We wszystkich historiach powołań biblijnych zarówno w Starym, jak i w Nowym Testamencie możemy odnaleźć cień absurdu i niesamowitości. Wołanie Boże często przerywa, zmienia bieg wydarzeń zwyczajnego życia. Zaprasza przeciętnych ludzi do wypełniania misji służącej przemianie całej ludzkości.

Od zawsze intrygował mnie sposób, w jaki biblijny język hebrajski odnosił się do przeszłości i przyszłości. Jest on zupełnie inny niż w językach zachodnich takich jak angielski czy francuski. Podczas gdy my mówimy, że przeszłość jest za nami, a przyszłość przede nami, idiomy biblijne stanowią przeciwieństwo tych określeń: np. przeszłość jest przed nami (przed obliczem), a przyszłość jest za nami (za plecami). Obraz jest bardzo plastyczny, przypomina poruszanie się łodzią po jeziorze. Mijany brzeg jest przed nami, a kierunek, w którym podążamy jest z tyłu (za plecami). Dokonujesz przeglądu swojej przeszłości — mijanej linii brzegowej, aby ustalić kierunek, w którym zmierzasz.

Uderza mnie to, czym jest dla nas Pismo Święte. Wracamy do świętej przeszłości nie z powodu nostalgii, ale w poszukiwaniu śladów Bożej obecności, religijnych korzeni, aby określić kierunek na przyszłość, której nie jesteśmy w stanie zobaczyć, ale o której wiemy, że Bóg trzyma ją w swoich dłoniach.

Skoncentrujmy się na dobrze znanych, lecz zawsze na nowo odkrywanych podstawach naszej wiary, przypowieściach, obrazach i symbolach biblijnego dziedzictwa, aby odnowić pojmowanie powołania w pierwotnym rozumieniu jako „wołania” Boga — do życia, komunii i misji, a jego poszczególne elementy odnaleźć w różnych formach życia.

Historie kilku powołań

Zacznijmy od przypomnienia kilku dobrze znanych historii powołań, które można znaleźć na kartach czterech Ewangelii, i ich echa w innych miejscach Nowego Testamentu. Prawie natychmiast staje się dla nas jasne, że możemy znaleźć w nich mnóstwo przydatnego materiału. Znaczenie słowa „powołanie” nie jest marginalne w stosunku do Pisma, ale precyzyjnie oddaje biblijne znaczenie istnienia człowieka wobec Boga.

Któż mógłby zapomnieć o tych opisanych w pierwszych rozdziałach Ewangelii Marka i Mateusza spotkaniach nad Jeziorem Galilejskim? Dwaj rybacy Szymon i Andrzej zarzucający sieci, Jakub i jego brat Jan — synowie Zebedeusza siedzący w łodzi zajęci naprawianiem sieci — żaden z nich nawet nie przypuszczał, jakie wydarzenia, które już na zawsze odmienią ich życie, czekają ich w przyszłości. Jezus przechadzający się nad jeziorem woła do nich: „Pójdźcie za Mną, a sprawię, że się staniecie rybakami ludzi” (por. Mk 1,16–20). Zostawiają swoje sieci, ojca, współpracowników siedzących w łodzi.

Podobnie sprawy się mają w Kafarnaum — mieście położonym na granicy kraju znajdującego się pod panowaniem Heroda Antypasa i Filipa, w którym Jezus spotyka Lewiego, syna Alfeusza siedzącego w komorze celnej. „Pójdź za Mną!” jest poleceniem, któremu nie można się oprzeć. Lewi wstaje, zostawia swoje zajęcie i idzie za Jezusem. Jeszcze tej samej nocy celnik i kilku innych podejrzanie wyglądających ludzi zasiada do wspólnego uroczystego posiłku z Jezusem, wywołując zamieszanie i ostre komentarze ze strony religijnych przywódców narodu żydowskiego. Jezus bez mrugnięcia okiem odpowiada: „Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają. Nie przyszedłem powołać sprawiedliwych, lecz grzeszników” (por. Mk 2,15–17).

