Świecki chrześcijanin ma dwa odrębne powołania: duchowe i doczesne. Na każde z nich winien odpowiedzieć w pełni i to zazwyczaj w obrębie tego samego zajęcia czy pracy.

Otóż w swym świeckim charakterze jest on ze świata, tak jak jest z doczesności. Choćby tylko samym świadomym zamiarem działa on na rzecz tego celu, który nie jest ostateczny, lecz stanowi właściwą drogę świata, jego dobro, piękno i rozwój. Natomiast jako członek Kościoła świecki przyczynia się do celu ostatecznego, jakim jest w pełni realizowane Królestwo Boże, które nie jest z tego świata.

Jaki zatem jest stosunek świeckiego do świata? W jaki sposób może być kimś ze świata, a zarazem posłanym dla jego dobra? Odpowiedź zawiera się, moim zdaniem, w fakcie podwójnych narodzin. Narodził się dwukrotnie. Narodził się ze świata w grzechu pierworodnym, jak każdy człowiek tu na ziemi wychodzący z łona matki; przez chrzest natomiast narodził się na nowo, narodził się z Boga. Przez te nowe narodziny świecki chrześcijanin jest od dnia swego chrztu członkiem Kościoła i nie jest z tego świata.

Jako członek Chrystusa i Kościoła, nie jest on już jednak z tego świata, choć pozostaje w stanie życia naturalnego, w jakim znaleźli się ludzie przez swe narodziny dla świata, ma pracować dla dobra świata i do niego po części należy. Jest akordowym lub dniówkowym robotnikiem tego świata (nie mówię członkiem świata, bowiem świat nie ma jedności organicznej). Świecki jest członkiem Ciała powszechnego – Kościoła, który obejmuje niebo i ziemię. Jako robotnik świata, jest również ze świata, a mimo to mocą swych drugich narodzin nie jest już zrodzony ze świata, nie jest już z tego świata.

Tak oto, jeśli prawidłowo rozumuję, wyjaśnia się niejasność zawarta w słowie „świecki”. Widzimy jednocześnie dwa różne powołania świeckiego; powołanie duchowe jako członka Kościoła i powołanie doczesne jako robotnika świata. Powołania te są różne, lecz nie rozłączne. Nie jest on z jednej strony robotnikiem świata, a z drugiej członkiem Kościoła: to członek Kościoła jest robotnikiem świata, posłanym do kraju rzeczy należnych cezarowi.

Powołanie ziemskie, powołanie robotnika świata to spełnianie codziennych, zwyczajnych obowiązków stanu świeckiego. Powołanie duchowe jako członka Kościoła – różne od powołania doczesnego, lecz będące dlań inspiracją (obejmuje ono bowiem całe życie i wszystkie działania) – jest coraz głębszym życiem mistycznego Ciała, a zatem, i przede wszystkim, czuwaniem nad własną duszą oraz jak najlepszym wypełnianiem nakazu doskonalenia się w miłosierdziu skierowanym do wszystkich członków Kościoła. Powołanie duchowe to uczestnictwo w sakramencie Kościoła i jego obrzędach, a także, co Sobór szczególnie uwydatnił, w jego apostolstwie.

W jakich formach realizuje się uczestnictwo w misji apostolskiej Kościoła? Są one bardzo rozmaite, choć jedna z nich, jak już powiedziałem, jest absolutnie podstawowa i odnosi się do nas wszystkich.

O tych różnorodnych formach mogę mówić tylko w sposób ogólny – począwszy od świeckich, którzy (niekiedy na wysokich stanowiskach) uczestniczą w apostolstwie Kościoła w stowarzyszeniach czy grupach mniej lub bardziej upodabniających się do stanu zakonnego (oddzielenie od świata), aż po znacznie bardziej rozpowszechnioną formę, gdzie świeccy uczestniczą w apostolstwie, wspierając ruchy lub dzieła nastawione na rozwój duchowości (np. rekolekcje) bądź o charakterze misyjnym.

Te różnorodne formy uczestnictwa w apostolstwie Kościoła mają tę wspólną cechę, że w jakimś stopniu są zależne od duchowieństwa, a dla świeckich poświęcających im swój czas stanowią działalność dodatkową. Są one dobre i pożyteczne, a jednak, nie ukrywajmy, mogą nas łudzić. Dzieje się tak wówczas, gdy udział świeckich w apostolstwie Kościoła nierozsądnie ograniczamy tylko do tych właśnie form.

