Jest pewien warunek, który musi zostać spełniony, aby kobieta mogła kochać mądrze: bez dominowania małżonka, zawłaszczania dzieci, uwodzenia powierzonych jej mężczyzn-przyjaciół.

Pewien kapłan w swojej pracy duszpasterskiej zajmował się prostytutkami, próbując doprowadzić je do decyzji porzucenia „zawodu”. Opowiadał, że najpierw stara się budzić w nich pragnienie wyjścia z tego stanu. Jednej z nich zaproponował, żeby przyszła do kościoła i podeszła do tabernakulum. Zapytał, czy zna jakąś modlitwę i poprosił, aby ją odmówiła na głos, bardzo powoli i by zatrzymała się przy słowie, które jej się najbardziej podoba. Kobieta niepewnie zaczęła odmawiać „Zdrowaś Maryjo”. Przy słowach „Matko Boża” przerwała i powtórzyła: „Matko Boża…” Naraz wybuchając płaczem zwróciła twarz do księdza, wciąż powtarzając „Matko…”, „Matko…”, „Matko…”

Istota

Gdy myślę o kobiecości, także własnej, nabieram przekonania, że najgłębszym jej rysem jest macierzyństwo. Sercem kobiecości jest powołanie do bycia matką, którego znaczenia nie należy jednak zawężać do biologicznego rodzenia. Najgłębiej rozumiane, wypływające z duchowej natury macierzyństwo kobiety czyni z niej matkę nie tylko jej dzieci, ale także jej męża i bliskich – i nie chodzi tutaj o nachalne „niańczenie” czy usilne „matkowanie” komukolwiek.

Właśnie macierzyństwo dostrzegł w kobiecie Adam jako najpełniej oddające jej naturę, czemu dał wyraz w imieniu, jakim ją określił: Ewa, co znaczy „matka żyjących” (Rdz 3,20).

Istota kobiety wzięła się z Bożego pragnienia obdarowania człowieka miłością. „Nie jest dobrze, żeby mężczyzna był sam” (Rdz 2, 18) – stwierdził Bóg, a zatem jego intencją przy stwarzaniu Ewy było stworzenie człowieka szczególnie zdolnego kochać, przyjmować, wspierać, „być pomocą”. I tak kobieta obdarza delikatnością i ciepłem swojego męża Adama, a potem swoje dzieci. Jej duchowy profil – matczyność – roztacza specyficzną opiekę nad wszystkimi powierzonymi jej istotami, gdyż z takim właśnie zamysłem została stworzona.

 

Ewa_001k

 

Intuicje niektórych teologów w stworzeniu kobiety na końcu, po Adamie, jako takiej, która ma być blisko niego i kochać, aby nie czuł się „sam”, dostrzegają w niej szczególne posłannictwo miłości samego Boga. W tajemnicy jej serca widzą tajemnicę Serca Boga, który wolnej woli człowieka poddaje swoją wszechmoc: kobieta „tak jak Bóg jest pozbawiona wszelkiej siły poza siłą miłości, bowiem jest znakiem i narzędziem Jego własnej miłości” (Nicole Echivard).

Możemy dostrzec dwa najważniejsze przejawy matczynej miłości kobiety, którą kieruje ku mężowi, dzieciom i osobom jej danym. Po pierwsze przyjmuje ich prawdziwą wartość i potwierdza ją. Po drugie – ofiarowuje wolność.

Ta, która przyjmuje

Pierwszy przejaw matczynej miłości kobiety to zdolność – i jednocześnie zadanie – ocalenia wartości człowieka w jego własnych oczach. Kobieta widzi piękno i cenność człowieka, którego pokochała – często bez namysłu, bezinteresownie, „bo jest”. W samym byciu człowieka jakim jest – widzi wartość. Dlatego w położonym na jej brzuchu kruchym, zakrwawionym ciałku niemowlęcia zdolna jest przeczuwać cud „obrazu Boga”, który wstrząsa nią egzystencjalnie, tak że zwykle płacze ze szczęścia. Dlatego może oddać życie głęboko upośledzonemu dziecku, dlatego w recydywiście wciąż będzie widziała „dobre dziecko” i nie traciła nadziei (jak w filmie „Porozmawiajmy o Kevinie” Lynne Ramsay). Tak, kobieta patrzy trochę jak Bóg. W dzisiejszym świecie niepewność co do własnej wartości jest najpoważniejszą epidemią. Kobieta, mocą swojego macierzyńskiego serca, podnosi, przypomina o wartości, którą w człowieku widzi – wszakże kobiety są z natury wrażliwe na piękno i dobro.