Inna scena nad jeziorem: historia powołania Piotra z Ewangelii Łukasza. Tajemnicza siła przyciągała nad jezioro tłumy ludzi pragnących posłuchać Jezusa. Pod naporem pełnego entuzjazmu tłumu przechodzący Jezus zostaje zepchnięty na brzeg jeziora, gdzie rybacy czyścili sieci. Po nieudanym połowie łodzie są puste. Jezus wchodzi do łodzi Szymona i prosi go, aby odepchnął trochę łódź od brzegu. Z tak wspaniałej ambony Jezus z Nazaretu naucza tłumy zgromadzone przed nim na brzegu zatoki. Na tym nie zakończyła się jego znajomość z Piotrem. Po kazaniu prosi Szymona, aby wypłynął na głębię i zarzucił jeszcze raz sieci. „Mistrzu — odpowiada Szymon — całą noc pracowaliśmy i niceśmy nie ułowili. Lecz na Twoje słowo zarzucę sieci”. Jakiż połów! Sieci nieomalże się rwą, łódź prawie tonie! Szymon Piotr oszołomiony upada na kolana: „Odejdź ode mnie Panie, bo jestem człowiek grzeszny”. „Nie bój się, odtąd ludzi będziesz łowił”. Kiedy łódź nadmiernie przeciążona ładunkiem przybija do brzegu, Szymon i jego współpracownicy: Jakub i Jan, zostawiają wszystko i idą za nim (por. Łk 5,1–11).

Ewangelia św. Jana — zupełnie inna od pozostałych — różni się także pod tym względem. To już nie polecenie na brzegach jeziora lub komora celna w Galilei, ale Pustynia Judzka. Podczas gdy Jan Chrzciciel naucza swych uczniów, Jezus — Syn Boży i Baranek przeznaczony na ofiarę — przechodzi nieopodal niczym niedające spokoju widmo. „Oto Baranek Boży, który gładzi grzech świata” — rozgłasza Jan Chrzciciel. Jeżeli poszli za nim tylko na widok pełnych sieci? Kiedy dwóch uczniów Jana zaczyna podążać za Jezusem, On odwraca się do nich i pyta, testując czystość intencji: „Czego szukacie?”. Zadaje im to samo pytanie, które rozbrzmiewa echem przez wiele stuleci niczym odległe uderzenie grzmotu. „Panie, gdzie mieszkasz?”. „Chodź i zobacz”. I tak zaczyna się łańcuch zauroczeń — Andrzej wraca, aby pociągnąć za sobą swojego brata Szymona Piotra, by przyszedł i zobaczył to, co on właśnie widział. Później Filip i Natanael — wszyscy pochwyceni przez tajemniczą moc towarzyszącą Jezusowi.

Jest jeszcze wiele innych, przejmujących historii. W Dziejach Apostolskich Paweł — tak pewien swoich przekonań — zrzucony z konia na drodze do Damaszku, oślepiony przez światło bijące od zmartwychwstałego Jezusa, powołany do bycia szczególnie wybranym naczyniem, nawet jeżeli buntuje się przeciwko ościeniowi.

Jedna z najpiękniejszych opowieści w Nowym Testamencie to odnowienie powołania Piotra na końcu Ewangelii św. Jana. Zniechęceni uczniowie próbujący bezskutecznie coś złowić na wybrzeżu Jeziora Galilejskiego. Nierozpoznana, choć niepokojąco znajoma postać z zapaloną pochodnią na brzegach jeziora. Po raz kolejny podany kierunek, w którym należy wypłynąć, i kolejny obfity połów, następnie przyspieszające bicie serca, rozpoznanie Pana. Piotr wskakujący do morza i płynący do brzegu. Śniadanie z chleba i ryb na brzegu morza w nastroju radości i palący wstyd. Później moment pojednania: „Szymonie, synu Jana, czy miłujesz Mnie więcej aniżeli ci?”. Potrójne pytanie uzdrawiające rozłam powstały po potrójnym zaparciu się. „Paś baranki moje! Paś owce moje!”. Godność bycia uczniem zostaje przywrócona, powołanie odnowione.