W rzeczywistości jest inaczej. Te wszystkie formy są bowiem fakultatywne. Niemniej jedna z nich jest absolutnie zasadnicza i konieczna w przypadku każdego chrześcijanina: jest to apostolstwo, które świeccy realizują bezpośrednio w swych codziennych obowiązkach i wszelkich działaniach, jeśli wykonują je w duchu chrześcijańskim. A zatem ich powołania duchowe i doczesne dotyczą tej samej pracy: powołanie doczesne dotyczy przedmiotu pracy, powołanie duchowe zaś sposobu, stylu, ducha, w jakim jest ona wykonywana (zob. KK 31).

Świecki powinien w głębi duszy żyć życiem Chrystusa i jego mistycznego Ciała. Gdy wykonuje normalne, świeckie zadania, niech pod pretekstem świeckości nie sądzi, że jego obowiązkiem jest zamknąć w swym sercu wiarę, braterskie miłosierdzie, miłość Jezusa. Niech wyzwoli dobrą nowinę, którą nosi w sobie. Krótko mówiąc, cokolwiek by czynił, niech nie zapomina, że jest chrześcijaninem (por. 1 Kor 10,31; Kol 3,17; 1 P 4,11). Wówczas będzie promieniował duchem Chrystusa, będzie dawał świadectwo ewangelii, nie tyle głosząc ją, co nią żyjąc, również przez sposób wywiązywania się z najbardziej pospolitych obowiązków. Wszystko to czynić będzie, nie potrzebując myśleć o wypełnianiu apostolstwa. Im mniej będzie o tym myślał, tym lepiej. Jakby instynktownie, samo z siebie będzie przez niego promieniowało świadectwo Kościoła, którego jest członkiem. Wystarczy, by nigdy – wobec siebie ani wobec innych – nie ukrywał, że jest chrześcijaninem. Wystarczy, by w imię tego, co uważa za światowe konwenanse, nigdy nie wstydził się swego chrześcijaństwa wobec bliźnich.

Jest oczywiste, że aby działać jako chrześcijanin, należy być obeznanym z prawdami chrześcijańskimi tak dobrze, jak to możliwe w konkretnej sytuacji; a także być świadomym zadania, jakie może trzeba będzie pełnić w życiu politycznym i kulturalnym. Świeccy, którzy kierują się duchem ewangelii, mogą być skłonni do tworzenia mniej lub bardziej krótkotrwałych grup, które spontanicznie rodzą się z przyjaźni. Nie mają one charakteru konfesyjnego ani też nie są uzależnione od duchowieństwa. Od tych jednak, którzy nimi kierują, zawsze będą wymagać zaawansowanej formacji doktrynalnej. Są to jednak przypadki szczególne. Tutaj chodzi o wspólne dla wszystkich promieniowanie ewangelią poprzez codzienną pracę. Wówczas jej nośnikiem będzie niekiedy zwykłe serdeczne słowo, spojrzenie, gest, spontaniczna reakcja na wydarzenie, jeden z tych niemal niedostrzegalnych znaków (o ileż ważniejszych niż się zwykle myśli), jeden z tych mikroznaków duszy, które rejestruje podświadomość, a bliźni tak nieomylnie postrzega. Albo też będzie to świadectwo bardziej widzialne, słowo prawdy, konkretne zaangażowanie, przebaczenie, akt oddania, ryzyko podjęte dla dobra bliźniego czy dla sprawiedliwości.

Wszelką pracę chrześcijanin może i powinien wykonywać w duchu chrześcijańskim. Po chrześcijańsku można również nauczać historii, literatury, nawet matematyki – nie tyle próbując wypowiadać chrześcijańskie prawdy, co modląc się za uczniów i kochając ich, a więc samym sposobem traktowania ich i nauczania. W nauczaniu bowiem zwracamy się do innych umysłów, z którymi pozostajemy w ludzkiej relacji i nieświadomie ujawniamy wiele spraw, jakie mamy w głowie. Po chrześcijańsku można wykonywać zawód lekarza, prowadzić dom handlowy, być cieślą, tokarzem, właścicielem warsztatu samochodowego czy robotnikiem pracującym przy taśmie, nawet mimo automatyzmu wykonywanych czynności. Wszędzie są ludzie, z którymi wchodzimy w relacje osobowe. Tam zaś, gdzie wchodzimy w stosunki z innymi ludźmi, dajemy świadectwo o ewangelii przez sposób naszego postępowania.

Zachodnia cywilizacja od wielu stuleci wszędzie i we wszystkich rodzajach działalności cierpiała na zgubny rozdział między życiem doczesnym świeckiego chrześcijanina a jego powołaniem duchowym, wynikającym z faktu, że jest on członkiem ludu Bożego. Temu złu przede wszystkim należy zaradzić.

 

 

Fragment książki Jacquesa i Raissy Maritain „Kontemplacja w świecie”, która ukazała się nakładem Wydawnictwa „W drodze”.