Najpierw przyjmuje męża. Właśnie: „przyjmuje”, czyli w prawdzie, adekwatnie odczytuje jego wartość. On przegląda się w jej oczach. Pragnie, aby go podziwiała. „Przyjmuje” także innych; jest apostołką Bożego na nich spojrzenia. Gdy wpada do zaprzyjaźnionego księdza i rzuca z uśmiechem: „chciałam tylko cię zobaczyć i lecę dalej”, komunikuje mu to samo: warty jesteś, by cię widzieć. Ni mniej, ni więcej: jesteś piękny i kocham cię.

 

Ewa_002k

 

Tymczasem wystarczy się rozejrzeć, by ujrzeć małżeństwa, gdzie skwaszona żona nie przepuści żadnej okazji, by swemu mężowi przypomnieć, jaką jest „safandułą”. Antytezą kobiecego powołania i powołania matki jest przykład Mikal, córki Saula (2 Sm 6, 16-23). Gdy Dawid tańczył uniesiony miłością Bożą, ona „wzgardziła nim w sercu”. Wydrwiła go, ośmieszyła. Pogarda pozbawia wartości. Nie bez znaczenia jest tu fakt, że Mikal „była bezdzietna aż do czasu swojej śmierci”. Macierzyństwo i płodność fizyczna stanowią symboliczne i istotowe odzwierciedlenie duchowej zdolności przyjmowania daru życia jako wartości.

A dziecku – kto powie, jakie jest dobre, jakie piękne, jak nie mama? Skąd ono ma to wiedzieć? Gdy odbierałam synka z przedszkola, widywałam mamę, która ilekroć otworzyła usta, swojego syna utwierdzała w przekonaniu, że jest do niczego. „o, znowu kapcie rozrzucone. Niechluj. No ubieraj się, co tak stoisz. Szybciej! Nie na tą nogę. Boże, co ja mam z tobą! Krzyż Pański! Nic się nie nauczył. Popatrz, jak dzieci szybko się ubrały, a ty ostatni”. Ta smutna melodia powtarzała się dzień w dzień. A przecież matka powinna być nieustępliwym strażnikiem poczucia wartości swoich dzieci. Stawać w jej obronie jak lwica.

Każda z nas robi błędy, ale na ochronę dziecięcego poczucia wartości powinnyśmy być naprawdę uczulone. Nawet w pozornie błahych sprawach… Pani ekspedientka w sklepie przymierzając mojemu synkowi marynarki zaczęła biadolić nad jego „chudością”. „O matko, skóra i kości, chyba nic nie jesz, chudzielec wyjątkowy”. Już przemilczałabym, po co robić aferę… Jednak przy płaceniu, gdy pani raczyła uwagę powtórzyć, a ja złapałam przygaszony wzrok syna, powiedziałam tylko – „Antoś jest bardzo proporcjonalny. Dokładnie w sam raz, idealny. Nie jest za chudy, jest szczupły i bardzo się cieszymy, że tak zgrabnie wygląda”. Mały rozjaśnił się. Następnego dnia niania córeczki, nieświadoma sklepowego incydentu, przy śniadaniu wspomniała coś o Antosiu – „szczypiorku”. Syn wyprostował się i spokojnie, z godnością, oświadczył: „Nie jestem za chudy nianiu, nie mów tak proszę. Jestem idealny”.

Miłość kobieca może leczyć rany szczególnie tych serc, które nie były dość kochane i żyją w lęku, że nie są warte miłości. Na tym polega rola kobiety-matki w świecie. Kobieta, w której działa Duch Święty, ma moc leczyć głębokie zranienia powodowane brakiem miłości. Dziś wydaje się, że na wszystko trzeba zasłużyć – kobieta prorokuje o Bogu, który kocha człowieka bez zasług.

Ta, która uwalnia

Obok przyjmowania człowieka darmo i ratowania w jego własnych oczach, a przez to ośmielania w ufnym kontakcie z Bogiem, istnieje drugi przejaw miłości macierzyńskiej. Ten nie jest już tak spontaniczny i, choć należy do istoty miłości, kobieta-matka musi nad nim zwykle usilnie pracować.