Nie wszystkie jednak Boże wołania zostały zauważone i przyjęte. Bogaty młodzieniec, którego Jezus miłował, odchodzi, gdyż powołanie zbyt dużo by go kosztowało. Dla uczonego w piśmie szukającego prawdy o przykazaniach prawa, to wołanie jest jeszcze daleko. „Niedaleko jesteś królestwa Bożego”, rzekł do niego Jezus. Nikodema, który nie ma śmiałości przyjść do Jezusa inaczej niż pod osłoną nocy, tylko zagrożenie utraty życia poruszy tak bardzo, że przezwycięży on lęki i zacznie głosić ukrzyżowanego Chrystusa.

Cóż za zestaw dziwnych, a jednocześnie wspaniałych spotkań! Od samego początku można zauważyć kilka podstawowych, wspólnych cech charakterystycznych:

  1. Opowieści te pokazują wyraźnie, że bycie uczniem rozpoczyna się nie od indywidualnego wyboru, ale od Bożego wezwania. Jezus, wydając pełne mocy polecenie lub dzięki sile przyciągania, inicjuje życie w służbie Bogu. Jego i tylko Jego autorytet jest źródłem tegoż powołania. Przychodzi nieoczekiwanie i bez ostrzeżenia.
  2. Większość historii uświadamia nam, że powołanie oznacza przede wszystkim wezwanie do pójścia za Jezusem. Punktem centralnym jest osoba Jezusa Chrystusa, który pozostaje sercem i duszą wszystkich doświadczeń chrześcijanina. Powinniśmy też zauważyć precyzję doboru słów i niezmienność obrazu. Uczniowie podążają za Jezusem, w żadnym wypadku nie przed Nim i nawet nie obok Niego. Ten obraz powtarza się wiele razy w Ewangelii: Jezus na czele swojej wspólnoty i uczniowie podążający za Mistrzem, często zmieszani i przerażeni.
  3. W treści powołania znajdujemy coś jeszcze: „Teraz ludzi łowić będziesz”. Uczniowie, którzy są powołani, aby pójść za Jezusem, będą także uczestniczyć w jego odkupieńczej misji. Pochłonie ich dzieło przemiany Izraela, odnawiania Starego Przymierza, ustanawiania królestwa, uzdrawiania i egzorcyzmowania oraz nauczania tak samo jak Jezus. Ich przeznaczeniem — podobnie jak Jezusa — będzie spotkanie z poczuciem wyobcowania i śmiercią w Jerozolimie.
  4. Historie te jasno pokazują, że ich życie już nigdy nie będzie takie samo. Zostawią swoje łodzie, swoje rodziny, swoje komory celne. Gdy usłyszą wołanie, ich życie zmieni się zasadniczo i będzie wymagało nowego posłuszeństwa.
Biblijne korzenie powołania

Już dawno zauważono, że źródeł formy i nastroju ewangelicznych opowieści nie należy szukać ani w rabinicznych opowieściach o mistrzu i uczniu, którzy chcą zrozumieć prawo i posiąść sztukę jego interpretacji; ani w greckich czy rzymskich relacjach o filozofie i jego uczniach szukających sensu życia i dróg mądrości, ani też w tradycji, którą można odnaleźć we wszystkich nieomal starożytnych kulturach — rzemieślnika i jego uczniów zmierzających do poznania sztuki i umiejętności skutecznego handlu. Model ewangelicznego powołania różni się od tych odnajdywanych w żydowskiej czy rzymsko–greckiej literaturze niemalże współczesnych Nowemu Testamentowi, ale jego reminiscencje można odnaleźć w poruszających i niesamowitych opisach powołań w prorockiej i historycznej literaturze narodu izraelskiego, w której Bóg powołuje ludzi do podążania uświęconą ścieżką i do uczestnictwa w dramacie ludzkiego odkupienia. Właśnie te pełne mocy opowieści zakorzenione w przeszłości Izraela stanowią kurtynę dla Ewangelii, za którą otwiera się szeroka, ogromna scena rozumienia znaczenia chrześcijańskiego powołania.

