Zapewne powszechnie znane są już jedne z ostatnich słów, które wypowiedział ojciec Joachim Badeni w przeddzień śmierci: Dzisiaj… wieczorem… nastąpią… zaślubiny… z… Jezusem. Wszystko… przygotowane. Kilka godzin później zmarł.

Czy goście weselni mogą się smucić, dopóki pan młody jest z nimi? [Mt 9, 15]

Czyż to jest post, jaki Ja uznaję, dzień, w którym się człowiek umartwia? Czy zwieszanie głowy jak sitowie i użycie woru z popiołem za posłanie – czyż to nazwiesz postem i dniem miłym Panu? [Iz 58, 5]

Przygotowując się do dzisiejszej Eucharystii, którą wieczorem będę odprawiał w naszym poznańskim kościele za ojca Joachima (był tu w latach sześćdziesiątych duszpasterzem akademickim), zajrzałem do Ewangelii i czytam w niej: Czy goście weselni mogą się smucić, dopóki pan młody jest z nimi? (Mt 9, 15). Czy można było sobie wymarzyć bardziej trafiony fragment ewangelii w rocznicę śmierci ojca?

Umierając, ojciec Joachim przechodził przez prawdziwe ogołocenie. Jak sam wyznał pewnej nocy: nikogo nie ma, jest tylko ciemność. Całe życie poświęcił szukaniu Boga i sam pozwalał się Jemu znajdować. Był zaprzeczeniem pewnej nauki, którą w opowieściach chasydzkich doszukał się P. Evdokimov: Rabbi Baruch usiłował wyjaśnić, że Bóg jest towarzyszem wygnania, opuszczonym samotnikiem, obcym, którego ludzie nie rozpoznali. Pewnego dnia jego wnuk bawił się w chowanego z innym małym chłopcem. Schował się, lecz kolega nie chciał go szukać i odszedł. Chłopiec ze łzami przybiegł do dziadka na skargę, a rabbi, także z oczami pełnymi łez zawołał: „Bóg mówi to samo! Ja się chowam, lecz nikt nie przychodzi mnie szukać…”.

Gdy odwiedzałem ojca mogłem zobaczyć bezradne dziecko, poddane posłusznie ale i ufnie innym, bo przecież jeśli się nie odmienicie i nie staniecie jak dzieci…. W tym czasie umierał także mój rodzony ojciec, któremu nie mogłem w tym czasie towarzyszyć. Krótkie chwile spędzone przy o.Joachimie, gdy mogłem go pogłaskać, złapać za rękę, pomodlić się… to dla mnie czas odnajdywania pokoju wewnętrznego. Każdy z nas stoi przed czasem i doświadczeniem bezbronności. Obyśmy potrafili przyjąć i nie bronić się przed nią. Być zdanym na drugiego, to pozwolić sie przytulić przez Ojca, który ogarnia nas i błogosławi dłońmi Syna i Ducha (św. Ireneusz).

Dla ojca Joachima umieranie było czasem autentycznego postu, takiego nie wydumanego i nie wyreżyserowanego, ale przyjętego z Ducha. Oblubieniec jakby się schował się – lecz przyjdzie czas, kiedy zabiorą im pana młodego, a wtedy będą pościć, by za chwilę powrócić już na zawsze, z niewyobrażalną intensywnością. Przyszedł i już się ujawniło, czym będziemy. Wiemy, że gdy się objawi, będziemy do Niego podobni, bo ujrzymy Go takim, jakim jest (1 J 3, 1-2).

Za życia, od dnia, w którym w zakonie już zachwycił się i doświadczył Żywego Boga, stał się prawdziwym weselnikiem, na dobre „rozbawionym” Bogiem. Widzisz, gdybyś umiał bawić się z Bogiem, byłoby to największe osiągnięcie ludzkości. Wszyscy traktują Boga tak bardzo poważnie, że czynią Go śmiertelnie nudnym… Baw się z Bogiem, synu. Bóg jest najlepszym towarzyszem zabaw…  radzi  jeden ze świętych (P. Evdokimov, Życie duchowe w mieście).

Joachim Badeni nigdy nie nabrał pobożnego grymasu i nie dał sobie przykleić smutnej gęby pseudoascety. Jego duchowość była duchowością Wcielenia, daleką od gnozy i manicheizmu. Ludzie są duchowi dzięki uczestnictwu Ducha Świętego, a nie dzięki wyrzeczeniu się i odrzuceniu ciała, zauważa św. Ireneusz z Lyonu.

 

img0087

 

Bóg stał się człowiekiem. Syn Boży stał się człowiekiem. To, co było dalekie, obce, na szczycie góry, w namiocie spotkania, jako słup ognia i mgła, czy chmura, to wszystko stało się Człowiekiem. A więc stał się takim, że nic ludzkiego nie jest Mu obce prócz oczywiście grzechu. I to jest, myślę, co znaczy, że Słowo stało się Ciałem i zamieszkało miedzy nami. Nic, co jest nasze, każdego poszczególnego człowieka i wszystkich ludzi razem, nie jest Jemu obce. I On jest obecny w Sakramencie Ołtarza w tabernakulum. To nie jest tylko Bóg–Człowiek, któremu jestem winien uwielbienie i modlitwę, to jest Ten, kto, ponieważ jest Bogiem, jest dla mnie KIMŚ NAJBLIŻSZYM, KIMŚ POŚRÓD NAS. I nie ma absolutnie nic między nami a Nim, co byłoby dla Niego obce, prócz oczywiście grzechu, a nawet grzech wziął na siebie. To jest dziwna rzecz, to jest tajemnica. (Joachim Badeni,Fotel z widokiem na pole).

Bezgrzeszność to za mało by być świętym. Święty jest charyzmatykiem – Pneumatophoros ( z gr. niosący Ducha). Takim człowiekiem był o.Badeni: kontemplatyk, który nigdy nie nudził się Bogiem i Boga też na modlitwie nie zanudzał potokiem modlitewek. W obecnej dobie gigantycznego znudzenia, usytuowanego między purytańskim moralizatorstwem a rozpustą, miłość charyzmatyczna jawi się ponownie jako jedyna, fascynująca i wielka przygoda ludzkiego życia, pisze Evdokomov. Na modlitwie nie tyle mówił, co kochał i miał świadomość, że jest kochany. Uchwycił bezbłędnie istotę kontemplacji. Mówił:Trzymajmy się tej niesamowitej poufałości, jaka była między pierwszym człowiekiem a Bogiem Stwórcą, którego obrazem jest raj, wieczór, powiew i ów tajemniczy szelest kroków Boga.

 

 

img0088

 

Kochał i karmił się Eucharystią, sprawując ją zawsze z ogromnym skupieniem, ale bez teatralizacji i nabożnej pozy, której głupio uczą kleryków w seminariach. Życzę ci – uśmiechał się – by jak cię już wyświęcą, to żeby z kleryka nie zrobił się kler, z humorem mówił jednemu z braci. Cieszył się Bogiem, cieszył się życiem, cieszył się ludźmi… „upijając się wybornym winem” Boga, choć osobiście preferował piwo. Jakżeby inaczej! W końcu był potomkiem dawnych właścicieli żywieckiego browaru. Gdy znalazł się w szpitalu, zapytano go, czego mu brakuje. Odpowiedział prosto i bez fałszywego kreowania się na kogoś oryginalnego: Eucharystii i piwa.

Bowiem lepiej jeść mięso i pić wino, niż pożerać przez obmowę ciało braci, uczył Abba Hyperechios.

 

Ojciec Joachim Badeni zmarł 11 marca 2010 roku w opinii świętości.

fot. Norbert Kuczko OP