Zło lubi podszywać się pod dobro, co ma ten skutek uboczny, że po tym, jak się raz sparzymy, boimy się nawet dobra.

 

Pierwsze, co rzuca się w oczy, to fakt, że przerażeni bohaterowie – Łucja, Zuzanna i Piotr – biorą za zło nawet to, co tylko powierzchownie łączy z sytuacją, w której pierwszy raz się z nim zetknęli. Lęk i poprzednie doświadczenia sprawiają, że reagują ucieczką na sam tylko dźwięk kojarzący się z Czarownicą. Zło lubi podszywać się pod dobro, co ma ten skutek uboczny, że potem boimy się dobra. Strach ten sprawia, że wolimy uciec lub przyjąć formę przetrwalnikową, niż mierzyć się z rzeczywistością.

W filmie okazuje się, że tym razem nie trzeba się bać. Powożącym saniami okazuje się być Mr. Christmas. Nie jest to Krasnal Coca-Cola ani nawet święty biskup z Miry – Mikołaj. Sama odczytuję tę postać jako (uwaga: trudne słowo) personifikację świąt Bożego Narodzenia, a więc świąt Wcielenia Boga.

Prezenty

Każdy z bohaterów otrzymuje za pośrednictwem Mr. Christmas prezent od Aslana. Łucja dostaje eliksir leczący wszelkie rany oraz sztylet, bardziej nadający się do rozcinania więzów niż obrony – piękny obraz daru uzdrawiania i uwalniania. Tu gdzieś w tle jest echo głosu proroka Izajasza mówiącego, że Mesjasz uleczy rany serc zbolałych i będzie obwoływał rok łaski od Pana, na które to słowa powołuje się Jezus w synagodze w Nazarecie (por. Łk 4, 18-19).

Zuzanna dostaje łuk i róg, który zawsze przywołuje pomoc. Łuk można odczytać jako symbol modlitwy oraz tego, że Zuzanna nie będzie walczyć w bezpośrednim starciu, ale z daleka. Dla mnie, przesiąkniętej dominikańskimi klimatami, jest ona świetnym obrazem mniszek, których modlitwa jest jak rażenie wroga strzałami i wzywanie pomocy Boga, szczególnie wtedy, kiedy sytuacja staje się krytyczna (czego świetnym obrazem jest róg przywołujący zawsze pomoc).

Siostry dominikanki nie są na pierwszej linii, jednak dopiero po śmierci zobaczymy, jak wielu porażek udało się uniknąć dzięki ich wstawiennictwu i jak wiele nawróceń jest owocem ich cichej, ukrytej wierności Chrystusowi.

Wreszcie Piotr: otrzymuje miecz (w Biblii symbol słowa) oraz tarczę (symbol wiary). On będzie walczył bezpośrednio: głosząc i chroniąc tych, którzy zostali mu powierzeni.

Każdy otrzymuje dar odpowiedni do jego umiejętności, charakteru i sił. Jednocześnie dary te wymagają dorastania do nich. Zwłaszcza Piotr stanie jeszcze przed wieloma wyzwaniami, zanim miecz i tarcza dobrze dopasują się do jego ręki, nie mówiąc o sercu.

Boski posag

Nie stajemy do walki sami i bezbronni: Bóg nas wyposaża – najpierw dając przewodników (Bobry), a potem dary, które chronią nas i służą innym. Oparcie się na tej prawdzie daje siłę. Nie jesteśmy sami, nie jesteśmy bezbronni. Bóg o nas pamięta i chce nam pomóc. W końcu On też dobrze zna naszą słabość, skoro sam się wcielił. Doświadczył kuszenia i wewnętrznej ciemności, którą dźwigają grzesznicy, chociaż pozostał bezgrzeszny. To dlatego prezenty te dają święta Bożego Narodzenia – czas przeznaczony na kontemplowanie człowieczeństwa Boga.

Zostaje tylko pytanie: a co z Edmundem? Był niegrzeczny i nie zasłużył na prezent?

Nie, on też coś otrzymuje, choć w inny sposób, ale na napisanie o tym jeszcze przyjdzie czas.