Świetny przykład stanowią pisma św. Pawła. W Liście do Galatów snuje on refleksję nad swoim początkowym doświadczeniem. Nie używa pełnego dramatyzmu języka użytego w Dziejach Apostolskich opisującego nagłe nawrócenie na drodze do Damaszku, ale języka powołania. Używa słów proroka Izajasza: „Powołał mnie Pan już z łona mej matki, od jej wnętrzności wspomniał moje imię. Ostrym mieczem uczynił me usta, w cieniu swej ręki mnie ukrył. Uczynił ze mnie strzałę zaostrzoną, utaił mnie w swoim kołczanie. (…) To zbyt mało, iż jesteś mi Sługą dla podźwignięcia pokoleń Jakuba i sprowadzenia ocalałych z Izraela! Ustanowię cię światłością dla pogan, aby moje zbawienie dotarło aż do krańców ziemi” (Iz 49,1–6).

Dynamikę i zasięg powołania w jego ewangelicznym pojęciu odnajdujemy właśnie tu, w pełnych mocy opowieściach o tym, jak Bóg powołuje wielkie postacie w historii Izraela, jak nakazuje im wzięcie udziału w świętym dziele odkupienia państwa, a w rzeczywistości całego świata. Wszystkie najwspanialsze osobowości, które wpływają na kształt przeznaczenia Izraela czy całej rodziny ludzkiej, otrzymują powołanie pochodzące od Boga. Wystarczy wspomnieć Abrahama i Sarę, których uważa się za rodziców historii Izraela. Bóg prosi ich, aby udali się w podróż wiary, opuścili swoje domostwo, i jak powiedziałby autor Listu do Hebrajczyków, przygotowali się do drogi, której punktu docelowego nie znają. W piękny, a nawet humorystyczny sposób Biblia sugeruje, że owa podróż wiary nie odbyła się z inicjatywy Abrahama, właściciela ogromnych stad z Charanu, ale była efektem wołania Boga. W Księdze Rodzaju, gdy Bóg objawia się Abrahamowi, patriarcha pada czołobitnie przed Jego majestatem. Dowiaduje się o obietnicy: „Zawieram przymierze z tobą i staniesz się praojcem wielu narodów, a twoi potomkowie będą tak licznie jak piasek na morskim brzegu, jak gwiazdy na niebie”. Oto mamy do czynienia z tekstem natchnionym, a nie z czymś, co przepływa w tle. Biblia mówi, że Abraham, upadłszy na twarz, roześmiał się, powątpiewając: „Czyż może człowiekowi stuletniemu narodzić się syn? Albo czy dziewięćdziesięcioletnia Sara może zostać matką?”.

Ta rodzinna saga zostaje powtórzona, gdy trzech tajemniczych gości pojawia się w pobliżu namiotu Abrahama i Sary pod dębami Mamre. Abraham rozpoznaje w nich Bożą obecność, przygotowuje więc wielkie święto na ich cześć. Kiedy zbierają się do wyjścia, jeszcze raz powtórzą tę pozornie niedorzeczną obietnicę: Sara urodzi dziecko, a ich potomstwo będzie tak liczne, jak gwiazdy na niebie. Ukryta za zasłoną namiotu Sara śmieje się z tego planu! Na co goście próbują ją sprowokować do odpowiedzi: „Śmiałaś się”, mówią. „Nie, nie śmiałam się!”. „Ależ tak, śmiałaś się”. Następnie Bóg wypowiada słowa, które powinniśmy dobrze zapamiętać, rozważając zagadnienie powołania w Kościele, szczególnie w obecnych czasach: „Dlaczego Sara się śmiała? Czy jest coś, co byłoby niemożliwe dla Pana?”.

We wszystkich historiach powołań biblijnych zarówno w Starym, jak i w Nowym Testamencie możemy odnaleźć cień absurdu i niesamowitości. Mojżesz spotykający Boga w płonącym krzewie na górze Horeb, onieśmielony i przestraszony, ponieważ Bóg namaszcza go, aby wyprowadził lud z niewoli. „Wybacz, Panie, nie jestem wymowny, od wczoraj i przedwczoraj, a nawet od czasu, gdy przemawiasz do Twego sługi. Ociężały usta moje i język mój zesztywniał”. A Pan odrzekł: „Kto dał człowiekowi usta? Kto czyni go niemym lub głuchym, widzącym albo niewidomym, czyż nie Ja, Pan? Przeto idź, a Ja będę przy ustach twoich i pouczę cię, co masz mówić” (Wj 4,10–12).

