wszelkie imię. [Flp 2,8-9]

Wideo na Niedzielę Palmową:

O. Paweł Krupa i Boska.tv przedstawiają „Boskie Słowa”

Bardzo często wyobrażamy sobie siebie samych na tym krzyżu, to my jesteśmy tym łotrem, który tak pokornie wyznaje swoje grzechy… Pan Jezus nas przygarnia, na nasze grzechy nie patrzy, wszystko kończy się happy endem…

Ale wyobraźmy sobie, że na tym krzyżu wisi ktoś, kto naprawdę budzi w nas odrazę, ksiądz pedofil na przykład…, który mówi do Jezusa: „Słusznie ponoszę karę, ale zmiłuj się nade mną.” 

Czy z taką samą radością przyjmiemy słowa Jezusa: „Dziś będziesz ze Mną w raju”?

 

O. Adam Szustak OP i „Postne Smaki”

Szukaj osobistego spotkania, uchwyć się szczegółu, by nie zatonąć w powodzi wydarzeń.

 

O. Paweł Gużyński OP i Boskie Słowa (2012)

Czy człowiek to tylko suma potrzeb, które trzeba zaspokoić? Jezus odwołuje się dziś do tego, co w nas nadprzyrodzone, głębsze, a niedostrzegalne.

 

Nagrania kazań na Niedzielę Palmową:

 

Komentarze z miesięcznika „W drodze”:

 

Moje bieguny

Norbert Kuczko OP

Mt 21,1–11 • Iz 50,4–7 • Ps 22 • Flp 2,6–11 • Mt 26,14–27,66

W dzienniku z wypraw zatytułowanym Moje bieguny podróżnik Marek Kamiński napisał: „Antarktyda to jedna wielka abstrakcja. Nieograniczona biała przestrzeń. Brak punktów odniesienia, skali. Świat, w którym nic nie dzieje się wokół, ale bardzo wiele dzieje się w nas”.

Rozpoczynając Wielki Tydzień, jesteśmy zaproszeni do tego, żeby dać się Bogu poprowadzić w niełatwą przestrzeń pustki. Nie zawsze jest łatwo zajrzeć w swoje serce i skonfrontować się z tym, co w nim odkrywamy. Bo odkryć możemy życie rozpięte między biegunami. Na jednym z tych biegunów słychać „Hosanna”, a na drugim brzmi „Ukrzyżuj go”. Są takie obszary i przestrzenie mojego serca, które prag- ną obwołać Jezusa Mesjaszem, Panem i Królem, ale są też i takie, w których dołączam do tłumu wrzeszczącego: „Ukrzyżuj!”. Jak zrozumieć tę zagadkę, którą bywamy sami dla siebie i gdzie znaleźć ocalenie?

Warto dać się poprowadzić Liturgii Wielkich Dni. To jest czas schodzenia w głąb, przede wszystkim w głąb siebie. Ale nie idziemy tam sami. Jest na tej drodze Jezus, gotowy zejść aż na samo dno rozdartego serca, żebyśmy odkryli, że nie ma takiej przestrzeni ani takiej pustki, która jest dla Niego niedostępna.

Wszystko zaczyna się od tryumfu w Jerozolimie, gdzie razem z uczniami Jezusa możemy cieszyć się Jego chwałą. Tak to właśnie miało wyglądać, tego oczekiwali i tego się spodziewali, idąc za Mistrzem – oliwne gałązki, okrzyki radości, płaszcze na ziemi. Ale klimat zmienia się gwałtownie. Przyjaznych twarzy jest coraz mniej, a zamiast życzliwości pojawiają się wrogość, agresja i dezorientacja. To jest obraz naszej drogi wiary. Pragniemy tryumfu z Jezusem, ale gorszy nas, kiedy pojawia się przestrzeń cierpienia. Jesteśmy wtedy zdezorientowani i pytamy, gdzie jest Bóg, gdzie Jego moc? Chcemy chwały bez krzyża, a Jezus konsekwentnie pokazuje, którędy wiedzie droga. Możesz doświadczyć, że cię to przerasta, i uciekać jak uczniowie, zaprzeć się jak Piotr. Ale nawet w tym doświadczeniu jest szansa, że dostrzeżesz miłosierne spojrzenie Jezusa, który ocala, ponieważ nie ma większej mocy niż miłość aż do końca. Możesz odnaleźć się jak dobry łotr wiszący obok Jezusa, który świadom przegranych szans w ostatniej chwili zostaje wyrwany z otchłani rozpaczy. W końcu możesz złożyć Jezusa do grobu razem ze wszystkimi niespełnionymi nadziejami twojego życia.

I czekać w ciszy na świt poranka, na Światło, które nie zna zachodu, na Jezusa zmartwychwstałego, który pokonawszy śmierć, rzuci nowe światło na to wszystko, co się dzieje w twoim życiu.

Pozwól, aby Jezus przeprowadził cię przez twoje bieguny.

 

mike nowakfot. flickr.com/Mike Nowak

 

Przebacz to Chrystusowi

Michał Adamski OP

Łk 19,28-40 Iz 50,4-7 Ps 22 Flp 2,6-11 Łk 22,14-23,56

Czego Jezus pragnął tuż przed śmiercią? Co było dla Niego najważniejsze w tych ostatnich godzinach ziemskiego życia? Widział tłum ludzi wiwatujących na Jego cześć, słyszał ich tęsknotę za Wielkim Królem żydowskim. Mógł ich poderwać, zapalić w nich tę wielką tęsknotę za politycznym rajem na ziemi, za królestwem zrealizowanych ludzkich pragnień. Mógł dalej uzdrawiać chorych, umacniać zrozpaczonych, karmić głodnych, nieść przebaczenie potępionym i odrzuconym. Z pewnością kochaliby Go głośno i krzykliwie, z gałązką palmy w ręku, wzniesioną na Jego cześć.