Jej miłość jest głęboka i może nieść zagrożenie zaborczością. Bywa nierzadko, że wyciąga ramiona, aby zatrzymać dla siebie to, co kocha; by mieć na tym kontrolę i wiedzieć „lepiej”, co najlepsze.

Niekiedy obserwuje się to w związkach małżeńskich, gdy kobieta dyryguje, rozlicza męża ze spędzanego bez niej czasu, „karze” go emocjonalnym szantażem (fochem, cichymi dniami), przydziela zadania, a w przestrzeni intymnej sama „rozdaje karty” łaskawie pozwalając na zbliżenia wyłącznie wtedy, gdy sama „ma ochotę”. Także swoje dzieci matki potrafią przywiązywać do siebie, przejmując kontrolę nad ich życiem – nie oddając jej ani Bogu, ani im samym. To samo zagraża przyjaźniom i wszelkim miłościom kobiecego serca. Pobudki są bardzo szlachetne, a skutki opłakane.

 

Ewa_003k

 

Macierzyńska delikatność obdarza człowieka wolnością, która winna mieć dwie strony. Jej awersem jest bezinteresowność, a rewersem – rezygnacja z „praw”. Obie wiążą się z opisanym już, prostym „przyjmowaniem” człowieka, jakim jest i dlatego tylko, że jest.

W bezinteresowności kobieta dąży do oczyszczenia miłości z szukania korzyści dla siebie. Gdy kochając nic nie zyskuje, kochany nie ma jak „zapłacić”, matka jest szczęśliwa. Taka miłość jest najbardziej terapeutyczna i najbardziej obrazuje miłość Boga. To także jej „chleb powszedni”: ofiarowuje siebie wstając w nocy do płaczących malców, podejmując sumiennie obowiązki domowe, około 13.00 przypominając sobie, że nie zjadła śniadania. Cieszy się, gdy ma szansę obdarzyć miłością i nie czerpać procentów dla siebie. Wszakże jeden akt czystej miłości – czystej od szukania siebie – ma większą wartość niż wszelkie najtkliwsze słowa i gesty czułości, niż wielkie dzieła; to miała na myśli św. Teresa mówiąc o podniesieniu szpilki z czystą miłością. Bądźmy więc wdzięczne, gdy naszej miłości się nie docenia.

 

Ewa_004k

 

Druga forma wolności to zwolnienie uścisku, otwarcie dłoni i „wypuszczenie”, pozwolenie na samodzielny lot. Truizmem jest, że miłości zagraża grzech – to wiemy. Nie mamy jednak często świadomości, że i relacjom, i duszom bardzo zagrażają nadmierne przywiązania, do których niestety szczególnie kobieta-matka miewa skłonność. Szkodzi i sobie, i osobom, które kocha. Mąż bardzo potrzebuje autonomii wyrażanej własną pasją, czasem nie definiowanym potrzebami rodziny, ale własnymi, samotności szanowanej przez kobietę. Jak często czuje się przez nią przesłuchiwany, kontrolowany i zawłaszczany; jak bardzo buntuje się wtedy jego nieoswojona natura. Dzieci przejmują w siebie kobiecy lęk, gdy mama przesadnej troski o ich zdrowie i przyszłość nie zawierza Bogu i stara się sama być ich gwarantem. I tu trzeba nam zgodzić się, że w wielu sferach życie naszych dzieci nie należy i nie zależy od nas. To sprawi, że zarzucimy kontrolę i nad-odpowiedzialność, a ofiarujemy im spokój i najgłębsze bezpieczeństwo w Bogu, bo to On daje im szczęście, nie my. „Rezygnacja z praw” to także pozwolić im odchodzić. Najpierw przez wyrażanie uczuć, by miały prawo z nami się nie zgadzać. Z czasem przez coraz większe przestrzenie własnych decyzji, przez których skutkami przestajemy chronić.

Przejawem „modliszkowych” zakus kobiety jest także roszczenie, by była dla kogoś jedyną, wyłączną przyjaciółką; to terror, gdy kontakt wciąż wydaje się jej zbyt rzadki. Warto świadomie pracować nad własną wolnością i uwalnianiem tych, których kochamy. Bardzo praktycznym sposobem są wewnętrzne akty oddania ich Bogu i rezygnacji z praw do nich. Nikt nie należy do nas. Gdy zauważamy w sobie symptomy zawłaszczania, gdy bardzo boimy się kogoś utracić – męża, dziecko, przyjaciela – tym bardziej mówmy Bogu, że jesteśmy na to gotowe i wiemy, że to Jego wola daje im szczęście, a nie my.