Przypatrzmy się powołaniu proroków. Amos z Tekoa, udręczony przez Boga potężną misją sprawiedliwości: „Nie jestem ja prorokiem — odpowiada Amos — ani uczniem proroków, gdyż jestem pasterzem i tym, który przycina sykomory. Od trzody bowiem wziął mnie Pan i rzekł do mnie Pan: »Idź, prorokuj do narodu mego, izraelskiego!«”. Amos poszedł. Jeremiasz, nieśmiały, niewprawny w przemawianiu, „Jestem tylko młodzieńcem”, odpowiada Bogu. „Nie mów: »Jestem młodzieńcem«, gdyż pójdziesz do kogokolwiek cię poślę, i będziesz mówił, cokolwiek tobie polecę. Nie lękaj się ich, bo jestem z tobą, by cię chronić — wyrocznia Pana” (Jer 1,6–8). Czy sam prorok Izajasz stojący u bram świątyni, przytłoczony poczuciem Bożej obecności i swojej własnej niegodności, wykrzykujący: „Biada mi! Jestem zgubiony! Wszak jestem mężem o nieczystych wargach, i mieszkam pośród ludu o nieczystych wargach”. Serafin oczyszcza serce Izajasza, dotykając jego ust węglem, który kleszczami bierze z ołtarza, a głos Pana przenika obawy proroka: „Kogo mam posłać? Kto by nam poszedł?”. Wtedy strach znika, a prorok mówi: „Oto ja, poślij mnie!” (Iz 6).

Podobnie rzecz miała się z innymi postaciami biblijnej sagi, mężczyznami i kobietami — niegodnymi naczyniami Boga — onieśmielonymi i trochę dziwnymi, pomimo to powołanymi przez Boga do podjęcia misji jako reprezentanci całej ludzkości. Wołanie Boże często przerywa, zmienia bieg wydarzeń ich zwyczajnego życia. Zaprasza przeciętnych ludzi do wypełniania misji służącej przemianie całej ludzkości. Pozwala doświadczyć głębokiej, a często gwałtownej przemiany, aby pozostać wiernym Bożemu wezwaniu. Nigdzie w Biblii nie jest tak wyraźnie widoczny, jak w Ewangelii opis uczniów Jezusa. Żadna z Ewangelii nie przedstawia tych, którzy odpowiadali na wezwanie Jezusa, jako osób idealnych. Mimo ich pierwotnej pozytywnej odpowiedzi, gdy już zostawili wszystko i poszli za Nim, pokazali jak potrafią być dziwaczni, opieszali i zagubieni. Jedną z najbardziej zaskakujących cech Ewangelii jest fakt, że nie wstydzi się ukazywać portretu uczniów wraz z ich najgorszymi cechami: zagrażają powodzeniu misji Jezusa, sprzeciwiają się dojściu do punktu docelowego, którym jest Jerozolima, a kiedy nad Jezusem pojawia się przerażająca groźba męki, opuszczają Go, wypierają się Go, dochodzi do zdrady. Dopiero po śmierci Jezusa, dopiero kiedy Boża moc przynosi balsam Gilead, aby przezwyciężyć więzy śmierci, apostołowie zostają po raz kolejny przywróceni do godności uczniów, a zdrada zostaje wybaczona. Dokonuje się prawdziwa przemiana.

Cechy chrześcijańskiego powołania

Historie te przypominają nam, że na początku każde powołanie w swym podstawowym znaczeniu nie jest określone przez żadną specyficzną funkcję, rolę, ale jest czymś znacznie większym, przekazanym w szerokim kontekście, czystym darem, którego autorem jest Bóg, a głównym tematem jest życie. Kwestia ludzkiego powołania dotyka fundamentów naszej wiary. Wierzymy, że Bóg powołuje każdą osobę do życia, nadaje jej znaczenie i cel. Bóg ofiarowuje ludzkości również dar wolności, abyśmy mogli wybierać i podejmować zobowiązanie wobec Bożych darów. Oto jest podstawa teologii powołania.

