Dziś nie zareagujemy, widząc bitą na ulicy dziewczynę, za tydzień, miesiąc – to my będziemy tymi bitymi i też nikt nie zareaguje. Bo przecież „to nie ich wojna…”.

 

Piotr, Łucja i Zuzanna podążając w stronę Kamiennego Stołu, muszą przebyć zamarzniętą rzekę, która zaczyna rozmarzać. Lód pęka i na tym niepewnym gruncie, w pośpiechu i zagrożeniu Piotr dyskutuje z dowódcą wilczego NKWD Czarownicy. Właściwie to trudno nazwać dyskusją – Piotr milczy, słuchając trzech wołających do niego głosów: Wilka, Zuzanny i Bobra.

 

Wilk: No i po co tam idziesz? To nie twoja wojna, Edmund sam się podłożył, niech teraz ponosi konsekwencje. Pozwolimy wam odejść, wracajcie, skąd przyszliście, a nas zostawcie w spokoju. To nie wasza wojna…

Zuzanna (histerycznie): On ma rację, zaraz zginiemy, Piotr, ratujmy się! Nie ma innej drogi wyjścia!

Bóbr: Nie słuchaj go! Potrzebujemy was! Nie poddawaj się!

Diabeł nas straszy

Te trzy głosy możemy w czasie kryzysu usłyszeć w naszym wnętrzu: Wilk – głos Złego, Zuzanna – głos naszej natury, Bóbr – głos Anioła Opiekuna. „Zuzanna” różnie reaguje, bo czasem może się zdarzyć, że będzie wspierała głos „Bobra”.

Ale tu mamy sytuację klasycznego, głębokiego kryzysu i to na dodatek wywołanego tym, że chcemy komuś pomóc. Co ciekawe, jest to ktoś, za kim nie przepadamy, kogo zachowanie sprowokowało sytuację, w jakiej się ta osoba znalazła, ale wobec kogo jesteśmy zobowiązani do pomocy, bo jest to dla nas z jakichś powodów bliska osoba: ktoś z rodziny, wspólnoty, po prostu bliźni.

Możemy się jeszcze wycofać, diabeł nas straszy konsekwencjami i rysuje przed nami wizję ratunku – wystarczy się powstrzymać od działania. „To nie twoja wojna…” Tego, że jeśli się wycofamy, to i tak nas ta wojna dopadnie, diabeł rzecz jasna już nam nie powie. A dopadnie nas – dziś nie zareagujemy, widząc bitą na ulicy dziewczynę, za tydzień, miesiąc – to my będziemy tymi bitymi i też nikt nie zareaguje. Bo przecież „to nie ich wojna…”.

Każda wojna jest nasza

W świecie ducha nie ma „cudzych wojen”. Mordoru nie da się pokonać w pojedynkę, czasem nasza drobna modlitwa i śladowe wyrzeczenie może sprawić, że staniemy się jak Sam, który nie mogąc wziąć brzemienia Froda, niósł jego samego na Mount Doom. A dopiero po śmierci zobaczymy, jak wiele naszych zwycięstw było pilnie wspierane modlitwą i poświęceniem innych. W końcu to nie własną siłą człowiek zwycięża a odwołaniem do potęgi Pana, także tej działającej w Kościele i poprzez Kościół.

I jeszcze jeden aspekt: Piotr wydaje się nie mieć wyjścia. Przed nim wilki, za nim wilki, kra coraz bardziej pęka, za chwile runie wodospad. Ale to pozorny brak, co Piotr świetnie wyczuwa i w odruchu, z zewnątrz wyglądającym na posunięcie straceńca, wybiera rozwiązanie dające najmniej szans na powodzenie, ale jednocześnie pozwalające mu ocalić jego decyzję na walkę o brata.

Jest to też chwila, kiedy Piotr nie jest jeszcze w stanie zdecydowanie zgasić w sobie głosu Złego – zabić Wilka. Ale lepiej wybrać ucieczkę niż walkę, do której nie jesteśmy gotowi. Bez obaw – moment ostatecznej rozgrywki zawsze kiedyś nadejdzie.

Szkolenie z rachunku sumienia

Z porad praktycznych: w czasach „pokoju” trzeba poświęcić nieco czasu (rekolekcje zamknięte, codzienna adoracja bądź minimum kwadrans modlitwy w ciszy) na rozróżnianie głosów w naszym sercu. Bardzo dobrym narzędziem do tego jest również codzienny wieczorny rachunek sumienia. To szkolenie pozwoli nam w chwili, kiedy będziemy stali na naszej krze i słyszeli walczące w naszym sercu głosy, wybrać instynktownie głos „Bobra” i być mu posłusznym.

 

fot. superfamous.com / CC