 

Jej miękkość

Ciało człowieka jest znakiem jego ducha – w biologię naocznie wpisuje się ludzka duchowość. W pięknym ciele kobiety nie sposób nie widzieć oznak jej najgłębszego powołania, jakim jest miłość – matczyna zdolność przyjmowania z czułością życia i istnienia innych.

W najbardziej dosłownym sensie przyjmuje w swoje ciało zarazem mężczyznę i dziecko. Mężczyźnie przez akt seksualny udziela schronienia w swoim wnętrzu. Porwany gwałtowną falą namiętności, otoczony ramionami i spowity jej ciałem, staje się znowu bezradnym chłopcem, który pragnie potwierdzenia swojej wartości – i otrzymuje je; szuka opieki dla swej prostolinijnej wrażliwości – i odnajduje ją. Kobieta przyjmuje jego istnienie z wdzięcznością, swoim oddaniem wyraża bez słów – jak bardzo wart jest miłości. Jawi się drugą, nową matką; niekiedy nową szansą na właściwe przyjęcie cudu jego życia, gdy pierwsza matka nie umiała go przyjąć.

 

Ewa_005k

 

Specyfika ciała kobiety, miękkość jej piersi, skóry i włosów, barwa głosu wskazują, że została uczyniona, by dawać czułość. Skąd męska fascynacja kobiecymi piersiami? Czyż nie jest szukaniem w ukochanej matczynej troski, przytulenia, bezpieczeństwa i słodyczy „piersi matki”?

W swoje ciało przyjmuje także dziecko, karmi je swoją krwią, potem swoim mlekiem. Tu także wymiar daru kobiety nasuwa skojarzenie z tajemnicą miłości Boga, który w Eucharystii karmi nas swoim Ciałem i Krwią; matka staje się jej obrazem, a Bóg staje się dla nas Matką.

Macierzyństwo jako duchowe clou bycia kobietą znajduje wyraz w biologicznym rytmie płodności; seksualność powiązana z możliwością dawania życia to dwie strony tego samego profilu kobiety, jako z istoty nastawionej na miłość. Jednak to matczyne serce kobiety nie ma przygarniać jedynie męża i dzieci; wszakże wiele kobiet ich nie ma. Ze swojego macierzyńskiego serca kobieta czerpie czystość gestów wobec przyjaciół obojga płci i czułą troskę o wszystkich, których kocha.

 

Dwie odmiany maskulinizmu

Kapłani, którzy są kierownikami duchowymi sióstr zakonnych, zauważają, że powtarzającym się problemem sióstr bywa nieakceptacja swojej kobiecości. Wciąż dość częstym stereotypem jest potrzeba „wyrzeczenia się” swojej płciowości, która miałaby wynikać z konsekracji. Jak to się przejawia? Najbardziej czytelnie w niezwykle wstydliwym i pruderyjnym podejściu do menstruacji i biologicznego rytmu płodności. Niektórym siostrom wydaje się on zbędny lub żenujący; usiłują zakłamywać swoją kobiecość i macierzyńską istotę. Tymczasem cykliczność stanowi symboliczną reprezentację ich ducha stworzonego do miłości, ich naturalnego dążenia do jedności z mężczyzną i do bycia matką – ochroną i ukojeniem. Zatem niechęć do biologicznych przejawów płci może odsłaniać niechęć do swojej płciowości. I bywa, że konsekrowane kobiety swoją naturalną potrzebę bycia blisko mężczyzny i darzenia go czystą miłością – wyrywającą się z matczynego serca – traktują jako zdradę Jezusa.