Bóg poprzez osobę Chrystusa jest źródłem każdego powołania — powołania do życia samego i każdej zmiany w naszym życiu w odniesieniu do Boga, obejmującej kapłaństwo i życie konsekrowane. Jan Paweł II wskazał na tę podstawową prawdę w pierwszych wersach Pastores dabo vobis: „pierwszą odpowiedzią Kościoła [na kryzys powołań kapłańskich] jest akt całkowitego zawierzenia Duchowi Świętemu. Jesteśmy głęboko przekonani, że nasze zaufanie nie zostanie zawiedzione, zwłaszcza jeżeli pozostaniemy wierni otrzymanej łasce”. Kongres poświęcony powołaniom nie powinien być czuwaniem przy zmarłym lub ekspresją wspólnego lęku, niezależnie od tego, jak trudne wydają nam się okoliczności zewnętrzne. Bóg jest po stronie świata i Kościoła i nie zostaniemy opuszczeni. Poza nami, jeżeli pojawi się taka potrzeba, Bóg będzie powoływał ludzi dobrej woli, aby ponieśli świętą misję w świat, i ludzie będą dalej odpowiadać na to wezwanie.

Powołanie do pełnienia takiej czy innej funkcji nie jest pierwszą ani najważniejszą rolą do odegrania w życiu, ale w swoim pierwotnym znaczeniu jest powołaniem do szukania oblicza Boga, do świętości, do życia pełnią. Jest to końcowy punkt biblijnych poszukiwań: widzieć oblicze Boga i żyć. W tym celu wszyscy zostaliśmy powołani jako część ogromnej ludzkiej rodziny i jako część Kościoła. To samo wezwanie było, jak pamiętamy, niezwykle ważne dla II Soboru Watykańskiego, ponieważ starało się wyrazić nową świadomość tego, czym jest Kościół, która zaowocowała pojawieniem się dokumentu Lumen gentium, Konstytucji dogmatycznej o Kościele. Głosiła ona, że Kościół zawiera tajemnicę Bożej miłości wobec świata wzywającej całą ludzkość do świętości i pełni życia. Ta pierwsza definicja charakteru Kościoła nie polega na rozróżnieniu poszczególnych struktur czy ról podejmowanych w Kościele, ale akcentuje jego powszechny charakter jako Bożego ludu pielgrzymującego, powołanego do istnienia przez Bożą miłość i ukierunkowanego na poszukiwanie świętości i zjednoczenia z Bogiem. Nie jesteśmy tylko zgromadzeniem wyizolowanych mistyków, ale ludźmi, których łączy wspólne życie — powszechne powołanie i przeznaczenie — dla Boga. Dopiero w świetle służby powołaniu do świętości i komunii z Bogiem dokonujemy rozróżnienia ról wewnątrz Kościoła. Ci, którzy podążają za Jezusem, zostali opieczętowani tym powołaniem w momencie chrztu świętego. Wody chrztu symbolizują obfitość Bożych łask, bogactwo życia, którym Bóg obdarza w Chrystusie, jak również wspólnotę życia i nasz cel ostateczny jako Bożych dzieci.