Tyle się po Nim spodziewano, tak wielu na Niego liczyło, a może bardziej na siebie z Nim, kalkulując swoje – nie tak do końca – bezbożne zyski, zasiadając po prawej stronie mesjańskiego przecież tronu. Było tak wiele spraw…

A Jezus gorąco pragnął tylko jednego: spożyć Paschę ze swymi uczniami. Świat Go tak bardzo, jak zawsze, potrzebował: na swoją miarę, na swoje możliwości, a Jezus właśnie w tym kulminacyjnym punkcie zatrzymał się, wycofał, by spożyć ostatnią Wieczerzę.

Przebacz Jezusowi, Mesjaszowi na ośle, że zawiódł twoje, bardzo ludzkie nadzieje na życie z Bogiem.

Przebacz Chrystusowi, że przekreślił Twoją wizję Boga i nie spełnił zbyt pobożnych – na Twoją miarę – oczekiwań.

Przebacz Żydowskiemu Królowi, że wszedł do Wieczernika, który otworzył bramy Ogrójca i drogi krzyżowej wiodącej na Golgotę.

Przebacz Mu, że zaprosił Cię na Ucztę, kiedy tak wiele zła dookoła, tak wiele cierpienia, tak wielu potrzebujących, tak wiele w tobie samym do przepracowania, do przemienienia.

Przyjmij ten Dar, nie do końca zrozumiały przez świat. Przyjmij tę Jego obecność, często ginącą w ciemnościach ludzkich dziejów.  Mesjasz pozbawiony życia niesie nam Nowe Życie. Mesjasz skazany uwalnia nas od wyroku. Mesjasz zawiedzionych oczekiwań otwiera nas na nową nadzieję.

Gorąco pragnął chwili Wieczerzy. Ta jedna chwila prowadzi do wieczności. Nie cofnij się, bo blisko jest Ten, który cię usprawiedliwi. Pan cię wspomaga. Któż cię potępi? Przyjmij Jego Ciało i kielich Jego Krwi. To jest Testament Nowego Przymierza. Na wieki.

 Norm Lanier

fot. flickr.com/Norm Lanier

 

 

Chrystus i tłum 

Mateusz Przanowski OP

Iz 50,4-7 Ps 22 Flp 2,6-11 Mt 21,1-11

„Wszyscy tak robią”. Często się słyszy to zdanie; może i dla nas stało się ulubioną formułą samorozgrzeszenia. Wspólnota, społeczeństwo, rodzina, znajomi i inne grupy mogą doskonale zdjąć z nas odpowiedzialność za nasz stosunek do Chrystusa. Coraz więcej ludzi mówi: „Bałem się wyznać wiarę wobec moich znajomych, bałem się odrzucenia i ośmieszenia”. Cnota odwagi cywilnej leży zakurzona pod stertą innych cnót związanych z męstwem. Bardzo nas obchodzi co powiedzą inni. Czasem aż tak bardzo, że się zastanawiamy, kim naprawdę jesteśmy. Tracimy twarz w nieustannych kompromisach. Pytanie: „Co powie Chrystus?” najczęściej przegrywa z pytaniem: „Co powiedzą znajomi?”.

Dzisiejsza Ewangelia uczy nas, jak iluzoryczne jest poleganie na tak zwanej „opinii publicznej”, czy to w małych wspólnotach, czy też w skali całego kraju, a nawet kontynentu. Wiele razy już podkreślano, że ten sam tłum, który dzisiaj wita Jezusa, za chwilę zamieni się w bezwzględną i bezwolną masę, która zażąda Jego śmierci. Dzisiejsza liturgia również to podkreśla. Najpierw czytamy o uroczystym wjeździe Jezusa do Jerozolimy, później pojawia się opis Jego Męki. Mowa jest o tym samym tłumie. Kto z zauroczonego Jezusem tłumu będzie próbował Go bronić w dzień męki? Chrystus jest w Niedzielę Palmową kimś w rodzaju celebrity, od którego oczekuje się przywrócenia królestwa mlekiem i miodem płynącego. Z Chrystusa zrobiono idola, bohatera tłumów, gwiazdora. On sam musi nieść Tajemnicę swojego przeznaczenia.

Wola związania swojego życia z Chrystusem doprowadzi nas do momentu, w którym dostrzeżemy, że różnimy się od wielu naszych przyjaciół, czasem bliskich i kochanych przez nas ludzi, i że różnimy się od otoczenia zasadami, którymi chcemy żyć. Otwierają się wtedy przed nami dwie drogi. Albo pozwolimy nieść się „tłumowi”, będziemy mówić, zachowywać się, nawet myśleć „tak jak wszyscy”. Poddamy się chimerycznym nastrojom opinii publicznej, która jednego dnia stawia pomniki, by następnego je niszczyć. Możemy jednak iść drogą Jezusa, który jest zawsze ten sam, na wieki. W ostatecznym rozrachunku, to przecież nie „tłum”, ale nasze sumienie będzie świadczyć o nas przed Bogiem.

Także dzisiaj, w czasie liturgii, to nie „tłum” obiera sobie Chrystusa za Króla i Mesjasza, ale tysiące pojedynczych ludzkich istnień, zgromadzonych w jeden Kościół. Jestem wśród nich. „Tłum” nie zdejmuje ze mnie odpowiedzialności za to, co powiem dzisiaj do Jezusa. Obym mógł najszczerzej powiedzieć do Niego: „Hosanna Synowi Dawida. Błogosławiony, który przychodzi w imię Pańskie. Hosanna na wysokościach” (Mt 21,10).

 

Alvaro Canivell
fot. flickr.com/Alvaro Canivell