Tymczasem wolą Bożą dla każdego jest kochać i mieć czyste serce, w zgodzie z tym, kim się jest z natury. W przypadku kobiet każdego powołania, jest to piękna, ujmująca, wdzięczna, urocza i słodka matczyna delikatność, którą mogą cieszyć się tak darzone nią kobiety, jak i mężczyźni! Wielkim błędem jest zatem interpretowanie miłości wyłącznie w kluczu emocji i seksu, a zatem odrzucanie jej w celibacie, gdyż tylko od nas zależy, jaki jej nadamy kształt – a kochanie innych, kochanie mężczyzn przez kobiety i kobiet przez mężczyzn jest wpisane w ludzką naturę. „Dar Boży polegający na stworzeniu człowieka mężczyzną i kobietą jest nieodwołalny. W sferze stosunków ludzkich najmilsza radość na ziemi przejawia się między kobietą a mężczyzną, czy jest on małżonkiem, czy też księdzem. Radość ta jest na zawsze dostępna i możliwa dla tych, którzy kochają w prawdzie, zgodnie z zamysłem stwórczym i odkupiającą Miłością” (Nicole Echivard). Kobieta konsekrowana może swojej miłości nadać kształt specyficznie matczyny, ilekroć przyświadcza wartość powierzonych jej osób, a zarazem strzeże, by jej miłość nie wiązała, ale była czysta od chęci posiadania.

 

Ewa_006k

 

Zakonnica, która nie chce być kobietą, a więc i matką, staje się albo infantylna (unika dojrzałości, będąc wciąż małą trzpiotką, dziewczynką, lukrowaną karykaturą Teresy z Lisieux), albo męska. Stąd niekiedy spowiednicy postanawiają zapoznać się z niuansami faz kobiecego cyklu i w konfesjonale do owej wiedzy nawiązują, uświadamiając siostrom niezawinioną, uczuciową tkliwość pewnych okresów oraz osadzenie psychiki w hormonalnej symfonii. A przez to – piękno kobiecej seksualności w ich powołaniu znajdującej wyraz w duchowym macierzyństwie, o którym regularnie i dyskretnie przypomina ciało.

Przemilczanie swojej matczynej natury przez celibatariuszki przypomina drugą formę współczesnego maskulinizmu – jej zaprzeczanie na drodze stosowania antykoncepcji. Obie postawy są wyrazem głębokiego niepogodzenia się z kobiecością jako zintegrowaną z matczyną gotowością przyjęcia człowieka jako daru – do kochania, gotowością, jaka rysuje się tak w psychiczno-duchowym, jak i w cielesnym wymiarze egzystencji. Niepogodzenie z pełnią kobiecości jest tu także problemem męża, który antykoncepcji sprzyja. Prawdą o ciele żony jest to, że jest konstytutywnie ciałem matki: mężczyzna nie chce przyjąć żony w prawdzie, jeśli nie przyjmuje jej ciała jako z natury matczynego.

 

Sakrament macierzyństwa

Posłannictwem kobiety jest więc kochać jak Bóg, pokazywać ludziom ich wartość, dowodzić, że warci są miłości. Jest jednak pewien warunek, który musi zostać spełniony, aby kobieta mogła to posłannictwo pełnić mądrze – bez dominowania małżonka, zawłaszczania dzieci, uwodzenia powierzonych jej mężczyzn-przyjaciół.

Jej związana z miłością natura to przede wszystkim szalona, zachłanna potrzeba bycia kochaną. Ona pragnie być kochana miłością absolutną, ostateczną i wszechogarniającą. Oczekuje tego, ponieważ duchowa intuicja podpowiada jej, że może na to liczyć. Nie od męża, nie od człowieka. Ona w głębi duszy wie, że najważniejszą miłością człowieka jest pozwolić się kochać; skoro widzi w sobie zdolność do wielkiej miłości ku innym, przeczuwa, że dla siebie może chcieć jeszcze więcej. W kobiecie pulsuje dziewicze pragnienie bycia kochaną przez Boga.

 

Ewa_007k

 

I jeśli przez jej serce, jak przez pryzmat, przenikają promienie miłości Boga, będzie tej miłości sakramentem. Jeśli będzie z Nim przesiadywać i poznawać Go, Bóg zacznie przygarniać jej rękoma, Jego łagodność uwidoczni się w jej słowach i uśmiechu. Im bardziej poczuje się kochana i przyjęta przez Boga, tym bardziej będzie przyjmować innych.

Stanie się „matką wszystkich żyjących”, których Bóg postawi na jej drodze – i męża, i dzieci, i teściów, i rodziców. I kapłana. I listonosza, który przyniesie list, a którego w skwarze poczęstuje zimnym kompotem.

Stanie się tą, którą została stworzona: przy której nikt nie czuje się sam.

 

Inspiracje do tekstu zaczerpnęłam z książki Nicole Echivard pt. „Kobieto, kim jesteś?” (Poznań 1987), którą serdecznie polecam.

fot. flickr.com/katya_alagich