Istnieje jeszcze jeden rys charakterystyczny naszego powołania wyłaniający się z biblijnego dziedzictwa, o którym nie możemy zapominać. Powołanie chrześcijańskie ma charakter misyjny, a jego celem jest wszechstronna przemiana świata. Rybacy nad brzegiem Morza Galilejskiego stawali się rybakami ludzi. Przebaczenie Piotrowi na tym samym wybrzeżu brzmiało: „Paś owce moje, paś baranki moje”. W długiej historii narodu wybranego znajdujemy wydarzenia o podobnym charakterze poprzedzające powołanie apostołów. Abraham i Sara zostali wezwani do dania początku Bożemu ludowi. Mojżesz wyprowadził swój lud z niewoli do Ziemi Obiecanej. Amosowi, Izajaszowi i Jeremiaszowi wlano otuchę i dość odwagi w serca, by przemawiali do ludu, aby nawrócić serca ku prawdziwej głębi. Poprzez chrzest święty zostajemy uczestnikami misji Jezusa — uzdrowienia, nauczania i pojednania, obdarzania życiem i wolnością Bożych dzieci. Powołanie nie jest nigdy powołaniem do bierności ani do zamknięcia się. Wszystkie formy chrześcijańskiego powołania, a w szczególności powołania do kapłaństwa lub życia konsekrowanego, mają charakter misyjnej służby publicznej. Dotyczy to także najbardziej surowych, klasztornych czy kontemplacyjnych form życia zakonnego. Podobnie jak życie samego Jezusa powołanie oznacza dawanie życia wewnątrz nas samych i w świecie, w miejscu, w którym Bóg nas postawił.

Historie powołań biblijnych przypominają nam, że odpowiedź na Boże wołanie wymaga radykalnego życiowego nawrócenia. Nie zapominajmy o postawie Abrahama śmiejącego się z powątpiewaniem czy Sary ukrytej przy wejściu do namiotu. Jak z niemal martwego ciała może narodzić się życie? Powinniśmy zastanowić się nad tym pytaniem. Ktoś musi zostawić wszystko za sobą, aby podążyć za Jezusem. Wilgotne sieci. Zaniepokojonego ojca. Komorę celną. Wspomnienia porażki. Zmęczone ciało. Wymagające wysiłku obowiązki. Przywiązanie do rodziny i posiadłości. Czasem brzemię to wydaje się zbyt ciężkie. Mam na myśli Piotra na brzegu Morza Galilejskiego, podczas śniadania ze Zmartwychwstałym. Musi zmierzyć się ponownie z faktem, że publicznie się zaparł, zdradził kogoś, kogo kochał, kogoś, kto nadawał sens każdemu momentowi jego życia. „Panie, Ty wiesz, że Cię kocham”. Wzruszające słowa pełne żalu i bólu, które muszą zostać wypowiedziane, zanim apostoł zostanie przywrócony do łask. Paweł również musi oczyścić się z własnego zrozumienia Bożych dróg, z tej pewności siebie, która sprawiła, że prześladował Kościół. Ostatecznie musi zobaczyć siebie nie jako wspaniałego apostoła, ale kruche naczynie gliniane niosące Boży dar. Dopiero wtedy staje się wolny i może ponieść tę Dobrą Nowinę światu.

Powołanie pielgrzyma

Nie przypadkiem najbardziej przekonującym symbolem życia w wierze jest droga. Cała historia narodu izraelskiego jest zarysowana jako długotrwała i często męcząca podróż wiary. Zaczynając od pierwszej masowej wędrówki obozu Abrahama na pastwiska Kanaan, po wyjście z Egiptu i podróż do Ziemi Obiecanej, od wichrującego życie doświadczenia wyjścia do cichego i pełnego nadziei powrotu do ziemi judzkiej. Podobnie rzecz ma się z życiem i misją Jezusa, która jest przedstawiana jako długotrwała podróż, zaczynając od jego tryskającej energią posługi w Galilei, po złowieszczą, ale celową wyprawę do Jerozolimy, gdzie czekało na niego jego przeznaczenie w postaci śmierci i zmartwychwstania. Ewangelia mówi wyraźnie, że ta wędrówka Jezusa i jego uczniów zawiera w sobie ducha chrześcijańskiego, doświadczenie wiary. Łukasz mówi najwyraźniej — pierwsze imię ludu Bożego brzmi: „lud pielgrzymi”. Odpowiedź na Boże powołanie nie jest statyczną, nieruchomą rzeczywistością, ale tą, która w miarę upływu czasu odkrywa swój cel i spełnia wymagania pieszej wędrówki do Jeruzalem, drogi, która zawiera w sobie trud podróży, wyczerpanie, a może nawet przegraną.